Refleks tchórzy, czyli Bereszyński i Szczęsny bronią Michniewicza

Paweł Paczul

10 lipca 2026, 19:26 • 3 min czytania 41

Reklama
Refleks tchórzy, czyli Bereszyński i Szczęsny bronią Michniewicza

Różnie można oceniać ten nasz mundial w Katarze, bo z jednej strony wyszliśmy z grupy, ale z drugiej gra i otoczka (afera premiowa) była kompromitująca. Iść więc dalej z Michniewiczem, czy nie iść? Piłkarze go bronią, więc może tak? A nie, sorry jest już 2026 rok, Michniewicza dawno nie ma, przerabiamy trzeciego selekcjonera od tego czasu, więc, prawdę mówiąc, zawodnicy te swoje słowa wsparcia mogą sobie wsadzić w dupę.

Reklama

Wojciech Szczęsny niedawno popisał się refleksem na poziomie znanym z większości swoich dużych turniejów, bo powiedział w rozmowie z Krychowiakiem: – On nas świetnie przygotował taktycznie, ale my graliśmy bardziej defensywnie niż on chciał. No już mecz z Argentyną to była obrona Częstochowy. On nie chciał nic takiego. On przygotował i warianty ofensywne, i warianty defensywne, i rozgrywanie od tyłu. Tylko że nagle raz rozgrywasz od tyłu, widzisz, że zamiast dać ci to przewagę to stwarza ci to tylko problemy… No to drugi raz może jeszcze spróbujesz, ale za trzecim razem w myśl powiedzenia „trybuny ci bramki nie strzelą”, piłka w trybuny. Wiele razy rozmawiałem z trenerem Michniewiczem o tym jak graliśmy. Uważam, że osiągnął wielką rzecz na mistrzostwach. (…) Taktycznie to był najlepszy turniej, do jakiego byliśmy przygotowani. Lepiej niż w 2016 roku.

Ruszył mu w sukurs Bartosz Bereszyński, on z kolei w wywiadzie dla Foot Trucka: – Gdyby nie było tej afery, to trener by został. Jestem mu wdzięczny, bo zagrałem swój najlepszy turniej w życiu. To były świetne emocje. Kogo z kadry na mistrzostwa nie zapytać, to powie, że to był najlepszy czas w jego piłkarskim życiu. Szanuję to, że Michniewicz miał swój pomysł na reprezentację. On z młodzieżówką grając w taki sposób awansował do EURO.

Panowie, krótkie pytanie: gdzie byliście niecałe cztery lata temu? Wówczas stanęliście murem za Michniewiczem, czy pochowaliście głowy w piasek, bo tak było wygodniej? Michniewicz już nie potrzebuje adwokatów, naprawdę. Potrzebował wtedy, gdy trwała wokół niego ogólnopolska napierdzielanka, a dziś, kiedy jest spokojnie i może oglądać mundial przed telewizorem, adwokaci nie są już konieczni, są wręcz potrzebni jak łysemu grzebień.

Szczęsny i Bereszyński bronią Michniewicza. Pogratulować refleksu!

Gdyby Bereszyński ze Szczęsnym naprawdę pracowali jako prawnicy, proces wyglądałby tak:

Reklama
  1. Mowa oskarżonych
  2. Mowa oskarżonego
  3. Sędzia pyta, czy obrońcy zabiorą głos
  4. Obrońcy milczą
  5. Sędzia pyta, czy na pewno nic nie powiedzą
  6. Obrońcy dalej milczą
  7. Wraca, oskarżony zostaje skazany, koniec procesu
  8. Po czterech latach obrońcy stoją pod oknem sądu i machają: „Hej, a my chcemy coś powiedzieć, on był niewinny, mamy dowody!”
  9. Efekt? Żaden

Dzisiaj Bereszyński mówi, że kogo by nie zapytać, to każdy Michniewicza pochwali, ale jak cztery lata temu pytano, to wszyscy milczeli. Dlaczego? No to oczywiste, bo tak łatwiej. Kozioł ofiarny sam się podłożył, można się było wycofać i słuchać, że kadra miała grać defensywnie, przecież Michniewicz tak chciał, a piłkarzy mamy znakomitych, oni chcieli do przodu, tylko zły selekcjoner wybudował mur na połowie.

Po latach się jednak okazało, że piłkarze sami o sobie mówią, że do przodu jednak niewiele potrafią, tyle że po wstydzie z Argentyną nikt się jakoś za bardzo przyznać nie chciał.

I nie chodzi tutaj o to, że teraz dziennikarze też nagle zapomnieli o tym, co mówili. No ja na przykład zdania nie zmieniam: graliśmy prehistoryczny futbol, Michniewicz nie trzymał ciśnienia ani na mundialu, ani po mundialu, nawet długo po mundialu, nie opanował afery premiowej, jego odejście nie było kontrowersją.

Reklama

Kwestia jest zupełnie inna: jak się piłkarzom tak bardzo praca z Michniewiczem podobała, to gdzie byli, gdy trzeba było go bronić, by faktycznie pracować z nim dalej? Znów: z głowami w piasku, żeby mniej obrywać w mediach i od kibiców, i może jeszcze żeby kolejny selekcjoner nie zakwalifikował takiego piłkarza jako „człowieka poprzednika” i przypadkiem nie odpalił.

Zwykłe tchórzostwo. Idźcie jeszcze z pikietą ostrzegającą przed wyginięciem mamutów.

 

Reklama

Fot. Newspix

 

41 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama