Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J

Jan Broda

Autor:Jan Broda

24 czerwca 2026, 08:16 • 3 min czytania 14

Reklama
Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J

Faza grupowa wielkich turniejów rządzi się swoimi prawami. Niekiedy tyleż absurdalnymi, co obrzydliwymi. Widzieliśmy już Portugalię na Euro 2016, która wyszła z grupy z trzema remisami na koncie, widzieliśmy też niski pressing w meczu Polski z Japonią na mundialu 2018. Nie inaczej jest i tym razem. Pamiętacie hańbę w Gijón? No to teraz zanosi się na hańbę w Kansas City. W roli głównej, podobnie jak w 1982 roku, Austria i Algieria. 

Reklama

Stawiasz 2 zł i zgarniasz bonus 500 zł za wygraną Brazylii ze Szkocją – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczyBrazylia vs Szkocja - promocja Superbet

Aby lepiej zrozumieć cały kontekst, na początek szybki rzut oka na tabelę grupy J:

  • 1. Argentyna (6 pkt; bilans 5:0)
  • 2. Austria (3 pkt; 3:3)
  • 3. Algieria (3 pkt; 2:4)
  • 4. Jordania (o pkt; 2:5)

Czyli, podsumowując, Argentyna po dwóch kolejkach ma już pewny awans, Jordania z kolei może już pakować się z powrotem do domu. W grze pozostają zatem Austria i Algieria, które zmierzą się ze sobą bezpośrednio w trzeciej serii gier.

Z pozoru mogłoby się wydawać, że remis urządza obydwie drużyny, a co za tym idzie, jednej i drugiej stronie będzie zależało na podziale punktów, po którym bezpiecznie zameldują się w fazie pucharowej. W teorii tak, w praktyce zaś nie do końca.

Reklama

Algieria – Austria. Przegrany największym zwycięzcą? Kuriozalna sytuacja w grupie J i widmo „hańby w Kansas City”

Wszystko jest podyktowane drabinką. Drugiej drużynie z grupy J przyjdzie zmierzyć się w 1/16 finału ze zwycięzcą grupy H, której liderem w tym momencie jest Hiszpania. Jeśli chodzi rywala trzeciego zespołu z tej grupy, tutaj sprawa nie jest już taka prosta, bo w grę wchodzi konfrontacja ze zwycięzcami grup B, D, G, K oraz L. Z jednej strony można wpaść więc – pod warunkiem, że obecny układ tabeli nie ulegnie zmianie – na potęgi jak Portugalia czy Anglia, ale również na takie ekipy jak USA, Kanada oraz Egipt.

Wnioski nasuwają się same. Ani Austrii, ani Algierii paradoksalnie może nie opłacać się…. grać o zwycięstwo i, co za tym idzie, wyższe miejsce tabeli. Scenariusz, o którym mówimy, jest jak na razie czysto hipotetyczny, ale równocześnie wielce prawdopodobny. Wszystko wskazuje na to, że obie reprezentacje staną przed „wyborem” gry w kolejnej fazie bądź z faworytami do triumfu, bądź potencjalnie słabszym rywalem.

Konsekwencje łatwo sobie wyobrazić. W przypadku Austrii zwycięstwo lub remis oznacza, że na pewno będzie finiszować na drugim miejscu, co sprawia, że najkorzystniejszym wynikiem byłaby… porażka, najlepiej w jak najmniejszym wymiarze, która zdegradowałaby ją do potencjalnie gorszej drabinki. Algieria z kolei nie może wygrać, jeśli nie chce grać z Hiszpanią w kolejnej rundzie.

Warto zaznaczyć, że trzy punkty nie dają gwarancji automatycznego awansu z trzeciego miejsca, natomiast przy optymalnym bilansie bramkowym plus minus w okolicach zera raczej powinno to wystarczyć.

Reklama

Absurd? Witamy na mistrzostwach świata! Największy paradoks i chichot losu polega na tym, że już raz w przeszłości Austria grała podobny mecz na mundialu w 1982. Wówczas Austriacy w ostatniej kolejce podłożyli się RFN i celowo dali się ograć 0:1. Tym samym do fazy pucharowej awansowała zarówno Austria, jak i Niemcy Zachodnie kosztem, o ironio, Algierii! Ten mecz przeszedł do historii pod nazwą hańby z Gijón. Co ciekawe, od tamtej pory wszystkie mecze ostatniej kolejki fazy grupowej są rozgrywane o tej samej porze, aby uniknąć tego rodzaju nadużyć. Jak widać jednak, historia lubi się powtarzać, a w Kansas City – 44 lata później – może zatoczyć koło.

Mecz Algieria – Austria odbędzie się w niedzielę 28 czerwca o godz. 4:00 czasu polskiego.

Fot. Newspix

Reklama
14 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama