Ruben Vinagre: Rozłożyliśmy rywalom czerwony dywan [WYWIAD]

Wojciech Piela

22 lipca 2026, 08:58 • 9 min czytania 3

Reklama
Ruben Vinagre: Rozłożyliśmy rywalom czerwony dywan [WYWIAD]

Poprzedni sezon zakończył się dla Legii Warszawa sporym rozczarowaniem. Po serii czterech zwycięstw na koniec rozgrywek stołeczni piłkarze otarli się o awans do europejskich pucharów, ale przez długie miesiące nerwowo oglądali się za siebie walcząc o utrzymanie. W wiosennej odbudowie drużynie nie pomógł za bardzo Ruben Vinagre, który podczas zimowego sparingu z Puskas Academy doznał poważnej kontuzji. 

Reklama

W rozmowie z portugalskim wahadłowym podsumowujemy jego dwuletni pobyt w Warszawie. Zwłaszcza na początku było sporo wzlotów, ale później pojawiły się również upadki. Cała Legia zyskała drugi oddech po przyjściu zimą trenera Marka Papszuna i Vinagre liczy teraz na to, że złe wspomnienia pójdą w niepamięć.

Ruben Vinagre: Nigdy wcześniej nie walczyłem o to, żeby nie spaść [WYWIAD]

27-letni Portugalczyk mówi o tym, dlaczego w poprzednim sezonie Legię było tak łatwo złamać i jak duży dystans dzieli Legię od Lecha Poznań, Jagiellonii Białystok czy Rakowa Częstochowa. Zapraszamy!

Na początek – jak się czujesz po kontuzji, której doznałeś w rundzie wiosennej? Wróciłeś już do pełnej dyspozycji?

Za mną udany okres przygotowawczy i jestem zadowolony z tego, jak przebiegał mój powrót po operacji. Wspólnie z klubem wykonaliśmy świetną pracę, żeby jak najszybciej wrócić do optymalnej formy. Dziś czuję się naprawdę dobrze.

Reklama

Jesteś już w swojej najlepszej formie?

Jeszcze nie, ale jestem coraz bliżej. Okres przygotowawczy nie jest momentem, w którym piłkarz powinien osiągać szczyt dyspozycji. Najważniejsze, żeby to mieć już w trakcie sezonu. Na dziś jestem w bardzo dobrej kondycji.

Kontuzja sprawiła, że ostatnie miesiące były jednymi z najtrudniejszych w twojej karierze?

Zdecydowanie tak. Kontuzja zawsze jest trudna, ale tym bardziej bolała mnie dlatego, że klub przechodził wtedy ciężki okres. Chciałem pomóc drużynie, a nie mogłem. W dodatku był to moment zmiany trenera. Czułem się dobrze, byłem gotowy do gry i nagle wydarzyło się coś, na co nie miałem wpływu. Taki jest futbol.

Reklama

Pracowałem bardzo ciężko, żeby wrócić jak najszybciej. Zdążyłem zagrać w trzech meczach w końcówce sezonu i zrobiłem wszystko, co mogłem, by pomóc zespołowi.

Można powiedzieć, że rozpoczynasz nowy rozdział w Legii?

Nie. Mój rozdział w Legii rozpoczął się już wtedy, gdy przyszedłem tutaj na wypożyczenie ze Sportingu. Teraz po prostu zaczyna się nowy sezon. Jak zawsze zrobię wszystko, żeby pomóc klubowi osiągnąć jego cele.

Jak podsumowałbyś swoje dwa lata w Legii? Czujesz satysfakcję czy raczej niedosyt?

Reklama

Na pewno mogłem wyciągnąć więcej z tego okresu. Patrzę jednak przede wszystkim na zespół. W pierwszym sezonie mogliśmy zakończyć rozgrywki wyżej w tabeli. W drugim wydarzyło się bardzo wiele – mieliśmy aż trzech trenerów, klub przeżywał trudny moment. 

Dla zawodników to również nie było łatwe, bo Legia powinna walczyć o najwyższe cele, a nie oglądać się za siebie i myśleć o utrzymaniu. Musieliśmy się do tej sytuacji dostosować i zrobić wszystko, by wrócić na właściwe tory.

Ruben Vinagre podczas meczu Legia Sparta Praga

Bilans Rubena Vinagre’a w Legii to 77 mecze, 2 gole i 11 asyst

Reklama

Legia to pierwsze miejsce od kilku lat, w którym spędzasz już trzeci sezon. Wcześniej w ciągu pięciu lat grałeś aż dla siedmiu klubów. Czy właśnie tutaj znalazłeś stabilizację?

Tak, to prawda. Wcześniej miałem wiele wypożyczeń i często zmieniałem otoczenie.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że w Legii czuję się naprawdę bardzo dobrze. Dobrze czuję się w Polsce. Ludzie przyjęli mnie bardzo ciepło i od początku bardzo mi pomagali.

Mam poczucie, że rozwijam się tutaj jako piłkarz. Moja rodzina również jest szczęśliwa w Warszawie. Chcę odwdzięczyć się za to wszystko i dać z siebie maksimum.

Reklama

Wydaje się, że twój najlepszy okres w Legii przypadł na pierwsze pół roku. Co wydarzyło się potem? 

Szczerze mówiąc, nie zgadzam się z taką oceną. Do grudnia zanotowałem wtedy dziewięć asyst. Po zimowej przerwie nadal kreowałem kolegom mnóstwo sytuacji do zdobycia bramek. 

W poprzednim sezonie miałem tylko dwie asysty, ale – jeśli dobrze pamiętam – stworzyłem nawet więcej okazji niż w pierwszym roku gry dla Legii. Tak czasami wygląda piłka. Różnicę robią drobne szczegóły.

Najważniejsze jest jednak coś innego. Gdyby ktoś dziś powiedział mi: „Ruben, nie strzelisz gola, nie zanotujesz ani jednej asysty, ale Legia zostanie mistrzem Polski”, podpisałbym się pod tym natychmiast.

Reklama

Nie interesują mnie indywidualne statystyki. Liczy się tylko dobro drużyny. W klubie doskonale wiedzą, jakie mam podejście. Właśnie dlatego zdecydowali się mnie wykupić – bo wierzą, że mogę pomóc zespołowi.

Po wykupie za ponad 2 miliony euro – wówczas rekordową kwotę, jak na polskie warunki – byłeś pod jeszcze większą lupą. 

Oczywiście, że to czuję, ale nie mam z tym problemu. Tak samo było, kiedy podpisywałem kontrakt ze Sportingiem. Klub również zainwestował we mnie spore pieniądze i oczekiwania były ogromne.

Lubię funkcjonować w takim środowisku. Jeżeli ktoś nie potrafi grać pod presją, to po prostu nie powinien trafiać do Legii. To klub, w którym jest to naturalne.

Reklama

Z którymi zawodnikami złapałeś najlepszy kontakt przez te dwa lata?

Mam naprawdę świetne relacje praktycznie z każdym. Kiedy w klubie był jeszcze Luquinhas, był mi chyba najbliższy. Teraz bardzo dobrze dogaduję się z Henrique Arreiolem. To jeden z moich najbliższych kolegów. Trzymam się też blisko z Colakiem, Rajoviciem, Arseniciem, a z Polaków z Żewłakiem czy Kapustką. 

Trochę zmniejszyła się liczba Portugalczyków, ale naprawdę mamy bardzo dobrą grupę ludzi. To piłkarze o świetnych charakterach i uważam, że właśnie to jest jedną z naszych największych sił.

Co twoim zdaniem wydarzyło się z Legią jesienią ubiegłego sezonu?

Reklama

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Myślę, że każdy może wyciągnąć własne wnioski.

Od momentu przyjścia Marka Papszuna byliśmy jedną z najlepszych drużyn ligi. W rundzie wiosennej zajęliśmy trzecie miejsce i to chyba o czymś świadczy.

Miałeś poczucie, że kibice Legii zasłużyli na coś więcej niż 6. miejsce?

Naprawdę myślicie, że po takim sezonie pojechałem na wakacje szczęśliwy? Nie. Dla mnie najgorszą rzeczą jest przegrywanie.

Reklama

Nawet kiedy przegram trening, wracam do domu zły. Żona często mówi mi wtedy: „Spokojnie, to już koniec”. Ale dla mnie to nigdy nie jest takie proste. Nie lubię przegrywać.

Kiedy grasz w dużym klubie, odpowiadasz nie tylko za siebie. Odpowiadasz za kibiców, za ludzi związanych z klubem, za własną rodzinę. Dlatego zawsze chcę wygrywać.

Ruben Vinagre i piątki z kibicami

Kolejny słaby sezon w Legii może spowodować, że nie wszyscy fani będą tak wyrozumiali

Reklama

W meczu z Celje w Lidze Konferencji Legia prowadziła, grała bardzo dobrze, a później nagle wszystko się posypało. Podobnych spotkań było więcej. Dlaczego tak łatwo było wtedy złamać was mentalnie?

Sam często się nad tym zastanawiałem. W tamtym meczu byliśmy lepsi. Prowadziliśmy i zasłużyliśmy na wygraną. Byliśmy bliżej drugiego gola niż rywale wyrównania.

Ale byliśmy wtedy w bardzo trudnym momencie. Od dłuższego czasu nie potrafiliśmy wygrywać i myślę, że siedziało nam to w głowach. Mentalnie byliśmy bardzo słabi.

Potrzebowaliśmy zmiany. Czegoś, co da drużynie nowy impuls. To był zdecydowanie najtrudniejszy okres w mojej karierze.

Reklama

Nigdy wcześniej nie znalazłem się w sytuacji, w której jako piłkarz wielkiego klubu musiałem bardziej myśleć o tym, żeby nie spaść w tabeli, niż o walce o trofea. To było naprawdę bardzo trudne doświadczenie.

Latem z Legii odeszło kilku bardzo ważnych zawodników – m.in. Radovan Pankov, Jean-Pierre Nsame czy Juergen Elitim. Nie obawiasz się, że będzie trudno ich zastąpić?

Każdy klub przechodzi przez takie zmiany. To byli bardzo ważni piłkarze i przez cały pobyt w Legii wiele dali tej drużynie. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Ale jestem przekonany, że ci, którzy zostali, oraz nowi zawodnicy wezmą na siebie odpowiedzialność.

Reklama

Czujesz się gotowy?

Odkąd jestem w Legii, czuję, że należę do liderów tej drużyny. Nawet w najtrudniejszych momentach nigdy się nie chowałem. Nigdy nie bałem się krytyki. Na boisku zawsze biorę odpowiedzialność na siebie. Nie boję się podejmować ryzyka ani popełniać błędów. Tak wygląda piłka.

Jeżeli wszyscy będą tylko odgrywać piłkę do tyłu albo unikać odpowiedzialności, nic z tego nie będzie. Trzeba grać odważnie i iść do przodu.

Jednym z największych wyzwań było odbudowanie mentalności zwycięzców w Legii?

Reklama

Myślę, że tak. Trener Papszun bardzo w tym pomógł. Poprzedni sezon zakończyliśmy czterema zwycięstwami z rzędu i otarliśmy się o europejskie puchary. To było niezwykle ważne.

Teraz mam nadzieję, że to będzie najlepszy sezon w mojej karierze. A później chciałbym, żeby kolejny był jeszcze lepszy. Mam też poczucie, że cała drużyna jest w bardzo dobrym momencie. Widać ogromny głód sukcesu, ale musimy to pokazać na boisku, a nie w wywiadach. 

Co najbardziej zmieniło się po przyjściu Papszuna do Legii?

Odkąd się pojawił, klub funkcjonuje zupełnie inaczej. Myślę, że nie ma co do tego wątpliwości. Jest człowiekiem, który nie pozwala drużynie się rozluźnić, a ja bardzo to cenię. W dużym klubie nie możesz się rozsiąść i uznać, że wszystko jest w porządku. Musisz stale czuć napięcie i głód sukcesu. 

Reklama

Jeżeli szkoleniowiec potrafi wydobyć z zawodnika to, co najlepsze, wtedy oglądamy jego najwyższy poziom. Jeżeli nie potrafi – ten sam piłkarz może wyglądać znacznie gorzej.

Mam wrażenie, że trener Papszun bardzo dobrze rozumie swoich zawodników i wie, jak wykorzystać ich atuty. Jest znakomity pod względem taktycznym. Dla mnie należy do najlepszych szkoleniowców.

Ruben Vinagre podczas sparingu Legia Aris

Podczas okresu przygotowawczego Vinagre prezentował się obiecująco

Reklama

Przed sezonem wielu ekspertów nie stawia Legii w gronie głównych kandydatów do mistrzostwa. Czujesz z tego względu dodatkową motywację?

Nie musimy niczego udowadniać nikomu. Musimy walczyć dla Legii, dla samych siebie i dla zwycięstw. To jest jedyne, co ma znaczenie.

Nie śledzę szczegółowo tego, co mówią eksperci czy komentatorzy. Nie mamy wpływu na ich opinie. Ale szczerze mówiąc, trudno mi zrozumieć sytuację, w której ktoś nie wierzy w Legię. 

Mówimy przecież o największym klubie w Polsce. Mamy prawdopodobnie najlepszego polskiego trenera. Dlatego oczekiwania wobec Legii zawsze będą wysokie. I to jest normalne.

Reklama

Jak duży dystans dzieli dziś Legię od Lecha, Rakowa czy Jagiellonii, a więc ekip występujących w europejskich pucharach?

W poprzednim sezonie ta strata była duża. Moim zdaniem wynikało to jednak przede wszystkim z pierwszej części rozgrywek. Tak naprawdę rozłożyliśmy wtedy przed nimi czerwony dywan. 

Gdybyśmy od początku rozgrywek punktowali w takim tempie jak wiosną, moglibyśmy walczyć o mistrzostwo do samego końca. A może nawet byśmy je zdobyli. Tego już się nie dowiemy. Najważniejsze jest to, żeby nie powtórzyć tych samych błędów. Mam poczucie, że dziś jesteśmy inną drużyną.

A może coś szczególnie zaskoczyło cię w Ekstraklasie?

Reklama

Poziom rozgrywek. Naprawdę uważam, że liga jest bardzo wymagająca. Mówię o tym również swoim znajomym z Portugalii, którzy grają w tamtejszych czołowych klubach.

Polecam im Ekstraklasę. W Portugalii często wygląda to tak, że po meczu z jednym z gigantów jedziesz do słabszego zespołu i wygrywasz bardzo wysoko. Tutaj jest inaczej. Każda drużyna walczy, każdy mecz jest trudny, a różnice między zespołami są znacznie mniejsze. 

Przejdźmy na chwilę do reprezentacji Portugalii. Jak przeżyłeś odpadnięcie z mistrzostw świata? Wiele osób krytykowało Cristiano Ronaldo.

To trudny temat. Moim zdaniem Cristiano nie był problemem. Uważam, że powinien grać od pierwszej minuty. Nie przegraliśmy przez niego.

Reklama

Portugalia miała drugi najbardziej wartościowy skład na całych mistrzostwach, ale patrząc na to jak grali, to nie było tego widać. Nasza druga linia nie prezentowała takiego poziomu, jakiego wszyscy oczekiwali.

Dlaczego? To kwestia trenera Roberto Martineza?

Trudno mi odpowiedzieć, ale to na pewno nie było dlatego, że Ruben Vinagre został w Warszawie. Mają paru lepszych. 

Jaki wynik na koniec sezonu uznasz za satysfakcjonujący?

Chcę wygrać wszystko, o co będziemy walczyć. Ale futbol uczy pokory. Dlatego dziś najważniejszy jest dla nas pierwszy mecz sezonu. Dopiero później zobaczymy, dokąd zaprowadzi nas ta droga.

Jedno mogę jednak obiecać. Będziemy walczyć za ten klub całym sercem.

fot. Newspix

3 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama