Para może mało ekscytująca, ale… nie ma co oceniać książki po okładce! Od pierwszych minut w spotkaniu Demokratycznej Republiki Konga z Uzbekistanem pod obiema bramkami działo się sporo, a to tylko mogło zwiastować spore emocje także w kolejnych fazach tej rywalizacji. Los spełnił obietnicę – dostaliśmy kawał meczu. Ale niektórym trudno będzie przełknąć jego ostateczne rozstrzygnięcie.
Po dwudziestu sekundach pierwsza setka, Uzbekistan o krok od piorunującego otwarcia. Dobitka wpadła nawet do siatki, ale ze spalonego, sędziowie nie mili wątpliwości. Zaczęło się jednak od mocnego uderzenia i potem było już co najmniej nieźle. Gole, wysoka intensywność, kontrowersje, kilka naprawdę fajnych akcji i odwrócone losy rywalizacji
Tym występem Uzbecy zapracowali sobie na szacunek, ale w pewnym momencie chyba brakło im prądu. W debiucie na mistrzostwach zapłacili frycowe, bywa i tak. Kongijczycy byli natomiast w niemałych tarapatach, ale jakoś się z tego wykaraskali. Awans był na wyciągnięcie ręki, więc wstydem byłoby po niego nie sięgnąć.
DR Konga – Uzbekistan 3:1. Genialny gol Szomurodowa na start
Nie dość, że to wymyślił, to jeszcze potem perfekcyjnie wykonał, czapki z głów. Eldor Szomurodow może startować z tym golem w plebiscycie na najładniejsze trafienie mistrzostw, nie przesadzamy. Może niewiele było tam siły, ale precyzji było aż nadto.
Uzbekom wystarczyło niewiele – jedno dłuższe podanie, nieco ekwilibrystyczne odegranie Abbosbeka Fajzullajewa i błysk geniuszu Szomurodowa. Napastnik Białych Wilków widział doskonale, że w jego kierunku wyrwał się ze swojej linii bramkowej Lionel Mpasi i postanowił wykorzystać okazję. Efektownym lobem z dosyć ostrego kąta pokonał golkipera i narobił bigosu nadal wierzącym w awans Kongijczykom.
Szukali od pierwszego gwizdka i trafili, ale jak! 🔥 Uzbekistan na prowadzeniu.
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐃𝐑 𝐊𝐎𝐍𝐆𝐎 – 𝐔𝐙𝐁𝐄𝐊𝐈𝐒𝐓𝐀𝐍 👉 https://t.co/2b57UdiwBa pic.twitter.com/YCvia8sjJS
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 27, 2026
Ci musieli grać o pełną pulę i grali, a jakże! Szybko rzucili się do odrabiania strat i po równie ładnej – prawie takiej, jak ta Uzbeków – akcji piłka zatrzepotała w siatce. Sędziowie dopatrzyli się jednak faulu strzelającego Nathanaela Mbuku we wcześniejszej fazie ataku i ostatecznie gola anulowali. Obrazu gry nie mogło to zmienić. Uzbekistan grał bowiem tylko o honor (potencjału na strzelenie siedmiu czy ośmiu goli przez podopiecznych Fabio Cannavaro raczej nie było), a Kongijczycy nadal mieli niemałe szanse na awans do dalszej fazy rozgrywek. Im wystarczyło po prostu zwycięstwo, więc – po prostu – atakowali.
Tylko i aż.
Uzbekistan chciał pociągnąć DRK na dno…
Te ataki były jednak bardzo chaotyczne. Przy polu karnym, nawet w jego obrębie kręcił się Wissa, ale właśnie – kręcił, nic więcej. Wiele od siebie nie dawał też Bakambu, który od Wissy był nawet mniej produktywny. Lepiej wyglądali Mbuku i Cipenga, nakręcając się pozytywnie na skrzydłach, ale z bocznego sektora trzeba w końcu do kogoś zagrać. A tu znów pojawiał się problem Wissy i Bakambu. Drugą połowę otworzyła beznadziejna próba tego pierwszego – daleko od celu, z dziesiątego metra.
Chwilę później oddech wstrzymywaliśmy już pod bramką Kongijczyków, gdzie Szomurodow dalej wyrażał chęci do pokazania rywalom, jak to się robi. Po raz kolejny grał bardzo miękko, pomysłowym strzałem szukał długiego rogu bramki. Im dalej w las, tym rzadziej Uzbecy zapędzali się w pole karne przeciwnika, lecz kiedy już to robili, to wyglądało to naprawdę groźnie. Kongijczycy postawili na ilość, ale o jakości kompletnie zapomnieli.
Z pomocą przyszedł im jednak niespodziewanie, rozgrywający wcześniej dobre zawody, Abdukodir Chusanow. Obrońca Manchesteru City przekroczył przepisy we własnym polu karnym i obniżając swoją notę podbił ocenę meczową Wissy. Kongijczyk najpierw wywalczył jedenastkę, potem ją wykorzystał i przywrócił Lamparty do walki o wyjście z grupy.
Zmiana na lepsze. O wiele lepsze
W międzyczasie swój kiepski występ zakończył Bakambu, za którego na boisku zameldował się Fiston Mayele. No i jak się zameldował! Atak Kongijczyków rozhulał bez większych problemów, widać było, że mu się chciało zrobić coś konkretnego. Szybko chęci zamienił w czyny – to on uprzedził Nematowa strzelając na 2:1. To on dalej naciskał na przeciwników, nie dając im zaznać nawet chwili spokoju. I to przy nim – wierzymy, że to był powód – wreszcie zakwitł Wissa, który w pierwszej połowie wyglądał beznadziejnie, a mecz kończy z dubletem.
Bo zasadził też gola na 3:1, kiedy Uzbecy ledwo już stali na nogach i naprawdę mieli dość. Będą pewnie czuli po tym wszystkim spory niedosyt, bo relatywnie niewiele zabrakło do zgarnięcia chociaż jednego punktu w tym mundialowym debiucie. Podopiecznym Fabio Cannavaro pozostaje zadowolić się dwiema zdobytymi bramkami i wiarą w to, że za cztery lata będą mieli okazję spróbować mistrzostw świata ponownie.
Ocena atrakcyjności meczu: 5/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix