Piłka nożna widziała już wiele. Bramkarzy strzelających gole ze swojej połowy boiska, trenerów zwalnianych w przerwie meczu, transfery, które kończyły się szybciej niż pobyt Zbigniewa Smółki w Widzewie Łódź. Ale ta historia spokojnie mogłaby trafić do kategorii „tego nie wymyśliłby nawet Bareja”. Okazuje się, że reprezentacja jednego z najmocniejszych afrykańskich zespołów przez dekadę korzystała z usług lekarza, którego specjalizacja z piłką nożną miała niewiele wspólnego.
„Dopiero niedawno się dowiedziałem”
Prezes Senegalskiej Federacji Piłkarskiej Abdoulaye Fall podczas konferencji prasowej po nieudanym mundialu ujawnił zaskakującą informację. Jak przyznał, dopiero po przeprowadzeniu wewnętrznego audytu odkrył, że lekarz pierwszej reprezentacji, pracujący z drużyną od około dziesięciu lat, z wykształcenia jest… ginekologiem i położnikiem.
Fall stwierdził również, że główny lekarz kadry nie posiadał odpowiednich kwalifikacji akademickich do prowadzenia opieki medycznej nad reprezentantami. Co więcej, według prezesa sami zawodnicy mieli nie ufać w pełni jego metodom i nie czuli się komfortowo, powierzając mu swoje zdrowie.
🚨🚨💣 Le Président de la Fédération sénégalaise dit que le docteur du Sénégal au Mondial, au sein de la sélection depuis 10 ans… était GYNÉCOLOGUE !!! 🥼🇸🇳
— Instant Foot ⚽️ (@lnstantFoot) July 13, 2026
Nikt się nie skapnął przez 10 lat!
Słowa prezesa wywołały ogromne poruszenie, ale trudno się dziwić. Jakim cudem nikt nie zwrócił uwagi, iż specjalizacja lekarza nie była najlepiej odpowiadającą potrzebom zawodowej kadry piłkarskiej i to przez DEKADĘ.
Reprezentacja narodowa, przygotowująca się do mistrzostw świata, potrzebuje specjalistów. To oni na co dzień zajmują się diagnostyką urazów mięśniowych, więzadeł, przeciążeń czy procesem regeneracji zawodowych sportowców. Trudno, żeby tym wszystkim zajmował się ginekolog…
Jednak nieodpowiedni lekarz to nie powód, który wytłumaczy frajerskie odpadnięcie Senegalu z reprezentacją Belgii. Jest to mimo wszystko kolejne zaskakujące doniesienie płynące z Senegalu po zakończeniu mistrzostw świata. Kilka dni wcześniej federacja zwolniła selekcjonera Pape Thiawa.
Na byłego już selekcjonera narzekał m.in. jeden z liderów środka pola reprezentacji, Pape Gueye. Pomocnik po meczu z Belgią podjął decyzję o rozłące z kadrą. Wśród powodów tej decyzji wskazał właśnie na złe relację ze sztabem szkoleniowym.
Trudno się nie śmiać
Nietrudno się domyślić, co wydarzyło się po konferencji prasowej. Media społecznościowe błyskawicznie zalały memy i żarty. Internet, jak to internet, nie przepuścił takiej okazji.
— lm3asseb 🇲🇦 🏆 ⭐️⭐️ Rendez_La_Coupe (@lm3asseb) July 13, 2026
Gdy jednak odłoży się memy na bok, cała sprawa wygląda znacznie poważniej. Jeśli rzeczywiście przez około dziesięć lat nikt nie zweryfikował, czy główny lekarz reprezentacji posiada odpowiednie kwalifikacje do pracy z zawodowymi piłkarzami, to trudno nie zadać pytania o standardy funkcjonowania całej federacji.
Bo o ile można pomylić Michała z Mateuszem Makiem, o tyle federacja piłkarska nie powinna pomylić medycyny sportowej z ginekologią. Jednak afrykańska piłka dalej rządzi się swoimi prawami i nie przestaje nas zaskakiwać. Śmieszniej i ciekawiej jest chyba tylko na naszym podwórku…
Fot. Newspix