Prezentacja bez aury. Jak Chicago powitało Lewandowskiego

Jakub Białek

14 lipca 2026, 22:43 • 5 min czytania 4

Reklama
Prezentacja bez aury. Jak Chicago powitało Lewandowskiego

Zwykłe przekazanie koszulki, zwykła konferencja prasowa i zwykłe komunikaty w mediach społecznościowych. Chciago Fire powitało najlepszego polskiego zawodnika bez wielkiej aury. Czyli dokładnie tak, jak wygląda ten transfer.

Reklama

To historyczny dzień dla całego Chicago – rozpoczął konferencję prasową Dan Cohen, zajmujący się w klubie z Wietrznego Miasta komunikacją. W identyczne tony uderzył w swoich pierwszych słowach trener Gregg Berhalter. A później przeszedł do wyrecytowania wszystkich osiągnięć polskiego zawodnika: przedstawił liczbę bramek strzelonych w Europie, powiedział o statusie najlepszego strzelca w ligach top5 w ostatnich latach i trzecim miejscu wśród najlepszych strzelców w Lidze Mistrzów, gdzie Lewy ustępuje jedynie Leo Messiemu i Cristiano Ronaldo.

Jego słowa miały uwypuklić, z jak wielkim transferem mamy do czynienia. W Chicago Fire nie było jeszcze postaci o tak wielkim nazwisku. Poprzednicy Roberta – Bastian Schweinsteiger czy Xherdan Shaqiri – to jednak nie ta półka. Ekscytację podpisaniem kapitana reprezentacji Polski czuć w każdej wypowiedzi pracowników Chicago Fire. Ci twierdzą, że takiego zainteresowania klubem nie odczuwali jeszcze nigdy, choć polski dziennikarz pracujący przy klubie Daniel Bociąga zwraca uwagę, że pamięta tu większy szał przy transferze – do Fire trafiał Cuauhtémoc Blanco. Sala konferencyjna wypełniła się po brzegi. Prawie połowę zgromadzonych dziennikarzy stanowili Polacy. Rzecznik prasowy jest tak dobrze przygotowany do swojej pracy, że rozpoznaje polskich reporterów z imienia i nazwiska.

Prezentacja bez aury

Podczas samej prezentacji nie czuć jednak, że to wielkie wydarzenie. Jeśli chodzi o amerykańskich dziennikarzy, pojawili się głównie ci lokalni. Ogólnokrajowi zajęci byli meczem Francji z Hiszpanią, który ruszał w momencie, gdy Lewandowski opuszczał półgodzinne spotkanie z mediami.

Sam Robert, jak to Robert, wypadł z klasą, ale i z pełną dyplomacją. Przedstawiał transfer do Chicago jako wielkie wyzwanie i ekscytujący nowy rozdział. Skrupulatnie przedstawiał wszystkie elementy gry zespołu, które były dla niego ważne przed podjęciem decyzji. Odpowiadał na pytania nienagannym angielskim, co trzeba docenić, bo przecież i w Niemczech, i w Hiszpanii w pierwszej kolejności skupiał się na opanowaniu tamtejszych rodzimych języków.

Reklama

Z uśmiechem opowiadał o pogodzie, do której będzie musiał się przyzwyczaić po słonecznej Barcelonie, przypominając, że wychowanie w Polsce go zahartowało. Wbijał amerykańskim dziennikarzom szpilki, podśmiewając się z tego, że ci zamiast mówić football wymyślili sobie soccer. Jako swoje pierwsze wyzwanie w Chicago wskazał opanowanie jet laga. Nie zabrakło też pytania o dalszą przyszłość Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Jej kapitan uniknął konkretnej deklaracji.

Nie podjąłem żadnej decyzji, bo jeszcze nie musiałem jej podejmować. To, co było najważniejsze, to dołączenie do nowego klubu, teraz adaptacja. Myślę, że po paru tygodniach życia w Chicago będę miał odpowiedź na swoje wewnętrzne pytania, które się w mojej głowie pojawiają. Na razie ważniejsze jest, żeby tu pożyć, pograć, zobaczyć jak się czuje, jak wygląda nowe życie na nowym kontynencie. Później zacznę myśleć o innych sprawach. To nie jest czas, żebym myślał, czy tak, czy nie, a przygotować sobie nowy rozdział i na boisku, i poza boiskiem. A potem zobaczyć, jak to wszystko może mi pomóc w kontekście reprezentacji. Po paru tygodniach tutaj będę w stanie odpowiedzieć na parę pytań, które mam w swojej głowie i stwierdzić, co jest najlepsze dla mnie i reprezentacji.

Dlaczego Lewandowski wybrał Chicago Fire? Kluczowe zaangażowanie klubu

Co przekonało polskiego napastnika akurat do oferty Chicago Fire?

Sam Lewandowski mówi: – Byłem pod wrażeniem tego, jak klub starał się o mnie, jak bardzo pokazywał mi, że mu zależy, bym tutaj przyszedł. Począwszy od mojego pierwszego spotkania z trenerem Berhalterem w Barcelonie, przez inne spotkania i rozmowy, to jaki projekt mi przedstawiono i pomysł, w jaki sposób ma rozwijać się klub. Do tego centrum treningowe, stadion, który jest bardzo duży i na który będą przychodzić kibice, nowy stadion – wiele rzeczy zrobiło na mnie wrażenie. Zaangażowanie trenera i osób związanych z klubem było jednym z głównych czynników przy podjęciu decyzji.

Reklama

I rzeczywiście, Chicago Fire było zdecydowanie najkonkretniejszym klubem spośród tych, które miały interesować się usługami Lewandowskiego. Pierwsze pogłoski o zainteresowaniu z tej strony usłyszeliśmy na początku 2024 roku. „The Fire” pozyskało w międzyczasie discovery rights do zawodnika, czyli wyłączne prawo do negocjowania z nim przyjścia do MLS. Przedstawiciele klubu wielokrotnie oficjalnie przyznawali w mediach, że mocno zależy im na przekonaniu polskiego napastnika.

Kiedy ten przyleciał do Chicago na rekonesans 13 kwietnia, przy lotnisku powitał go wielki baner wykupiony przez klub. Amerykanie mieli też dużą wyrozumiałość wobec tego, że Polak nie chce podejmować decyzji ani w pierwsze, ani w drugie tempo. Cierpliwie czekali, deklarując, że oni zawsze będą czekać na Lewandowskiego.

W Chicago obejrzeliśmy też kawałek pierwszego treningu Polaka, na którym został przywitany w kółeczku przez kolegów, którzy na powitanie popstrykali go po uszach. Nie wpuszczono na niego kibiców, ci nie byli widoczni też pod obiektem. Prezentacja odbyła się w nowoczesnym centrum treningowym, które kosztowało sto milionów dolarów i zostało oddane do użytku w marcu zeszłego roku. Pod kątem standardów treningowych, Lewandowski z pewnością nie ma na co narzekać. To poziom infrastruktury, z jakim zetknął się w swoich poprzednich klubach.

Reklama

Mecze Lewandowski rozegra na stadionie Soldier Field, który może pomieścić ponad sześćdziesiąt tysięcy widzów, ale na spotkania soccera przychodzi ich zwykle około dwudziestu tysięcy. To jedno z głównych zadań dla Polaka – zwiększyć frekwencję i zainteresowanie klubem. To, jak mało istotny jest to transfer dla Amerykanów, dobrze pokazuje analiza Instytutu Monitorowania Mediów. Badacze wyliczyli, że transfer Lewego do Chicago wygenerował w ciągu 48 godzin 413 publikacji w amerykańskich mediach. O ogłoszonych w tym samym czasie przenosinach koszykarza Ja Moranta z Memphis Grizzlies do Portland Trail Bazers Amerykanie stworzyli 1678 publikacji, czyli ponad cztery razy więcej.

Stany Zjednoczone żyją czym innym.

To czuć.

Reklama
4 komentarze
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę

Kacper Korpak
2
Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę

Inne ligi zagraniczne

Reklama