Był wart 45 mln euro i grał z największymi gwiazdami. Teraz powiedział „dość”

Kacper Korpak

29 czerwca 2026, 15:34 • 3 min czytania 0

Reklama
Był wart 45 mln euro i grał z największymi gwiazdami. Teraz powiedział „dość”

Jeszcze kilkanaście lat temu uchodził za jednego z najlepszych obrońców swojego pokolenia. Był częścią kadry reprezentacji Francji na mundialu, występował w finałach mistrzostw Europy i kosztował fortunę. Jego kariera miała prowadzić na sam szczyt, ale później przyszły kontuzje, błędne decyzje i powolny zjazd. Teraz definitywnie zamknął piłkarski rozdział.

Reklama

Eliaquim Mangala zakończył karierę

Eliaquim Mangala oficjalnie zakończył piłkarską karierę w wieku 35 lat. Francuski obrońca, który w ostatnich miesiącach reprezentował boliwijskie Oriente Petrolero, postanowił zawiesić buty na kołku po niemal dwóch dekadach gry na zawodowym poziomie.

To koniec historii zawodnika, który przez lata należał do europejskiej czołówki defensorów i był jednym z najdroższych środkowych obrońców świata.

Belgia trampoliną do dużej piłki

Mangala urodził się we Francji, ale wychowywał się w Belgii. To właśnie tam rozpoczęła się jego piłkarska droga. Pierwsze poważne kroki stawiał w Standardzie Liege, gdzie szybko zwrócił na siebie uwagę europejskich skautów. Później trafił do FC Porto i właśnie w Portugalii wszedł na najwyższy poziom.

W rozmowie z naszą redakcją przyznał, że lata spędzone w Porto były jednymi z najlepszych w jego karierze. Grał tam w szatni pełnej gwiazd, a szczególne wrażenie zrobił na nim Hulk.

Reklama

– Kiedy Hulk postanowił, że chce strzelać, było bardzo trudno go zatrzymać. Dysponuje niesamowitą siłą fizyczną. Nigdy nie mogłeś odpuścić krycia i dać mu się złożyć do strzału. Na dwie próby, zawsze co najmniej raz trafiał. Prowadziło to do bardzo intensywnych i emocjonujących pojedynków na treningach, ale za to oglądanie go w meczu będąc z nim w jednej drużynie było już czystą przyjemnością. 

W Porto nauczył się również funkcjonowania w klubie walczącym o trofea i regularnie grającym w europejskich pucharach.

Transfer za fortunę

Latem 2014 roku Manchester City zapłacił za Mangalę ogromne pieniądze. Mówi się nawet, że kwota transferu oscylowała w granicach 45 milionów euro. Był to jeden z największych transferów w historii klubu, a od Francuza oczekiwano, że stanie się liderem defensywy „The Citizens”.

Początek był obiecujący, ale z czasem pojawiły się problemy. Mangala popełniał błędy, miał problemy z regularnością i nie potrafił na stałe wywalczyć sobie miejsca w składzie. Później przyszły wypożyczenia do Valencii i Evertonu, a jego pozycja w europejskiej elicie zaczęła słabnąć.

Reklama

Kontuzje zmieniły wszystko

największym przeciwnikiem w jego karierze były urazy. Szczególnie poważna kontuzja kolana znacząco zahamowała jego rozwój i sprawiła, że nigdy nie wrócił już do dyspozycji z najlepszych lat. Po odejściu z Manchesteru City próbował odbudować karierę w Valencii, następnie występował w Saint-Etienne i portugalskim Estorilu. Ostatnim przystankiem okazała się Boliwia i Oriente Petrolero.

Kariera pełna sukcesów

Mimo że jego przygoda z wielką piłką nie potoczyła się dokładnie tak, jak przewidywano, Mangala może pochwalić się imponującym dorobkiem. Zdobył mistrzostwo Belgii ze Standardem Liege, dwa tytuły mistrza Portugalii z FC Porto i mistrzostwo Anglii z Manchesterem City. Był również reprezentantem Francji, uczestnikiem mistrzostw świata w 2014 roku oraz finalistą Euro 2016.

Eliaquim Mangala kończy karierę jako piłkarz, który przez pewien czas należał do najbardziej cenionych obrońców w Europie. Jego historia pokazuje jednak, jak cienka granica dzieli wielką karierę od niespełnionego potencjału. Gdy był u szczytu, wydawało się, że przez lata będzie jednym z najlepszych stoperów świata. Rzeczywistość napisała jednak zupełnie inny scenariusz.

Reklama

Francuz ma już jednak pomysł na swoją dalszą karierę. Teraz Mangala spróbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości jako asystent trenera Saint-Etienne.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama