Zaczynamy mistrzostwa Krakowa! Nowe rozgrywki wewnątrz Ekstraklasy

Mikołaj Duda

24 lipca 2026, 09:11 • 10 min czytania 9

Reklama
Zaczynamy mistrzostwa Krakowa! Nowe rozgrywki wewnątrz Ekstraklasy

Kto tak naprawdę rządzi w Krakowie? Po obu stronach Błoń usłyszymy kompletnie odmienną odpowiedź, więc pora, by po raz pierwszy od kilku lat zweryfikowało to boisko! W Ekstraklasie szykują nam się dość niecodziennie mistrzostwa o władzę w mieście. Niecodzienne, bo wystartują w nich aż trzy kluby. To oznacza tylko jedno – wielkie emocje i dodatkowy smaczek w i tak już kipiącej emocjami lidze.

Reklama

Prawdę mówiąc, ciężko spodziewać się, by w tym sezonie któryś z trzech przedstawicieli Krakowa miał walczyć w Ekstraklasie o najwyższe cele. Takie ambicje szczególnie przejawia Wieczysta, ale też i Wisła, tyle że to raczej melodia kolejnych lat. We właśnie zaczynających się rozgrywkach powalczą za to o inny tytuł. O miano najlepszej drużyny w mieście. Może nie ma za to specjalnego pucharu czy wielkich nagród, ale jest coś innego – prestiż i prawo do poczucia wyższości nad lokalnymi rywalami.

Mistrzostwa Krakowa wewnątrz Ekstraklasy. Walka o miano najlepszej drużyny w mieście

Wieczysta, Wisła, Cracovia – kto sportowo jest najmocniejszy?

Nikogo nie trzeba przekonywać, jak spore znaczenie będzie miał tytuł najlepszej drużyny w Krakowie. O tym dobrze świadczy przykład sprzed sześciu lat, gdy świeżo po awansie do Ekstraklasy była Warta Poznań. Akurat tak się złożyło, że beniaminek okazał się rewelacją sezonu sezonu i nawet otarł się o europejskie puchary, a pogrążony w kryzysie Lech skończył na dopiero 11. lokacie.

Naturalnie tytuł mistrza Poznania trafił do Zielonych i ile to było różnego rodzaju uszczypliwości ze strony kibiców innych klubów, że Lech przegrał w mieście ze znacznie mniejszym rywalem. Tyle że skala rywalizacji w Poznaniu nijak się ma do tej w Krakowie. W Wielkopolsce panuje raczej przyjazna atmosfera i ciężko doświadczyć wrogości z którejś ze stron szczególnie wśród kibiców.

Reklama

Potraficie sobie wyobrazić, że na mecz derbowy w Krakowie kibice Cracovii ubierają swoje barwy i zasiadają na sektorach dla fanów Wisły (oczywiście można to odwrócić, w tym momencie nie ma to znaczenia)? Bo my nie. A w Poznaniu to była normalka.

No i właśnie przy tej całej wrogiej rywalizacji Wisły z Cracovią dość paradoksalnie wyrósł nam inny najpoważniejszy kandydat na mistrzostwo Krakowa. Wieczysta pod kątem czysto sportowym daje nam najwięcej argumentów, by przed startem sezonu to właśnie ją uznawać za faworyta tego wyścigu.

Wieczysta faworytem w wyścigu o tytuł mistrza miasta. To nie jest zespół sytych kotów

Oczywiście, pod względem rozbudowanych struktur, wielu takich kwestii organizacyjnych (wystarczy wspomnieć o posiadaniu własnego stadionu czy bazy treningowej) bez jakiejkolwiek dyskusji ustępuje lokalnym rywalom. Działa też w zupełnie inny, mniej usystematyzowany sposób, co w tekście na TVP Sport bardzo dobrze pokazał Mateusz Miga.

Tu choćby taki dość jaskrawy fragment dotyczący Wojciecha Kwietnia:

Reklama

Ma też profil piłkarza na każdą pozycję. Skrzydłowy? Taki, który lubi grę jeden na jeden i nie ścina do środka, a wrzuca piłkę z linii końcowej. Bramkarz? Musi imponować warunkami fizycznymi. Budując kadrę, chciałby opierać się na wzorcach z Premier League, która jest jego ulubioną ligą. Często wyjeżdża na Wyspy, by w trakcie jednego weekendu obejrzeć dwa, trzy mecze, w tym oczywiście ulubionej Chelsea. Dostrzega, jak dużą rolę w angielskich drużynach odgrywają czarnoskórzy piłkarze i dąży do tego, by w Wieczystej były podobne proporcje.

Tylko patrzymy na to, co zrobił Kwiecień do spółki ze Sławomirem Peszką i tam wszystko ma ręce i nogi. Sprowadzono teraz zawodników z ekstraklasowym doświadczeniem, jak przede wszystkim Antonio Milić, ale też Ben Lederman czy Matus Vojtko. Do tego gracze z ciekawym CV z lig zagranicznych jak Christopher Lungoyi czy Tobias Christensen

To w połączeniu z zawodnikami, którzy przy Chałupnika są już od jakiegoś czasu (Lisandro Semedo, Mikkel Maigaard, Karol Fila) tworzy naprawdę solidny zestaw. Oczywiście nie na tyle mocny, by szturmować ścisłą czołówkę, ale kompletnie się nie zdziwimy, jeśli zespół Kazimierza Moskala bez większych problemów skończy sezon w górnej części tabeli i przede wszystkim zgarnie tytuł mistrzów Krakowa.

Reklama

Spoglądamy na tę drużynę i widzimy przede wszystkim solidność. Może bez wielkich gwiazd, ale właściwie każda pozycja jest odpowiednio zabezpieczona. Nie ma też sytych kotów, zawodników, którzy kilka lat temu grali na niezłym poziomie, ale od tego czasu ich kariera to równia pochyła. Poza nielicznymi przypadkami, wszyscy są w dobrym piłkarskim wieku, mając przed sobą kilka dobrych lat grania i ich ambicje są większe niż tylko wysokie wynagrodzenie tuż przed emeryturą.

Jak poradzi sobie Wisła po powrocie do Ekstraklasy? Obecnie jest zagadką

Jeśli za rok, za dwa albo za trzy stworzymy podobny tekst, to jest całkiem realne, że wtedy jako faworyta wskażemy Wisłę. Klub pod rządami Jarosława Królewskiego mocno dba o taki wewnętrzny rozwój. Pozyskiwanie nowych sponsorów, partnerów, budowanie marki (także w skali globalnej), poszerzanie struktur i tak dalej…

Jesteśmy pewni, że w średniej lub długofalowej perspektywie to zaprocentuje i zapewne Biała Gwiazda znów będzie poważnym graczem w Ekstraklasie. Tyle że gdy oceniamy sytuację na ten moment to, pojawia się kilka znaków zapytania o to, jak Mariusz Jop wraz z drużyną zaadaptuje się do nowej rzeczywistości.

Bo w głównej mierze o sile tej ekipy będą stanowili ci zawodnicy, którzy byli autorami wywalczonego awansu. Jasne, doszedł jakościowy bramkarz w postaci Marcela Łubika, ciekawy stoper Maxence Maisonneuve czy Elie Youan do rywalizacji na skrzydle. Jednak to nie zmienia faktu, że trzon tej drużyny pozostał niezmieniony.

Reklama

Angel Rodado, Frederico Duarte i Julius Ertlthaler – liderzy Wisły w Betclic 1. Lidze

A ile to widzieliśmy przypadków, gdy zespół po rozwaleniu konkurencji w 1. lidze i awansie do Ekstraklasy nie mógł poradzić sobie w nowych warunkach? Było ich co najmniej kilka. W głównej mierze wynikało to z faktu, nawet nie tyle zmiany poziomu trudności, ale głównie ze zmiany stylu gry.

Wisła na drugim poziomie rozgrywkowym była przyzwyczajona, że mecz w mecz, tydzień w tydzień dominowała swoich rywali. Długo utrzymywała się przy piłce i w ataku pozycyjnym szukała swoich okazji. A jednak w Ekstraklasie spora część jej spotkań będzie wyglądała kompletnie inaczej.

Reklama

W tym momencie stwierdzenie, że będzie walczyła tylko o utrzymanie byłoby mocno na wyrost, bowiem mimo wszystko to ekipa, która spokojnie może przetrwać pierwszy sezon w środku tabeli, ale nie będziemy zaskoczeni, jeśli jej wejście do Ekstraklasy nie będzie należało do najłatwiejszych i Mariusz Jop będzie zmuszony pójść na pewne ustępstwa pod kątem stylu gry.

W każdym razie oceniamy, że w mistrzostwach Krakowa Biała Gwiazda będzie atakowała z pozycji underdoga.

Cracovię może czekać ciężki los. Kibicom powodów do optymizmu zbyt wielu nie daje

O ile Wieczystą możemy chwalić za to, jak zbudowała kadrę na Ekstraklasę, Wisłę za to, jak rozwija swoje struktury i wzmacnia się pod kątem biznesowym, to przy Cracovii mamy wątpliwości w jakim kierunku w tym momencie zmierza. Od momentu zmiany na najwyższych stanowiskach w klubie nie widać jakiejś szerszej strategii, pomysłu na rozwój. Bardziej to wygląda na liczenie na szczęśliwe spokojne egzystowanie w lidze.

Tylko że przy tak mocnej konkurencji w tym sezonie można mieć obawy, czy to co jest, okaże się wystarczające. Mimo że Wisła i Wieczysta przystępują do rozgrywek w roli beniaminków, to właśnie u Pasów widzimy najwięcej luk, pozycji, które po prostu pasowałoby wzmocnić.

Reklama

Gdy patrzymy na kadrę Bartosza Grzelaka, aż rzuca się w oczy brak klasowego napastnika. Oczywiście można pokładać wiarę, że Wiktor Bogacz nagle odpali na miarę Filipa Stojilkovicia sprzed roku. Tylko jest to myślenie dosyć naiwne, zważając na to, że większość czasu spędza na leczeniu urazów, a nie na boisku.

Zresztą realnego konkurenta brak, bo ciężko za takiego uznawać Kahveha Zahiroleslama. Wcale nie będziemy zaskoczeni jeśli w którymś momencie na dziewiątce wyląduje Filip Marchwiński, który wraca do Polski po dwóch latach praktycznie bez gry w piłkę.

Poza Ajdinem Hasiciem ciężko w ekipie Bartosza Grzelaka znaleźć kogoś, kto mógłby ciągnąć tę drużynę w ofensywie, a jak wiadomo forma Bośniaka też bywa sinusoidą. Dla porównania, w Wiśle czy Wieczystej, graczy, którzy mogą wziąć na swoje barki grę w ataku widzimy co najmniej kilku.

Ajdin Hasić

Reklama

Ajdin Hasić – to on będzie motorem napędowym zespołu Bartosza Grzelaka?

W defensywie – dla odmiany – szału też nie ma. Odszedł Oskar Wójcik, a w jego miejsce ściągnięto 30-letniego Dominika Baugartnera z austriackiego średniaka. Czy to okaże się wystarczające? Nawet zakładając, że Austriak okaże się dobrym strzałem, to spoglądając na jego potencjalnych partnerów (Brahim Traore, Gustav Henriksson, ewentualnie Kamil Glik) nie mamy takiego przekonania. Dwóm pierwszym ostatnio daleko było do dobrych występów, a 38-letni Glik po ciężkiej kontuzji raczej też zbawieniem defensywy się nie okaże.

Takim promyczkiem nadziei może być fakt, że z klubem – jeszcze – nie pożegnał się Mauro Perković (nie jest tajemnicą, że przy dobrej ofercie z zagranicy nikt go specjalnie zatrzymywać w Krakowie nie będzie) oraz po kontuzji do zdrowia wraca Otar Kakabadze.

I w tym momencie spokojnie można stwierdzić, że 31-letni Gruzin to jedyny zawodnik, który na tu i teraz może okazać się realnym wzmocnieniem zespołu. Patrząc na to, jak słabo radziła sobie Cracovia już wiosną, to zrobiono o wiele za mało, by przygotować Bartoszowi Grzelakowi drużynę gotową do rywalizacji w Ekstraklasie.

Reklama

Typujemy, że Pasy będzie czekała bardzo trudna walka o utrzymanie, a szanse w boju o mistrzostwo Krakowa oceniamy jako niezbyt wielkie. Jeśli by je zdobyła, to raczej dzięki potencjalnym problemom i słabości u konkurentów niż własnej sile.

Będzie się działo nie tylko na boisku. Trzy krakowskie kluby to gwarant emocji

Z perspektywy kibiców, zarówno tych postronnych, jak i każdej z trzech drużyn, obecność krakowskiego tria w Ekstraklasie jest najlepszym, co mogło się wydarzyć. Naturalnie możemy liczyć na większą dawkę emocji niż byłoby to w przypadku awansu mniejszych klubów, z mniejszą bazą kibiców i mniejszym zainteresowaniem medialnym.

Szczególnie przy spadku Lechii oraz Arki zostalibyśmy bez takich prawdziwych derbów w Ekstraklasie, a tak mamy gwarancję aż sześciu takich spotkań. A raczej nikogo nie trzeba przekonywać do atrakcyjności takich meczów, porównując do takich zwykłych starć ligowych średniaków. Najzwyczajniej dodaje to sporo kolorytu.

Tyle że w tym przypadku, gdy mówimy o takiej lokalnej rywalizacji, to mówimy o czymś znacznie większym niż kilku meczach w sezonie. Ten lokalny wyścig będzie trwał przez całe rozgrywki, o czym najlepiej świadczy fakt, że zaczął się jeszcze przed ich startem. W mediach społecznościowych co rusz rozpętuje się jakaś przepychanka. Takie wzajemne złośliwości. Nikt nikogo oczywiście nie przekona, ale za to można zebrać poklask wśród swoich sprzymierzeńców.

Reklama

To Murat Colak coś powie, to już za chwilę Jarosław Królewski ruszy z odpowiedzią. Albo na odwrót. I tak chyba o wszystko, o co tylko można. W Krakowie od lat potrafią się kłócić nawet o to, który klub został szybciej założony. Jedni ciągną w jedną, a drudzy w drugą. W międzyczasie można coś wrzucić o frekwencji albo zdobytych trofeach. I tak to się kręci.

A jesteśmy więcej niż pewni, że będzie się kręciło przez cały sezon. Oczywiście z racji całej wieloletniej rywalizacji, historii i wzajemnej wrogości najbardziej tyczy się to dwóch klubów z obu stron Błoni, jednak mamy przeczucie, że swoje trzy grosze w tej medialnej naparzance od czasu do czasu dorzuci też Wieczysta. Widzieliśmy to nawet wtedy, gdy trwała walka o rozgrywanie przez nią domowych meczów przy Reymonta. Jedna wypowiedź Sławomira Peszki i od razu zaiskrzyło.

Trzy kluby z Krakowa w Ekstraklasie to po prostu dobra wiadomość dla całej ligi. Mamy nadzieję, że dostarczą nam sporo emocji, chociaż w głównej mierze liczymy jednak na te związane z rywalizacją na boisku, a nie w mediach społecznościowych…

Łączona jedenastka Wisły, Cracovii i Wieczystej

A co gdyby tak trzy krakowskie kluby postanowiły połączyć siły i wystawić w Ekstraklasie jeden zespół reprezentujący miasto? Na wypadek takiej sytuacji postanowiliśmy pomóc trenerowi takiej drużyny i złożyć najsilniejszą jedenastkę biorąc zawodników z każdej ekipy.

Reklama

Nadmieńmy, że gracze z kategorii „brani pod uwagę”, to ci, których rozważaliśmy pod kątem umieszczenia ich w podstawowym składzie, ale po rozważaniach zdecydowaliśmy się na innego kandydata. Nie jest to równoznaczne z tym, że są to najlepsi zawodnicy, którzy nie załapali się się do jedenastki.

Przykładowo, nie znalazł się tam Stefan Feiertag, bo wybór Angela Rodado był bezdyskusyjny. Jest za to aż trzech skrzydłowych, bowiem tu mieliśmy sporą zagwozdkę, na jaką dwójkę się zdecydować.

Reklama

Fot. Weszło

9 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama