„Zróbmy tu drugie Miami”. To dlatego Lewandowski wybrał Chicago Fire

Jakub Białek

17 lipca 2026, 23:06 • 7 min czytania 12

Reklama
„Zróbmy tu drugie Miami”. To dlatego Lewandowski wybrał Chicago Fire

Chicago Fire chce, żeby Robert Lewandowski stał się liderem nie tylko na boisku i poza nim, ale nawet brał udział w… rekrutacji piłkarzy. Amerykanie wysłali po niego prywatny samolot, żeby pokazać mu, że traktują go jak światową gwiazdę. Wiemy też, dlaczego kapitan reprezentacji z rezerwą patrzył na zainteresowanie z Arabii Saudyjskiej. Oto kulisy transferu najlepszego polskiego piłkarza, które poznaliśmy w Chicago.

Reklama

Debiutancki mecz Roberta Lewandowskiego w MLS został przełożony na 6 października z powodu katastrofalnych warunków atmosferycznych. Całe Chicago spowite jest toksycznym dymem, który przyleciał z walczącej z gigantycznym pożarem Kanady. Mimo to, przedstawiciele wybranych polskich redakcji mieli okazję zobaczyć tego dnia polskiego napastnika w akcji. Nie na boisku, a podczas zamkniętego, półoficjalnego spotkania z najważniejszymi osobami w Chicago Fire.

Oprócz Roberta, wzięli w nim udział prezes Dave Baldwin, trener Gregg Berhalter a także dyrektor finansów czy dyrektor marketingu. Spotkanie zostało zorganizowane z powodu niezbyt przychylnych reakcji na sposób, w jaki został zaprezentowany Lewandowski. Władze Chicago Fire zaniepokoiły się opiniami w polskich mediach i chciały pokazać, że naprawdę mają pomysł na Lewego, choć do tej pory niekoniecznie potrafiły go przekazać.

W tym tekście opisujemy, jak Chicago Fire kusiło polskiego zawodnika oraz dlaczego mimo swojego wielkiego nazwiska nie miał zbyt dużego wyboru na rynku transferowym.

Reklama

Chicago Fire – klub, który jednak ma rozmach

Wchodzimy w nową erę. To hasło usłyszeliśmy kilka razy podczas dwugodzinnego spotkania z władzami Fire. Nowy etap w historii klubu ma zapewnić jednak coś innego niż przyjście Roberta Lewandowskiego – otwarcie nowego stadionu, zaplanowane na późną wiosnę 2028 roku.

Według deklaracji prezesa Chicago Fire, polski napastnik zdąży zagrać na nowym obiekcie. Klub z Wietrznego Miasta szykuje w stu procentach piłkarską arenę (obecnie dzieli stadion z klubem NFL) na 22 tysięcy widzów, która kosztować będzie 750 milionów. Obiekt jest finansowany w stu procentach z prywatnych środków. Pieniędzy generalnie w klubie nie brakuje – majątek właściciela Joe Mansueto wyceniany jest przez Forbes na 4,6 mld dolarów. Biznesmen należy do tysiąca najbogatszych ludzi na świecie.

Spotkanie odbywa się we Wrigley Building, kultowym stuletnim wieżowcu w ścisłym centrum Chicago. On także należy do Mansueto. Został kupiony za 255 milionów dolarów. W luksusowym budynku mieści część administracyjna klubu. Na czternastym piętrze znajduje się The Dear Chicago Experience Center, czyli żywa makieta nowego stadionu. W kilku pomieszczeniach na całym piętrze ulokowane są wizualizacje trybun i przykładowe luksusowe loże, dzięki którym odwiedzający mogą zobaczyć przyszły obiekt, poznać jego udogodnienia, posłuchać o pomyśle klubu. Stworzenie tego miejsca kosztowało… sześć milionów dolarów. Tyle Chicago Fire wydało tylko po to, żeby promować swój stadion, dopóki ten nie zostanie oddany do użytku. Makieta jest póki co zamknięta dla kibiców, a jej celem jest wyłącznie wywołanie u gości efektu wow.

Wow robią sponsorzy, którzy odwiedzają to miejsce, żeby zapoznać się z ofertą wynajmu lóż.

Reklama

Wow zrobił Robert Lewandowski, którego zaproszono tam, gdy przyleciał na rekonesans.

Wreszcie – wow zrobiliśmy także i my.

Reklama

Pracownicy klubu budowali napięcie w amerykańskim stylu. Zaczęło się od włączenia alarmu. To tradycja meczów Chicago Fire. Znana osoba zaproszona na trybuny, zwykle aktor lub sportowiec, rozbija przed meczem szybkę siekierą, sięga do środka i uruchamia alarm przy pomocy wajchy. Później zobaczyliśmy efektowną prezentację filmową, a następnie odkrywaliśmy kolejne pomieszczenia.

– W identyczny sposób oprowadzaliśmy Roberta podczas jego pierwszej wizyty w Chicago. Myślę, że to miejsce zrobiło na nim wrażenie – przyznaje Dave Baldwin, prezes klubu.

Na ścianie gości wita napis: światowej klasy miasto zasługuje na światowej klasy klub piłkarski ze światowej klasy domem do rozgrywania meczów. 

Wrażenie na Polaku zrobiło także to, że Fire wysłało po niego w połowie czerwca prywatny samolot. Władze klubu zdradziły, że zrobiono to po to, żeby piłkarz poczuł się jak gwiazda światowego formatu.

Reklama

Dlaczego Lewandowski musiał wybrać Fire?

Mimo swojej wielkiej marki, Lewandowski nie miał latem wielkiego wyboru.

Po odejściu z Barcelony, piłkarz podjął decyzję o wyjeździe z Europy. – Nie chciałem grać po Barcelonie w żadnym innym europejskim klubie – zdradzał na powitalnej konferencji prasowej. Poza Starym Kontynentem, tylko dwa kierunki mogły zaspokoić jego oczekiwania finansowe. Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska.

Reklama

W teorii Lewy mógł czekać na duże propozycje z arabskiego kierunku. Decyzję o przenosinach do MLS podjął przecież na samym początku okna transferowego. Zapytałem samego Lewandowskiego o to, czy miał na stole konkretne propozycje z ligi arabskiej. Stwierdził, że patrzył na ten kierunek z dużą rezerwą. Podczas rozmów z tamtejszym rynkiem otrzymywał bowiem dyplomatyczne sugestie, że sytuacja na Bliskim Wschodzie w związku z wojną Donalda Trumpa z Iranem może się pogarszać i jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie jest to na dziś wymarzony kierunek.

Lewandowskiego zaniepokoiło też to, że w letnim oknie transferowym jeszcze żaden duży piłkarz – właśnie ze względu na sytuację polityczną – nie zdecydował się na przenosiny do Arabii. Kapitan reprezentacji Polski podał przykład Mohameda Salaha, który wciąż nie związał się z żadnym arabskim klubem, mimo że te wydają się dla niego oczywistym kierunkiem, wyrażają mocne zainteresowanie, a sam piłkarz ma jasną sytuację kontraktową (jest wolnym agentem).

Jeśli z kolei chodzi o Stany Zjednoczone, tu w grę wchodziło jedynie Chicago Fire, które zaklepało sobie discovery rights, czyli prawo do wyłączności do negocjacji z piłkarzem. Oznaczało to, że jeśli inny klub MLS chciałby pozyskać Lewandowskiego, musiałby najpierw odkupić od Chicago prawo do prowadzenia rozmów z nim. Możemy zgadywać, że klub z polonijnego miasta nieszczególnie chętnie chciał oddawać wyłączność do zawodnika, wokół którego chce zbudować cały projekt.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, wygląda na to, że Lewandowski był… skazany na Chicago.

Reklama

Jaki pomysł na Lewandowskiego ma Chicago Fire?

Gregg Berhalter chce, żeby Polak od razu pomógł mu na boisku. Szkoleniowiec zdradził, że w przełożonym meczu z Vancouver przewidział dla niego trzydzieści minut. Istnieje szansa, że na Inter Miami wyjdzie już w pierwszym składzie.

Carlo Ancelotti powiedział mi kiedyś, że zawodnicy Realu Madryt nigdy nie wypadają z formy. Zawsze są sprawni, zawsze trenują. Kiedy jesteś zawodnikiem o statusie Roberta i przez tak długi czas jesteś na najwyższym poziomie, nie możesz sobie pozwolić na to, żeby wypaść z formy fizycznej. Bo wtedy ktoś zabierze ci twoją pozycję i będzie po tobie. Widzę po nim, że trenował przez cztery tygodnie indywidualnie. Stan, w którym jest teraz, większość zawodników chciałaby mieć na początku sezonu – przekazuje Berhalter.

Szkoleniowiec zaproponował też Lewandowskiemu, żeby ten zrobił z Chicago Fire… drugi Inter Miami. Klub z Florydy jest zbudowany wokół Messiego do tego stopnia, że Argentyńczyk zatrudnia w nim swoich kolegów. Berhalter daje Lewandowskiemu na to zielone światło, o ile sprowadzeni przez niego piłkarze będą mogli podnieść poziom zespołu.

Reklama

Chicago rozmawia już od kilku tygodni z Leonem Goretzką, który pozostaje bez klubu i z którym kontaktuje się też sam Lewandowski. W końcu obaj panowie grali ze sobą parę lat w Bayernie. Dowiedzieliśmy się, że Niemiec czeka póki co na inne oferty. Chicago, podobnie jak w kwestii samego Lewandowskiego, jest cierpliwe. Zdaje sobie sprawę z tego, że wciąż jest klubem na dorobku, który nie musi być pierwszym wyborem dla dużych światowych gwiazd.

Klub z Wietrznego Miasta twierdzi, że ma też kompleksowy plan marketingowy na najlepszego polskiego piłkarza. Póki co, amerykański klub zanotował falstart. Prezentacja Lewandowskiego była konwencjonalna, działania w mediach społecznościowych na nikim nie zrobiły wrażenia, w dodatku klub ma problem ze sprzedażą koszulek z nazwiskiem nowej gwiazdy. Wracając do punktu wyjścia tego tekstu, podczas zamkniętego spotkania najważniejsi pracownicy Fire chcieli zrozumieć, z czego wzięły się negatywne recenzje polskich dziennikarzy. Przyznawali przy tym, że wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Co ciekawe, odbiór transferu na amerykańskim rynku klub uważa za duży sukces.

Musimy jednak pamiętać, ze Stany Zjednoczone to prawdopodobnie jedyne miejsce, w którym magia nazwiska Lewandowskiego nie działa aż tak mocno jak pod innymi szerokościami geograficznymi. – Skąd jesteś? Z Polski? O, Lewandowski! – większość Polaków choć raz w swoim życiu odbyła taki dialog zagranicą.

Reklama

W Ameryce, która nie żyje piłką, jest inaczej. Pokazaliśmy siedmiu przypadkowym osobom w centrum Chicago zdjęcie polskiego napastnika. Tylko jedna z nich potrafiła powiedzieć, kto to jest. Paradoksalnie, z perspektywy samego Lewandowskiego może to okazać się duża zaleta. Piłkarz zdradził na spotkaniu, że czuje się w nowej rzeczywistości – chodzi ulicami miasta i nie ma przy sobie kolejki chętnych po zdjęcie.

Wszyscy chcielibyśmy, by po dwóch latach w MLS nie mógł już powiedzieć tego samego, bo to oznaczałoby, że na amerykańskich boiskach zrobił wielką furorę.

Fot. własne / Chicago Fire FC

Reklama
12 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Testowany napastnik z 5. ligi zostaje w Legii! Będzie grał w rezerwach

Mikołaj Duda
2
Testowany napastnik z 5. ligi zostaje w Legii! Będzie grał w rezerwach
Ligue 1

Francuski klub ogłosił transfer Polaka! Skorzystać może Legia

Mikołaj Duda
11
Francuski klub ogłosił transfer Polaka! Skorzystać może Legia

Inne ligi zagraniczne

Reklama