Gospodarze mieli nadzieję. Niespodziewaną, bo był nią 114. na świecie Arthur Fery, który w turnieju grał z dziką kartą. Piąty dopiero Brytyjczyk w półfinale Wimbledonu w historii ery open. Z tych wcześniejszych tylko jeden – Andy Murray – wszedł do finału. Fery do niego nie dołączył. W trzech setach pokonał go Alexander Zverev, który zagra tym samym w drugim z rzędu wielkoszlemowym finale.
Alexander Zverev w finale Wimbledonu
Arthur Fery zaliczał niesamowitą przygodę na tym Wimbledonie. Gdyby nie dzika karta, musiałby przedzierać się przez kwalifikacje. Dzięki niej grał w turnieju głównym i doskonale to wykorzystał, dochodząc aż do półfinału. Swoją drogą przed turniejem notowany był na 114. miejscu na świecie – tym samym co Maja Chwalińska, gdy sensacyjnie doszła do finału Roland Garros, oraz Asłan Karacew, który w 2021 roku niespodziewanie osiągnął półfinał Australian Open.
Okazało się, że Fery’ego stać było „tylko” na powtórzenie wyniku Karacewa.
Lepszy od niego w trzech setach okazał się Alexander Zverev, niedawny mistrz Roland Garros, który wykorzystał wtedy okazję, gdy zabrakło na jego drodze któregokolwiek z wielkich – Carlosa Alcaraza czy Jannika Sinnera – i triumfował w swoim pierwszym finale wielkoszlemowym. Niemiec dostał wtedy znakomitą drabinkę, nie mierzył się z żadnym zawodnikiem z TOP 10 rankingu ATP. Ale to nie zarzut – taką sytuację trzeba jeszcze umieć wykorzystać. A on to zrobił.
I widać, że to go odblokowało.
Na Wimbledonie bowiem nigdy mu nie szło, nie był tam przed tegorocznym turniejem nawet w ćwierćfinale. A teraz nie tylko tam doszedł, ale i pokonał Taylora Fritza, który w poprzednich spotkaniach był jego przekleństwem (pokonał go nawet w Halle, tuż przed Wimbledonem), a dziś ograł nadzieję gospodarzy. Choć do pewnego momentu był to wyrównany mecz. W sumie zdecydował tie-break pierwszego seta, w którym Zverev nie oddał rywalowi punktu – Fery zresztą wyraźnie poczuł wtedy presję, popełnił kilka błędów, a Sascha, zdaje się, to zauważył i zagrał odważniej. Wyszło znakomicie.
Potem Zverev już przeważał. Świetnie serwował, sam był w stanie z kolei przełamywać serwis rywala. Zrobił to kilkukrotnie, zyskując przewagę zarówno w drugim, jak i w trzecim secie. Sam podanie oddał w tym meczu ledwie raz – w pierwszej partii, gdy Fery zanotował breaka powrotnego i potem doprowadził do wspomnianego tie-breaka. Ba, po tamtym jednym przełamaniu Brytyjczyk nie wypracował już sobie nawet kolejnej takiej okazji.
A first Wimbledon final awaits 👏@AlexZverev defeats Arthur Fery 7-6(0), 6-2, 6-4 and is one win away from back-to-back Grand Slam titles#Wimbledon pic.twitter.com/4uNPB17tls
— Wimbledon (@Wimbledon) July 10, 2026
Zverev może więc teraz spokojnie usiąść w fotelu i poczekać na swojego rywala. A tym będzie albo Novak Djoković, albo obrońca tytułu – Jannik Sinner. A więc wyzwanie z najwyższej półki w przypadku tego drugiego. Novak? Na papierze wiadomo – wielki mistrz. Gdyby jednak do tego finału doszedł, może już być wykończony turniejem, przecież już w ćwierćfinale grał niesamowitą pięciosetówkę z Felixem Augerem-Aliassimem. Niemniej: to wszystko Sascha będzie obserwować już na spokojnie.
I pewnie trzymać kciuki za to, by drugi półfinał trwał tak długo, jak to tylko możliwe.
Alexander Zverev – Arthur Fery 7:6 (0), 6:2, 6:4
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix