Niklas Suele zaskoczył transferem. Niedawno ogłaszał koniec kariery

Marcin Ziółkowski

05 lipca 2026, 22:52 • 3 min czytania 0

Reklama
Niklas Suele zaskoczył transferem. Niedawno ogłaszał koniec kariery

Niklas Suele zakończył profesjonalną karierę piłkarską, ale nie zamierza porzucać sportu, który kocha. Były obrońca reprezentacji Niemiec, Bayernu Monachium oraz Borussii Dortmund planuje cieszyć się z biegania po murawie na nieco niższym poziomie, ale w lepszym i świetnie znanym sobie towarzystwie. Nieoczekiwany ruch ogłosił w mediach dziennikarz Florian Plettenberg.

Reklama

Niklas Suele będzie grał z kumplami. Kilka poziomów poniżej Bundesligi

30-letni Niklas Suele stwierdził, że chciałby zasmakować czegoś innego – piłki nożnej bez wielkich kontraktów, pieniędzy, a wyłącznie z czystej pasji do sportu. Przyszła więc pora na to, aby pokopać trochę amatorsko. Czego jednak nie robi się z miłości do gry.

– Nie mogę doczekać się, aż w końcu będę mógł doświadczyć piłki nożnej z innej perspektywy. Tam, gdzie liczy się wyłącznie sama dyscyplina, a nie biznes czy pieniądze. Co więcej, dwóch moich najlepszych przyjaciół gra w SV Tiefenbach, a jeden z nich jest nawet naszym trenerem. Po 13 latach kariery piłkarskiej to dla mnie prawdziwy dar móc stanąć na boisku z kumplami i znów w pełni cieszyć się radością płynącą z tego wspaniałego sportu.

Reklama

Suele dołączy do SV Tiefenbach, które występuje w Kreislidze Sinsheim. To ósmy poziom rozgrywkowy w Niemczech, a sama drużyna gra w regionie Badenia-Wirtembergia. Wiadomość o transferze potwierdził sam zainteresowany dla stacji Sky. Będzie grać w znajomych sobie barwach, bo Tiefenbach kojarzone jest z żółtym i czarnym kolorem, a więc tak jak Borussia Dortmund, jego ostatni klub.

W połowie kwietnia Suele doznał kontuzji kolana w meczu z Hoffenheim. Obawiano się, że może być to uraz więzadeł krzyżowych. Okazało się, że z tą częścią kolana jest wszystko w porządku, ale dla Suele był to znak, że pora kończyć. Przez dwie kontuzje więzadeł krzyżowych stracił blisko 400 dni kariery.

Reklama

W minionych rozgrywkach opuścił połowę spotkań swojego zespołu, a kiedy był już dostępny, trener korzystał z niego tylko w co drugim meczu. W 30. kolejce Bundesligi pierwszy raz od półtora miesiąca pojawił się na murawie i zarazem pierwszy raz od dwóch miesięcy znalazł się w podstawowym składzie. Tuż przed przerwą musiał zejść z boiska…

Jego przygoda to też wiele sukcesów. W Bayernie Monachium wygrał wszystkie najważniejsze trofea, z Ligą Mistrzów i mistrzostwami Niemiec na czele. Był też klubowym mistrzem świata w 2021 roku. Potem niespodziewanie jako wolny agent dołączył do BVB. W podcaście „Spielmacher” wyznał, że to właśnie tu poczuł coś, czego nie czuł od wielu lat:

– To, czego doświadczyłem w pierwszym sezonie, kiedy prawie zostaliśmy mistrzami – wieczór w hotelu, spacer na stadion. To, co wtedy poczułem, było czymś, czego doświadczyłem jedynie przed moim debiutem na zawodowym poziomie – nerwy, ekscytacja. To był jeden z najbardziej intensywnych momentów w moim życiu, przed meczem z Mainz. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze poczuję taką adrenalinę.

Z kadrą Niemiec był najlepszy na Pucharze Konfederacji w 2017 roku, a 12 miesięcy wcześniej wywalczył srebro olimpijskie w Brazylii.

Reklama

Suele kojarzony jest z trzema klubami, bo grał jeszcze w Hoffenheim. W Borussii Dortmund w pewnym momencie był nawet najlepiej zarabiającym zawodnikiem. Teraz pieniądze schodzą na dalszy plan, a liczą się kumple i dobra zabawa. Głęboko wierzymy, że Suele będzie miał sporo frajdy, bo o to powinno chodzić w futbolu.

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Haaland poczekał, Haaland uderzył, Haaland jest wielki! Brazylia wraca do domu

Kacper Korpak
42
Haaland poczekał, Haaland uderzył, Haaland jest wielki! Brazylia wraca do domu

Inne ligi zagraniczne

Reklama