Dziekoński: Korona wie, że chcę iść dalej, ale nic na siłę [WYWIAD]

Marcin Długosz

15 lipca 2026, 15:41 • 9 min czytania 1

Reklama
Dziekoński: Korona wie, że chcę iść dalej, ale nic na siłę [WYWIAD]

Xavier Dziekoński przeżywa najlepszy okres swojej dotychczasowej kariery. Został wybrany najlepszym bramkarzem minionego sezonu Ekstraklasy, a w rozmowie Weszło nie ukrywa, że choć nie zamierza opuszczać Korony Kielce na siłę, to marzy mu się transfer zagraniczny. Preferowany kierunek? – Na pewno liga włoska. Rozmawiamy z Mariuszem Stępińskim, podpytuję go o tę ligę i o samo życie. Myślę, że jest topowe – mówi zawodnik kieleckiego zespołu.

Reklama

Xavier Dziekoński: Pytali o mnie w Championship i lidze francuskiej

Xavier Dziekoński bramkarzem sezonu Ekstraklasy. Chwila minęła od tego wyróżnienia, ale to dalej brzmi dumnie?

Oczywiście, że tak, ale nie można o tym długo myśleć. Fajne wyróżnienie i tyle, docenienie ciężkiej pracy i przede wszystkim dobrego sezonu. Od początku myślałem, że wygram ja albo Bartosz Mrozek. Padło na mnie.

Zapytam przekornie – dlaczego tu w ogóle rozmawiamy? Długo mówiło się o tym, że w Koronie może cię już nie być po tym, co osiągnąłeś w poprzednim sezonie.

Okienko jest długie. Zobaczymy, co się wydarzy. Na pewno jeżeli do klubu przyjdzie jakaś oferta, to zostanie ona rozważona. Korona wie, że chcę iść dalej i się rozwijać. Ale nic na siłę – to musi być miejsce, w którym zrobię duży, albo po prostu następny krok w karierze.

Reklama

Masz jakiś preferowany kierunek transferu, ulubioną ligę?

Na pewno liga włoska. Rozmawiamy z Mariuszem Stępińskim, podpytuję go o tę ligę i o samo życie. Myślę, że jest topowe.

Życie na pewno fajniejsze niż stadiony.

Zdecydowanie, te ośrodki treningowe też nie należą do najnowszych. Myślę jednak, że życie i miasto wynagradzają takie niedogodności.

Reklama

Dostałeś już jakieś sygnały od swojego agenta o konkretnym zainteresowaniu jakiegoś klubu?

Informowali mnie, że pojawiały się pewne zapytania. Do konkretnej oferty chyba nigdy nie doszło. Myślę, że to okienko też jest nieco opóźnione przez mistrzostwa świata. Może być tak, że później wydarzy się o wiele więcej. Pytali o mnie w Championship i lidze francuskiej. Na ten moment wiem tyle – z tych dwóch kierunków pytali najbardziej.

Jak wskakiwałeś do bramki Jagiellonii Białystok w 2020 roku mając 17 lat, to myślisz po czasie, że byłeś jednak trochę za młody na to wyzwanie?

Początek miałem super, potem po roku czy po półtoraroczu pojawił się słabszy okres. Jestem Jagiellonii bardzo wdzięczny za tę szansę, bo to ona pokazała mnie Polsce, że tak się wyrażę. Będę jej wdzięczny na zawsze.

Reklama

Odszedłeś do Rakowa, czyli obrałeś topowy kierunek transferowy w Polsce, ale chwilę później Jagiellonia bardzo się rozwinęła. Żałujesz trochę, że nie pozostałeś częścią tego projektu?

Nie sądzę, że stanowiłbym o sile Jagiellonii, gdybym w niej został. Miałem rok do końca kontraktu, a klub pewnie chciał na mnie cokolwiek zarobić. O nowym kontrakcie jeszcze nie rozmawialiśmy. Myślę, że musiałem dokonać takiego kroku, usamodzielnić się. To było bardzo ważne, a Raków dużo mi pokazał. Poznałem, jak powinien wyglądać dzień profesjonalnego piłkarza – wszystko od dechy do dechy było w klubie. Wiedziałeś, co robić przed treningiem, co po nim, analizy, przygotowanie… Pod tym względem Raków dużo mi uświadomił.

Dziekoński: U trenera Papszuna wszystko musi być jak w zegarku

Dużo ci dało to przede wszystkim pod tym względem, o którym wspomniałeś, że opuściłeś rodzinne strony i zwyczajnie się usamodzielniłeś?

Reklama

Tak, tego też chciałem. W Białymstoku wszyscy mnie znali i siłą rzeczy ja znałem praktycznie wszystkich – kibiców i tak dalej. Nie byłem anonimowy. Musiałem się troszkę usamodzielnić, bo mieszkałem z rodzicami. Potrzebowałem takiego kroku, może też trochę ciszy. I tak to się potoczyło. W tamtym czasie w Rakowie miałem rywalizować z Kacprem Trelowskim o miano numeru jeden. Okazało się jednak, że został Vladan Kovacević i już było wiadomo, kto będzie jedynką.

To był bramkarz, od którego dużo podpatrzyłeś? Vladan w Rakowie był totalnym kozakiem.

Zdecydowanie, na treningu mega kot. Taki szybciutki na linii, miał niesamowite ruchy. Na pewno u niego trochę podpatrzyłem i starałem się wyciągnąć jak najwięcej. Wtedy nie byłem nawet blisko jego poziomu.

Wielu piłkarzy, których miało styczność z Markiem Papszunem, mówiło, że w kolejnych klubach tak specyficznych wizji i podejścia do pewnych rzeczy już nie odnajdywali. Potwierdzasz to?

Reklama

Zdecydowanie. Tych rzeczy nie widziałem w Jagiellonii i nie widzę też w Koronie. Te niektóre kwestie są przypisane do Marka Papszuna. Raków sięgnął po mistrzostwo, więc widać, że dają one pożądane efekty.

Ciężko jest młodemu chłopakowi w starciu z takim trenerem? Bezpośrednim człowiekiem, który nie pieści się ani z 18-latkiem, ani z 40-latkiem. Niektórzy mogą tego nie dźwignąć.

Tak. I myślę, że ja miałem właśnie taki problem. Jak trafiasz do Rakowa, to musisz od razu pokazać jakość. Trener nie patrzy na to czy masz 18 lat, czy 30, od razu musisz prezentować  określony poziom. Myślę, że na tamten moment tej jakości dawałem za mało i dlatego tak to się potoczyło.

Potwierdzasz, że Marek Papszun jest takim detalistą, że potrafi zabronić kierowcy autokaru zjechać na stację benzynową i tak dalej?

Reklama

Wszystko musi być jak w zegarku. Praktycznie każde podanie takie, jak wymyśli sobie trener. Jeśli ktoś zagra nie po jego myśli to jest gwizdek, przerwa, trochę krzyku, podpowiedzi i od nowa.

To czym się różnił twój zwykły dzień w klubie Ekstraklasy – Jagiellonii czy Koronie – od tego w Rakowie?

Przede wszystkim taka mała rzecz, ale dla sportowców bardzo duża – posiłek przed treningiem i po treningu. Spotykaliśmy się na śniadaniu, potem analizowaliśmy treningi czy mecze. Sporo było indywidualnych analiz. Oczywiście w Jagiellonii też się one odbywały, ale u trenera Marka wyglądały nieco inaczej. Także poprzez indywidualne raporty, które każdy musiał pisać bez względu na to czy grał, czy siedział na trybunach. Sądzę, że trener sprawdzał je rzetelnie, bo czasem jak jakiś zawodnik napisał coś źle, to reagował.

Marek Papszun podczas meczu Rakowa

Reklama

Dziekoński: Nie zamierzam zmieniać klubu na siłę i szukać czegokolwiek

Raporty polegały na tym, że zawodnik musiał ocenić swoją grę czy cały mecz?

Cały mecz, a jeśli dodatkowo się w nim grało, to trzeba było ocenić swoje rzeczy i te, które widziało się u przeciwników. Trzeba było podzielić się z trenerem swoimi wnioskami – co nie działało, co twoim zdaniem jest do poprawy i tak dalej. Myślę, że pod względem rozwoju to jest super. Czasem siedziałem na trybunach, a w domu odpalałem mecz po raz drugi, żeby coś sobie przypomnieć. Musiałem pisać raport 45 minut. Moim zdaniem dzięki temu nowy zawodnik może szybciej zrozumieć oczekiwania trenera. I trener też widzi, czy ten zawodnik rozumie, czego się od niego wymaga. No i wreszcie – nawet jak się nie gra, to na meczach trzeba się skupiać, bo to po prostu będzie sprawdzone.

Jako bramkarz możesz powiedzieć, że też sporo wyciągnąłeś od Marka Papszuna?

Trener Papszun wymagał bardzo dobrej gry nogami, zwracał na to uwagę. A tak stricte bramkarsko to myślę, że nie wtrącał się w ogóle do naszej pracy.

Reklama

W Koronie jesteś już od trzech lat. To zrobił się już trochę taki twój klub w Polsce?

Oczywiście jest mi bardzo bliski.

Sporo tu przeżyłeś. Na początku cudowne utrzymanie, potem zmiana właścicielska, na jedną rundę wylądowałeś na ławce, a teraz klub ma ambitne plany.

Moja historia jest różna i bardzo ciekawa. Oczywiście chciałbym być wyłącznie w górze, tak jak w poprzednim sezonie, ale swoje musiałem przejść. Teraz jestem w dobrym miejscu. Po samych transferach widać, że w Koronie dzieje się dobrze. Nie zamierzam też zmieniać klubu na siłę i szukać czegokolwiek, bo kto wie – bardzo będziemy chcieli osiągnąć z Koroną coś historycznego.

Reklama

Najbardziej stresujący twój moment w Koronie to finisz sezonu 2023/2024 i cudowne utrzymanie w ostatniej kolejce wygraną z Lechem Poznań?

Zdecydowanie. Może nie stresujący, ale adrenalina była ogromna. Wierzyliśmy w to utrzymanie do końca. Musieliśmy też wygrać z Ruchem Chorzów w przedostatniej kolejce. Nie wiem, czy przed tymi meczami dawano nam chociaż 1% szans. Nie zauważyłem jednak w tamtym momencie niczego innego w drużynie niż zazwyczaj i sądzę, że to też było ważne. Kurczę, moment po ostatnim gwizdku był nie do zapomnienia. Ta chwila radości…

O co zamierza walczyć w tym sezonie Korona Kielce? Jest już założony jakiś konkretny cel, czy dajecie sobie czas i właściciel nie wymaga konkretnej deklaracji?

Sądzę, że właściciel tymi ruchami transferowymi chce pokazać, że zamierza walczyć o te wyższe miejsca. Pozyskaliśmy bardzo jakościowych zawodników. Będąc w klubie i patrząc na to od środka też się nakręcam, żeby coś historycznego z Koroną osiągnąć. Trudno mi jednak w tym momencie coś deklarować, bo wszyscy się wzmacniają, a liga pozostanie silna i wyrównana.

Reklama

Xavier Dziekoński

Dziekoński: Jestem odporny na stres, wielu trenerów już mi to mówiło

Padły już jakieś słowa od trenera czy właściciela, że waszym celem powinno być to czy inne miejsce?

Takich rozmów jeszcze nie mieliśmy. Myślę, że tego typu dyskusje z trenerem czy dyrektorem czekają radę drużyny. Zobaczymy.

Masz 108 meczów w Ekstraklasie. Mimo dopiero 22 lat czujesz już totalny luz jak wchodzisz do bramki na spotkanie ligowe?

Reklama

Szczerze mówiąc, już grając w Jagiellonii czułem spokój. Tak po prostu mam – jestem odporny na stres, wielu trenerów już mi to mówiło. Czasami zdarza mi się nawet spać jadąc na stadion. Chyba jedyny mecz, którym się stresowałem, to mój pierwszy z Legią jak występowałem w Jagiellonii. Wiadomo, że te kluby mają napiętą relację. To jedyny raz, kiedy czułem naprawdę większy zastrzyk emocji.

Uważasz, że jakbyś miał takie same osiągnięcia jak w zeszłym sezonie, ale grając w Lechu czy Legii, a nie Koronie, to dostałbyś się już do reprezentacji Polski?

Nie myślałem o tym, ale niekoniecznie. Rozmawiałem z trenerem Dawidziukiem. Mówił, że wykonałem super robotę w zeszłym sezonie więc myślę, że mnie obserwuje. A czy jestem gotowy na kadrę? Trudno powiedzieć – ta rola czwartego bramkarza jest też zupełnie inna niż trzech pozostałych. Ale oczywiście będą do tego dążył i postaram się to osiągnąć w obecnym sezonie.

W reprezentacji pojawia się też taka luka pokoleniowa na bramce. Szczęsny i Fabiański skończyli, Skorupski młodszy nie będzie. Nie powiesz mi, że z tyłu głowy nie masz myśli o regularnych powołaniach do pierwszej trójki bramkarzy.

Reklama

Kto wie… Myślę, że na ten moment w reprezentacji Polski są lepsi bramkarze ode mnie, doświadczeni, grający w Europie. Moim zdaniem numerem jeden naszej kadry jest Kamil Grabara. Są też oczywiście Łukasz Skorupski, Marcin Bułka. Uważam, że na ten moment jeszcze mi do nich daleko, ale cały czas się rozwijam, idę do przodu i jak nadejdzie taki moment, to będę chciał trafić do reprezentacji.

A na światowej mapie bramkarzy masz swoich idoli?

Teraz kompletnym bramkarzem jest moim zdaniem David Raya. Świetne wygląda Joan Garcia. Z Thibautem Courtois trudno mi się utożsamiać ze względu na wzrost (śmiech).

I widzisz – ani Raya, ani Garcia nie grają w reprezentacji.

Reklama

Dokładnie, drugi i trzeci bramkarz reprezentacji Hiszpanii. Więc tam wygląda to bardzo ciekawie. Oczywiście Thibaut Courtois może i jest najlepszy, ale trudno mi na niego spoglądać ze względu na jego styl gry.

ROZMAWIAŁ MARCIN DŁUGOSZ

fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Niespodziewany transfer, a zaraz po nim kontuzja. Przerwa młodego Polaka

Braian Wilma
0
Niespodziewany transfer, a zaraz po nim kontuzja. Przerwa młodego Polaka
La Liga

Tuż po wielkim meczu. Włamywacze obrali za cel dom hiszpańskiej gwiazdy

Wojciech Piela
1
Tuż po wielkim meczu. Włamywacze obrali za cel dom hiszpańskiej gwiazdy

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Mateusz Lis zadebiutuje w Superpucharze? „Byłoby to naturalne”

Braian Wilma
1
Mateusz Lis zadebiutuje w Superpucharze? „Byłoby to naturalne”