Szkoda, że nie mogli państwo tego zobaczyć. No właśnie: szkoda? Raczej nie. Walka Mariusza Wacha z Tysonem Furym przebiegła bowiem – zgodnie z relacjami naocznych świadków – dokładnie tak, jak przebiec miała. Brytyjczyk wygrał po siedmiu rundach niemrawego boksu.
Mariusz Wach przegrał z Tysonem Furym
Sam pomysł był dziwny. Walka niemal 47-letniego boksera, który powoli zbliża się do emerytury, z legendą boksu, owszem, ale taką co mimo że wracała z emerytury kilkukrotnie, to nadal ma przecież wielkie walki w planach. Pojedynek w zasadzie bez sensu, sklecony naprędce, żeby Fury w ogóle z kimś powalczył. No i padło na Polaka. Wach mówił, że nie jedzie co prawda do Tajlandii po to, żeby przegrać. Powtarzał, że chce Tysonowi zagrozić, ale w zasadzie wszyscy wiedzieli, jak to będzie. Być może Wach też wiedział, lecz nie chciał wprost powiedzieć.
I było, jak miało być.
Z relacji dziennikarzy, którzy w Tajlandii się znaleźli – głównie brytyjskich – przebija się obraz walki kontrolowanej przez Fury’ego, w której Wach z rzadka wyprowadzał ciosy i skupiał się raczej na tym, by samemu nie oberwać. Owszem, wcześniej uczciwie mówił, że w „trzy tygodnie formy się nie przygotuje”, nawiązując do tego, że kontrakt na walkę podpisał końcem czerwca. No i ponoć było to widać. Ponoć, bo transmisji po prostu nie było – do sieci wyciekły krótkie fragmenty, a więcej ma być ich w trzecim sezonie show o rodzinie Furych. Zdążymy chyba o tym zapomnieć.
Pięć rund było ponoć niemrawych z obu stron. Dopiero w szóstej – jakby chciał się upewnić, że trochę się w tym ringu porusza – Fury przyspieszył, a w siódmej wyraźnie dążył do nokautu. Ósmej nie było, bo Wach po prostu do niej nie wyszedł. Fury co prawda komplementował potem Polaka, mówił: – Mariusz to wielki i twardy facet. Ma 203 centymetry wzrostu, a w wadze ciężkiej każdy może znokautować każdego.
🚨 Tyson Fury just beat Mariusz Wach by TKO in the 7th round
Made him quit on his stool 👀
(via @boxingkingmedia) pic.twitter.com/5RsO6nUofW
— Championship Rounds (@ChampRDS) July 24, 2026
Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że podkreślał wzrost i siłę rywala tylko po to, by mocniej móc wysyłać prztyczki w stronę Anthony’ego Joshuy, którego zresztą potem i tak zaczepił. Bo młodszego z Brytyjczyków też czeka walka, którą wielu określa jako „sparingową”. A potem? Potem w teorii mają zawalczyć ze sobą. Czy jednak tak się stanie – zobaczymy z czasem, bo sytuacja w wadze ciężkiej mocno się zmieniła po tym, jak Ołeksandr Usyk zwakował swoje pasy mistrzowskie.
A co z Wachem? Ano nic. Zarobił swoje, poboksował z wielkim rywalem, a teraz wróci do kraju i najpierw zawalczy w klatce z… pięcioma rywalami naraz, a w październiku czeka go gala przed rodzimą publiką. Wach z ringiem kończyć bowiem nie ma zamiaru, choć powoli dobija pięćdziesiątki.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix