Jakub Kamiński, wykupiony tego lata przez 1 FC. Koln z Wolfsburga za 5,5 miliona euro, został niedługo później sprzedany za 17 milionów do Benfiki. To jeden z ciekawszych transferów polskich zawodników w ostatnich latach. Zespół z Niemiec zrobił świetny interes, ale i z punktu widzenia reprezentanta Polski to bardzo ciekawy i – tak się wydaje – sensowny ruch. Jak dużą będzie miał konkurencję w nowym klubie? Jak ten ruch odbierany jest w Portugalii? – On jest opisywany jako koń, który wykonuje na boisku niesamowitą pracę – słyszymy od dziennikarza, piszącego o Benfice. Nasz rozmówca tłumaczy też, jak na ten moment może wyglądać pozycja Kamińskiego w zespole, który od tego lata ma bardzo ciekawego szkoleniowca.
Kamiński trafia do drużyny, która w ostatnich latach jest w top 3 ligi portugalskiej, ma wielu bardzo ciekawych piłkarzy i duże ambicje. Zwłaszcza po ostatnim sezonie, który był paradoksalny: Benfica nie przegrała meczu w lidze (zanotowała 23 zwycięstwa i 11 remisów w 34 spotkaniach), a mimo to zakończyła rozgrywki dopiero na trzecim miejscu – za FC Porto (mistrz kraju) i Sportingiem (wicemistrz). W przyszłym sezonie zamiast Ligi Mistrzów będzie tylko Liga Europy, co na pewno jest pewnym minusem, ale Benfica w tych rozgrywkach powinna sporo osiągnąć. Poza tym Kamiński podpisał kontrakt do czerwca 2031 roku, z klauzulą odstępnego w wysokości 60 milionów euro.
Postanowiliśmy sprawdzić, co o transferze Kamińskiego mówi się w Portugalii i jak na ten moment może wyglądać pozycja reprezentanta Polski w zespole.
Portugalski dziennikarz o roli Jakuba Kamińskiego: Może być wyborem numer dwa
Benfica ma oczywiście kilku bardzo dobrych skrzydłowych. Lewa strona to m.in. Andreas Schjelderup – obok reprezentanta Portugalii Tomasa Araujo najwyżej wyceniany przez Transfermarkt zawodnik całej drużyny (30 milionów euro). Norweg pokazał się z dobrej strony na obecnym mundialu i interesują się nim czołowe kluby Europy. Na początku w układance Stale Solbakkena był rezerwowym, bo miejsce w pierwszym składzie należało do Antonio Nusy, ale Schjelderup dał świetną zmianę w meczu 1/8 finału przeciwko Brazylii (2:0). Wszedł na boisko w przerwie i miał asysty przy obu bramkach Erlinga Haalanda. Dzięki temu wywalczył sobie pierwszy skład na ćwierćfinał z Anglią i to on zdobył w tym spotkaniu bramkę dla Norwegii, która ostatecznie uległa po dogrywce ekipie Thomasa Tuchela.
– Jeśli chodzi o skrzydła, to na lewej stronie pierwszym wyborem jest oczywiście Schjelderup, a na prawej 20-letni Gianluca Prestianni. Obaj są bardzo dobrze wyszkoleni technicznie. Mówi się jednak, że Prestianni może opuścić klub. Jest też Rafa Silva, zawodnik wszechstronny, który może występować na obu skrzydłach, ale też jako drugi napastnik. To szybki piłkarz. Do grania na lewej stronie jest również 31-letni Bruma. Duży talent ma 18-letni Jaden Umeh, ale właśnie doznał urazu. Słyszałem, że Benfica chce pozyskać jeszcze jednego skrzydłowego, nawet jeżeli Prestianni zostanie. Według mnie Kamiński przez pierwszą część sezonu może być wyborem numer dwa na lewym skrzydle. Pytanie też, jak będzie wyglądała klubowa przyszłość Schjelderupa – ocenia w rozmowie z Weszło portugalski dziennikarz Goncalo Batista.
Pytam mojego rozmówcę, jak w ogóle w Portugalii odbierane jest ściągnięcie reprezentanta Polski. – Kamiński jest dość znanym piłkarzem, ludzie są zaciekawieni tym ruchem. Polak jest opisywany trochę jak taki koń, który jest szybki, ale jednocześnie wykonuje na boisku niesamowitą pracę: biega, pressuje i poświęca się dla drużyny. Jednocześnie nie jest typowo technicznym piłkarzem, nie ma też jakichś bardzo imponujących liczb, mam na myśli gole oraz asysty. Niektórych dziwiło, że Benfica wydała na niego aż 17 milionów, ale ja myślę, że to się może udać. Kamiński wydaje się być typem piłkarza, jakiego bardzo lubi nowy trener Benfiki – dodaje Batista.

Jakub Kamiński w barwach Benfiki
Benfica wybrała następcę Jose Mourinho. „Powinien rozumieć się z Kamińskim”
W sezonie 2025/2026 zespół prowadził Jose Mourinho, który powrócił na ławkę Benfiki po 25 latach. Z jednej strony nie przegrał żadnego meczu w lidze, a w Lidze Mistrzów jego ekipa pokonała u siebie 4:2 Real Madryt, po golu w końcówce bramkarza Anatolija Trubina, co dało awans do fazy play-off (porażka w dwumeczu z tym samym Realem). Ale jednocześnie w kraju zespół z Lizbony nie wygrał żadnego trofeum i znalazł się w cieniu mocnego Porto z trzema Polakami w składzie: Janem Bednarkiem, Jakubem Kiwiorem i Oskarem Pietuszewskim. Po słynnego portugalskiego szkoleniowca zgłosił się Real i Mourinho nie potrafił odmówić klubowi, w którym pracował wcześniej w latach 2010-2013. Ale działacze ze stolicy kraju – tak się wydaje – znaleźli ciekawego następcę.
Zdecydowali się na Marco Silvę, urodzonego w Lizbonie, który był dość przyzwoitym prawym obrońcą, ale jako zawodnik nie przebił pewnego poziomu. Sporo lepiej radzi sobie jako trener: w sezonie 2014/2015 prowadził już Sporting i wywalczył z zespołem Puchar Portugalii. Został zwolniony w dość absurdalnych okolicznościach, po to, żeby zespół mógł objąć wyciągnięty z Benfiki Jorge Jesus. Z Olympiakosem Silva zapewnił sobie mistrzostwo Grecji na sześć kolejek przed końcem.
Później trafił do Anglii: prowadził Hull City (spadek z Premier League) i Watford, z którego odchodził, bo chcieli go ściągnąć działacze Evertonu i zdaniem wielu osób nie był skupiony na pracy, a to przekładało się na wyniki. Pracę w Evertonie rozpoczął od zwycięstwa… 22:0, ale spokojnie – to był tylko mecz towarzyski z austriackimi amatorami, ATV Irdning. Silva został zwolniony, gdy przegrał 2:5 prestiżowe derby z Liverpoolem. Niedługo później trafił do Fulham i tam odnalazł się najlepiej. Objął zespół, który spadł do Championship i od razu, i to w świetnym stylu, wrócił z nim do Premier League: Fulham w sezonie 2021/2022 strzeliło aż 106 goli w lidze. Drużyna stała się w elicie typowym średniakiem, który potrafił zachwycić ofensywną gry, jak chociażby w grudniu ubiegłego roku, kiedy zespół Silvy przegrał 4:5 po porywającym spotkaniu z Manchesterem City.
Działacze Benfiki zatrudnili trenera, który ma swój konkretny pomysł na futbol. – Silva lubi piłkarzy, którzy na boisku bardzo ciężko pracują, dlatego myślę, że może mieć z Kamińskim dobrą nić porozumienia. To trener, u którego trzeba mocno pracować w pressingu, to jest klucz. To też szkoleniowiec, stawiający na czterech obrońców, dwóch bardziej defensywnych środkowych pomocników i skrzydłowych, którzy wywierają presję na rywalach, a kiedy są przy piłce, często schodzą do środka. Napastnik i ofensywny środkowy pomocnik w jego wizji gry czasami wymieniają się pozycjami, a ten drugi musi potrafić wykończyć akcję i zaskoczyć w ten sposób przeciwnika. Mam wrażenie, że w Benfice raczej ma do tego wykonawców, a jednym z nich może być właśnie Polak – mówi nam Batista.

Marco Silva na ławce Benfiki
Zespół Silvy nie szaleje jak dotąd na rynku transferowym. Latem Benfica wykupiła z Szachtara Heorhija Sudakowa za ponad 20 milionów euro. Oprócz Kamińskiego, spore pieniądze – 12 milionów – wydano też na Argentyńczyka Enzo Barrenecheę. W pierwszym letnim sparingu zespół przegrał 1:2 z brazylijskim Flamengo. Polak pojawił się na murawie w drugiej połowie. Było wtedy 1:1. Zwycięską bramkę zespół z Ameryki Południowej zdobył po akcji stroną Kamińskiego – widać było trochę brak zgrania nowego nabytku z kolegami.
Pytam Batistę, jak ocenia siłę klubu z Lizbony i co Benfica może według niego osiągnąć. – To drużyna, od której ciągle wymaga się walki o mistrzostwo Portugalii. Patrząc na skład, transfery, nie sądzę, by zespół był w tym momencie zauważalnie silniejszy niż w ubiegłym sezonie. Ale jestem przekonany, że różnicę może zrobić Marco Silva, którego cenię jako trenera. Porto jest bardzo silne i będzie chciało to kontynuować. W Sportingu kończy się pewna era, odeszli ważni piłkarze, ale jednocześnie zainwestowano duże środki w to, żeby bić się z Porto. Gdybym miał stworzyć swój subiektywny „power ranking”, Benfica na teraz byłaby trzecia, ale ma argumenty, by walczyć z największymi ligowymi rywalami – kończy.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl