W poprzednim sezonie przebojem wdarł się do wyjściowego składu Legii Warszawa. Po zimowym transferze z Cluj uspokoił poczynania w defensywie i pomógł zespołowi zaliczyć dobrą rundę. Wówczas Otto Hindrich poradził sobie w rywalizacji z Kacprem Tobiaszem, ale dziś nadal nie może poczuć się zbyt pewnie. Konkurencja nie śpi.
Przed nowym sezonem do klubu z Warszawy trafił bowiem Ivan Brkić. W poprzednich rozgrywkach w barwach Motoru Lublin był jednym z najlepszych bramkarzy w Ekstraklasie. Hindrich, który trafił niedawno do rady drużyny, nie zamierza jednak z tego powodu rozpaczać. W meczu z Pogonią Szczecin powinien zresztą wyjść między słupkami.
Otto Hindrich: Udowadnianie ludziom, że się mylą, jest najlepszą motywacją [WYWIAD]
Z 23-letnim bramkarzem rozmawiamy choćby o czerwcowym debiucie w reprezentacji Rumunii, udowadnianiu innym swojej wartości, celach na nowy sezon oraz jego ulubionej interwencji w Legii. Zapraszamy!
Wojciech Piela: Minął już jakiś czas od twojego transferu do Legii. Jakie są wrażenia z pobytu w Warszawie?
Otto Hindrich: Bardzo dobre. Szczerze mówiąc, wszystko wygląda nawet lepiej niż sobie wyobrażałem. Wiedziałem, że Legia jest wielkim klubem, ale poziom organizacji i profesjonalizmu naprawdę zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Każdego dnia przekonuję się, że trafiłem do miejsca, w którym każdy wie, jakie są jego zadania. Ośrodek treningowy też rzecz jasna robi ogromne wrażenie. Nie można pominąć kibiców. Atmosfera na naszych meczach jest fantastyczna. To najlepsza publiczność, przed jaką miałem okazję występować.
Do Legii trafiłeś również dlatego, że od lat uchodzi za klub świetnie pracujący z bramkarzami?
Oczywiście. Znałem historię wielu bramkarzy, którzy rozwijali się właśnie tutaj. Artur Boruc, Łukasz Fabiański… Polska szkoła bramkarska od lat cieszy się bardzo dobrą opinią.
Wiedziałem, że jeśli trafię do Legii, będę miał warunki, żeby rozwijać się jako zawodnik. Od pierwszych treningów pracujemy nad konkretnymi elementami mojej gry. Trener Maciek Kowal zauważył rzeczy, które można poprawić. Nie jestem tutaj długo, ale już widzę efekty.
Czy po przyjeździe do Polski coś cię zaskoczyło w samej Ekstraklasie?
Nie powiedziałbym, że zaskoczyło. Wiedziałem wcześniej, że poziom ligi jest wysoki. Jeśli już miałbym wskazać jedną rzecz, to byłaby nią fizyczność. Gra jest jeszcze bardziej intensywna niż się spodziewałem. Każdy mecz wymaga dużej determinacji i walki.
Jak dużo wiedziałeś o Legii, zanim pojawiła się oferta?
Wiedziałem, że to największy klub w Polsce. Nie musiałem długo zastanawiać się nad tą propozycją. Kiedy zadzwoniono do mnie z Legii, praktycznie od razu wiedziałem, że chcę tutaj grać.
Nie obawiałeś się jednak tego, że klub nie jest w najlepszym miejscu swojej historii? Do Legii trafiłeś zimą, kiedy znajdowała się w strefie spadkowej.
Paradoksalnie uważam, że był to dobry moment. Oczywiście sytuacja klubu nie była komfortowa, ale miałem poczucie, że właśnie wtedy mogę pomóc drużynie.
Nikt chyba nie spodziewał się, że uda nam się tak szybko odwrócić sytuację. Tymczasem zaczęliśmy wygrywać, zdobywać punkty i z każdym kolejnym tygodniem wyglądało to coraz lepiej. Cieszę się, że mogłem być częścią tego procesu.
Co było najważniejsze w tej przemianie?
Przede wszystkim Marek Papszun i praca sztabu szkoleniowego. Trenerzy odbudowali naszą pewność siebie. Od początku powtarzali, że ten zespół ma odpowiednią jakość i musi po prostu zacząć to pokazywać na boisku.

Otto Hindrich i Rafał Adamski zadebiutowali w wygranym meczu Legii z Wisłą Płock
W szatni było czuć presję związaną z miejscem w tabeli?
Bardziej czuło się frustrację niż strach. Wiedzieliśmy, że nie pokazujemy pełni swoich możliwości. Przełom nastąpił po pierwszym zwycięstwie. Wtedy pojawiła się wiara, że jesteśmy w stanie odwrócić sytuację. Z każdym kolejnym meczem rosła pewność siebie całego zespołu i było to widać na boisku.
Latem do Legii trafił Ivan Brkić. Jak zareagowałeś na informację o kolejnym bramkarzu?
Szczerze mówiąc, wtedy byłem całkowicie skupiony na końcówce sezonu. Nie analizowałem transferów, tylko koncentrowałem się na najbliższym meczu.
Natomiast rywalizacja jest czymś naturalnym. Moim zdaniem pomaga obu zawodnikom. Jeśli każdego dnia walczysz o miejsce w składzie, stajesz się lepszym piłkarzem.
Jak oceniasz waszą współpracę?
Bardzo dobrze. Mamy podobne podejście do pracy i podobną mentalność. Obaj chcemy się rozwijać i pomagać sobie nawzajem. W zdrowej rywalizacji nie chodzi o to, żeby komuś przeszkadzać, tylko żeby wspólnie podnosić poziom.
Bramkarz musi być pewny siebie?
Bez dwóch zdań. W sporcie trzeba wierzyć, że jest się najlepszym. Jeżeli sam nie masz takiego przekonania, to już na starcie oddajesz przewagę rywalowi.
Kiedy przyszedłeś do Legii, pierwszym bramkarzem był Kacper Tobiasz. Kilka tygodni później to ty wskoczyłeś do wyjściowego składu. Dzisiaj, kiedy znów rywalizujesz o miejsce w bramce, tamto doświadczenie pomaga?
Nie patrzę na to w ten sposób. Nigdy nie myślałem, że „wygrałem” z Kacprem albo że teraz muszę udowadniać coś kolejnemu bramkarzowi. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby każdego dnia pracować jak najlepiej. Reszta zależy od trenera. Nie porównuję obecnej sytuacji do poprzedniej.
Masz już swoją ulubioną interwencję w barwach Legii?
Tak. Myślę, że ta z meczu z Lechią Gdańsk przy strzale Bobcka w końcówce. To było bardzo ważne spotkanie. Walczyliśmy o jak najwyższe miejsce w tabeli i wciąż mieliśmy szansę na grę w europejskich pucharach. Wiedzieliśmy, że musimy wygrać.
W takich meczach jedna interwencja może zmienić wszystko. Dlatego właśnie ten moment najbardziej zapadł mi w pamięć.
Ostatecznie skończyło się jednak bez pucharów i ogromnym rozczarowaniem. Kibice liczą, że teraz drużyna wróci do walki o najwyższe cele.
I słusznie. W Legii nie można myśleć inaczej. Oni zasługują na coś zdecydowanie większego niż 6. miejsce w tabeli.
Patrząc na Lecha, Raków czy Jagiellonię, widzisz dzisiaj między wami wyraźną różnicę?
Nie. Szczerze mówiąc, nie uważam, żeby istniała jakaś duża różnica. Moim zdaniem wszystko sprowadza się do mentalności i pewności siebie. Jeśli jesteśmy odpowiednio przygotowani pod tym względem, możemy rywalizować z każdym.
Rafał Augustyniak mówił niedawno, że niektórzy już przed sezonem skazują Legię na niepowodzenie. Takie opinie działają na was mobilizująco?
Oczywiście. Udowadnianie ludziom, że się mylą, jest jedną z najlepszych motywacji. Mam wrażenie, że wiele osób czeka na potknięcia Legii, ale to od nas zależy, jak odpowiemy na boisku.
Przez kilka miesięcy zdążyłeś już dobrze poznać zespół. Z kim złapałeś najlepszy kontakt?
Tak naprawdę z wieloma chłopakami. Nie potrafię wskazać jednej osoby. Od początku zostałem bardzo dobrze przyjęty i myślę, że z każdym mam dobrą relację.
Jest kilka osób, z którymi spędzam więcej czasu – choćby Kamil Piątkowski, Rafał Adamski, Antonio Colak czy Mileta Rajović – ale ogólnie atmosfera w szatni jest naprawdę bardzo dobra.
Wspomniałeś Miletę Rajovicia. On ma za sobą trudniejszy okres i czasami trudno uwierzyć, że strzeli jeszcze kiedykolwiek gola.
Dla mnie Mileta jest bardzo dobrym napastnikiem. Już pokazał, że potrafi strzelać gole, ale w jego przypadku bardzo dużo zależy od pewności siebie. Kiedy odzyska pełną swobodę i zacznie znowu czuć się dobrze na boisku, jestem przekonany, że jeszcze nam pomoże.
Gdybyś miał zostać kiedyś trenerem, to jakie cechy wziąłbyś od Marka Papszuna?
To w jaki sposób potrafi zmotywować zespół. Podoba mi się również sposób w jaki organizuje wszystko dookoła zespołu, mam na myśli choćby kwestie sztabu. I najważniejsze – szczerość.
Latem z Legii odeszło kilku doświadczonych zawodników. Nie ma już choćby Artura Jędrzejczyka, Radovana Pankova czy Juergena Elitima. Czujesz, że twoja rola w szatni będzie teraz większa?
Tak. Chciałbym być ważniejszą postacią w drużynie. Czuję, że mogę pomagać zespołowi nie tylko podczas meczów, ale również poza boiskiem. To jest jeden z moich celów na ten sezon.
Jesteś raczej głośnym liderem? Lubisz przemawiać do całej drużyny?
Nie. Wolę rozmawiać z ludźmi indywidualnie. Myślę, że potrafię dobrze wyczuć emocje drugiej osoby. Każdy zawodnik potrzebuje czegoś innego – jednego trzeba zmotywować mocniejszymi słowami, drugiemu bardziej pomoże spokojna rozmowa. Taki sposób budowania relacji jest mi zdecydowanie bliższy.

Interwencje Hindricha przeciwko Lechii Gdańsk miały dla Legii spore znaczenie
Latem zadebiutowałeś w reprezentacji Rumunii. Zagrałeś przeciwko Gruzji i Walii. Jak wspominasz ten moment?
To spełnienie marzeń. Pracowałem na to przez wiele lat, dlatego debiut smakował naprawdę wyjątkowo. Ale jednocześnie wiem, że to dopiero początek. Ten występ tylko zwiększył mój apetyt na kolejne mecze w kadrze.
Miałeś okazję pracować z Gheorghe Hagim. Jakim jest trenerem?
To absolutna legenda. Ma niesamowitą mentalność zwycięzcy i potrafi ją przekazać zawodnikom. To łączy go z Markiem Papszunem – obaj chcą wygrywać wszystko. Takie podejście udziela się drużynie.
Czujesz, że jest szansa, aby wskoczyć do bramki reprezentacji jako numer 1 na stałe?
Jestem w stałym kontakcie ze sztabem. Wiedzą, jak pracuję i jak się rozwijam. Niedługo w Lidze Narodów zagramy z Polską i możliwość zmierzenia się z wami tutaj, w Warszawie, byłaby czymś naprawdę wyjątkowym.
Łatwo jednak na pewno nie będzie i na pewne rzeczy nie mam wpływu. Mogę tylko dobrze trenować i pokazywać swoją wartość. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Jak porównałbyś dziś polską i rumuńską piłkę?
Obie reprezentacje mają dużo jakości – zarówno indywidualnej, jak i zespołowej. Myślę, że poziom jest zbliżony. Rumunia, podobnie jak Polska, odpadła w barażach o mistrzostwa świata i była bardzo blisko.
Natomiast jeśli chodzi o ligi, uważam, że Ekstraklasa stoi wyżej. Lepsza infrastruktura, stadiony, kibice, organizacja i jakość gry. To było widać od momentu, kiedy tutaj trafiłem.
Na koniec – z jakim wynikiem uznasz ten sezon za udany?
Odpowiedź jest prosta. Chcę zdobyć z Legią mistrzostwo Polski. Bo kiedy grasz w takim klubie, nie powinieneś stawiać sobie innych celów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix