14. Kolejka

Kolumbia

1
-
0
Zakończone

Ghana

Jhon Arias 14"

Gdyby sędzia skończył mecz po golu, przynajmniej byśmy się wyspali

Sebastian Warzecha

04 lipca 2026, 05:58 • 5 min czytania 1

Reklama
Gdyby sędzia skończył mecz po golu, przynajmniej byśmy się wyspali

Nie to, że mecz Kolumbii z Ghaną był najnudniejszym na tym mundialu – nawet kilka godzin wcześniej zdarzył się gorszy. Właściwie jednak od bramki Kolumbijczyków ani przez moment nie byliśmy w stanie uwierzyć, że Ghana zdoła doprowadzić do remisu. Atakowała bowiem w tym starciu na ogół jedna ekipa, która powinna wygrać wyżej. A podopieczni Carlosa Queiroza mogą jechać do domu. I całe szczęście.

Reklama

Stawiasz 2 zł i zgarniasz bonus 500 zł za wygraną Francji z Paragwajem – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczy

Francja vs Paragwaj - LV BET

Kolumbia bez trudu pokonała Ghanę. Najniższy wymiar kary

To był swego rodzaju epilog. Po wszystkich emocjach związanych z meczami 1/16 finału, zostało nam to jedno, ostatnie spotkanie. Mecz Kolumbii z Ghaną pecha miał jednak jeszcze zanim się rozpoczął – bo jeśli ktoś nie położył się spać, to wciąż miał w głowie wielkie emocje po starciu Republiki Zielonego Przylądka z Argentyną, tej bajkowej historii, która o mało co nie stała się absolutnie legendarną. Tam się działo, tam było co oglądać, tam Kabowerdeńczycy kradli serca fanów na całym świecie.

A tutaj? Cóż, oczekiwania nie była przesadnie duże.

Reklama

Z prostego powodu: Ghana na tym mundialu pokazała typowy futbol w wydaniu ekip Carlosa Queiroza. Czyli murowanko, pojedyncze wypady i liczenie na to, że uda się coś na tym ukręcić. Cóż, awans z grupy faktycznie przyszedł, ale styl? 1:0 z Panamą i 1,31 w statystyce goli oczekiwanych (xG). 0:0 z Anglią i… 0,17 xG (oddane całe dwa strzały). 1:2 z Chorwacją i 0,64 xG. Łącznie w trzech meczach ledwie przebili dwa gole oczekiwane i tyle faktycznie zdobyli. Stracili za to trzy i weszli do 1/16 finału w stylu skutecznym, acz paskudnym.

Kolumbia grała za to zupełnie inaczej: pressowała, walczyła o szybkie odzyskanie piłki, atakowała. Nawet w meczu z Portugalią w zasadzie tylko Diogo Costa zdecydował o tym, że zawodnicy z Ameryki Południowej nie wygrali. Bo byli tam genialni, fantastycznie oglądało się to, jak na boisku pracują. Wydawało się więc, że w zasadzie ten ostatni mecz 1/16 finału zależy od jednego – czy Kolumbia przełamie mur postawiony przez Ghańczyków. Jeśli tak, to można było się spodziewać, że wynik utrzyma.

I dokładnie ten scenariusz został zrealizowany.

Prawda jest taka, że – jak napisaliśmy w tytule – sędzia równie dobrze mógłby zakończyć ten mecz w 14. minucie, po jedynej w całym spotkaniu bramce. Niczego by to nie zmieniło, na nic nie wpłynęło. A my poszlibyśmy sobie smacznie spać. Ale tak, niestety, nie wolno, nie wprowadzono jeszcze złotych goli, nie ma też kar za bycie zespołem wybitnie antypiłkarskim. Tak więc obejrzeliśmy całe 90 minut (plus doliczony czas gry) tego meczu tylko po to, by potwierdzić to, co już wiedzieliśmy – że Kolumbia jest na tym mundialu naprawdę fajna, a z Ghaną fajnie się pozegnać.

Reklama

Kolumbii brakuje tylko skuteczności

Z rzeczy ważnych to tak: już na początku spotkania w obu ekipach doszło do wymuszonych urazami zmian. U Kolumbijczyków w 8. minucie z boiska zszedł Jhon Cordoba, a w jego miejsce pojawił się Luis Suarez (to ważne, zapamiętajcie tę zmianę). Z kolei Ghana straciła prawego obrońcę w osobie Mavina Senayi, a jego miejsce zajął Alidu Seidu, który z czasem okazał się jednym z jaśniejszych punktów na ghańskim nieboskłonie w tym meczu. Co nie oznacza, że raził tym światłem w oczy, raczej po prostu dało się go dostrzec wśród powszechnej szarości.

W pierwszych minutach Ghana nawet ze dwa razy spróbowała się wyrwać do przodu, groźnie wyglądający strzał oddał nawet Thomas Partey, ale gola z niego nie było.

A potem Kolumbia na spokojnie, kilkoma podaniami kompletnie rozpykała obronę rywala, Luis Suarez dograł w pole karne, a tam już czekał na piłkę Jhon Arias. Trafił, zrobiło się 1:0 i tak już zostało. Możliwe, że żadna inna ekipa nie czuła się tak komfortowo z tak niskim prowadzeniem. Choć to nie tak, że Kolumbia już nie miała kolejnych okazji – bo miała. Ba, trafiła nawet do siatki, konkretnie zrobił to Luis Diaz (niezwykle dziś aktywny), ale on sam spalił tę sytuację.

Reklama

Do tego kilkukrotnie do interwencji zmuszony został Lawrence Ati Zigi, świetnie dziś zresztą dysponowany. To on trzymał Ghanę przy życiu i gdyby po końcowym gwizdku było 0:0, pewnie wręczylibyśmy mu plusa meczu bez najmniejszego zastanowienia.

Generał środka pola

Ghana jednak spotkanie przegrała, więc wypada pogratulować tego wyróżnienia komuś z ekipy zwycięzców – a tym kimś musi być Gustavo Puerta.

Niesamowite partidazo zagrał środkowy pomocnik reprezentacji Kolumbii. Rządził tym środkiem pola jak rasowy generał. Odbierał, rozgrywał, kontrolował tempo gry, napędzał właściwie każdy atak Kolumbii, większość akcji miała jego stempel jakości. Każdy mógł zacząć się zastanawiać w czasie tego meczu, jak to możliwe, że taki gość gra „tylko” w Racingu Santander. Z drugiej strony – ten właśnie Racing pewnie wygrał La Ligę 2 i awansował po dłuższej przerwie do hiszpańskiej Primera División.

Reklama

Pytanie czy Puerta w ogóle w tej ekipie zostanie, bo jak zagra jeszcze choć jeden taki mecz na tych mistrzostwach, pewnie wyrwie go większa firma (swoją drogą już w takiej był – grał dla Bayeru, został nawet mistrzem Niemiec w tym sezonie z Xabim Alonso u sterów, ale na boiskach Bundesligi spędził wtedy… 41 minut). I będzie to sportowy awans zasłużony.

Dokładnie tak, jak zasłużyła na wygraną w dzisiejszym meczu Kolumbia, którą – mimo że jest momentami nieskuteczna – ogląda się na razie na amerykańskich boiskach znakomicie. I oby tak pozostało, bo ze wszelkich możliwych kombinacji, potencjalny ćwierćfinał Argentyny z Kolumbią właśnie jawi się jako najciekawsze spotkanie w tej części drabinki. Pytaniem pozostaje jednak, czy na boisko obok Leo Messiego wybiegnie wtedy też James Rodriguez, bo ten dziś opuścił murawę w przerwie, a powód nie jest jeszcze znany.

Reklama

Jeśli tak – może to być starcie dwóch weteranów, bohaterów mundialu… 2014. James na kolejnych już tak nie brylował, a Messi w 2018 niekoniecznie, ale w 2022 był wielki. Teraz mogliby powalczyć przeciwko sobie w bezpośrednim starciu. Ale do tego jeszcze dwa mecze. Choć nie ma wątpliwości, że w starciu ze Szwajcarią to ekipa z Ameryki Południowej będzie faworytem.

Ocena meczu: 2,5/6

5
Vargas
6
Mojica
5
Lucumi
6
Sanchez
6
Munoz
7
Arias
1
5
Lerma
7 +
Puerta
6
Diaz
-
Cordoba
5
Rodriguez
Clement Turpin 4

Zmiany:

icon-swap
Luis Suarez
6
Jhon Cordoba
1
icon-swap
Richard Rios
4
James Rodriguez
icon-swap
Juan Quintero
Jhon Arias
icon-swap
Jaminton Campaz
Luis Diaz

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
sobota, 04 lipca 2026 03:30
Sędzia:
Clement Turpin

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama