Z jednej strony to całkowicie zrozumiałe. Cóż innego można było zrobić po absolutnej kompromitacji w poprzednim sezonie, buńczucznych zapowiedziach i transferach, które, zgodnie z panującym wśród kibiców przekonaniem, robiono „na dwa uda”, parokrotnie trafiając na opcję „nie uda”. Czyszczony teraz niemal do spodu pion sportowy łódzkiego klubu zaliczył zimą kilka niezłych transferowych trafień, ale to mimo wszystko za mało wobec skali niepowodzenia. Ten projekt nieuchronnie zbliżał się do końca od momentu, w którym było jasne, że Widzew zawiódł i będzie drżał o ligowy byt. Z drugiej strony – to znowu rewolucja.
Kibic Widzewa powinien mieć pod ręką Aviomarin, przynajmniej przez ostatnie półtora roku. Takie bujanie fajne jest na „pirackim” statku w Kołobrzegu, ale w Ekstraklasie prowadzi tylko do tego, że człowiekowi się kręci w brzuchu i cofa. Projekt ten doszedł już jednak do takiego momentu, w którym nie da się na bujnięcie zareagować inaczej niż kontrbujnięciem. Teraz zacznie toczyć się walka o to, by na najbliższych kilka lat była to ostatnia wielka rewolucja w widzewskich gabinetach.
Od 10 sierpnia Dyrektorem Pionu Sportowego Widzewa Łódź będzie Łukasz Masłowski 🇦🇹
Do Klubu dołączyli też Dyrektor Sportowy Artur Płatek oraz Dyrektor Scoutingu i Rekrutacji Piotr Kosiorowski 🆕
Więcej: https://t.co/nsjEsaLGpB pic.twitter.com/UbdohDv6zA
— Widzew Łódź (@RTS_Widzew_Lodz) June 24, 2026
Widzew i rewolucja. Nihil novi sub sole
Skala zmian jest duża. Niby tylko trzy nazwiska mniej i trzy nazwiska więcej, niby na boisku nie zobaczy człowiek różnicy, ale to ważny sygnał do nowego otwarcia. Jeśli ubiegły sezon uznamy za poligon treningowy dla Roberta Dobrzyckiego, to dziś możemy się zacząć zastanawiać, jakie będą efekty owego treningu. Do celów „naukowych” proponuję właśnie takie podejście – przyjmijmy, że faktycznie minione miesiące były jazdą testową, podczas której nowy właściciel dowiedział się, że tego jeszcze nie rozumie, tego może nie potrafi, a tym go zaskoczyła Ekstraklasa. Upchnął w jednym sezonie możliwie najwięcej różnych wariantów i może zorientował się, że:
- to nie były dobre warianty;
- wariantów było za dużo.
Zawsze to jakaś nowa wiedza, którą Robert Dobrzycki posiadł empirycznie i teraz nie musi się pod tym względem posiłkować zdaniem i doświadczeniem ludzi z branży. Zawsze pozostaje jednak niepewność, może nieufność, na którą Widzew solidnie sobie zapracował. Tylko od marca ubiegłego roku, od momentu przejęcia klubu przez właściciela Panattoni Europe, łódzki klub miał czterech trenerów i nominalnie dwóch, choć naprawdę trzech dyrektorów sportowych.A może i było ich nawet więcej, bo nazwy kolejnych stanowisk tworzonych w pionie sportowym wprowadzały w pewnym momencie wielki chaos w struktury Widzewa. Zastanawialiśmy się nawet, czy nie potrzeba tam jeszcze więcej dyrektorów i koordynatorów od dyrekcji i koordynacji.
Z czasem struktura jako tako się wyklarowała, na froncie transferowym główne role pełnili Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski, wspierani przez Sławomira Rafałowicza. Wszyscy trzej odchodzą z klubu, zastąpieni przez nowy tercet. Łukasz Masłowski zostaje Dyrektorem Pionu Sportowego, zdaje się, że pełni funkcję nadrzędną. Za budowę zespołu ma też odpowiadać Artur Płatek, od teraz będący Dyrektorem Sportowym, a rolę Dyrektora Scoutingu i Rekrutacji przyjął Piotr Kosiorowski.
– Budujemy Pion Sportowy oparty na doświadczeniu, odpowiedzialności i jasno określonych kompetencjach – podsumowuje pełniący od niedawna także rolę prezesa Dobrzycki.
Jasno. Określonych. Kompetencjach. Na dobry początek to może wystarczyć.

Łukasz Masłowski ma poprowadzić Widzew do upragnionego sukcesu
Październikowy przewrót na łapu capu. Teraz wygląda to lepiej
Abstrahując kompletnie od nazwisk (znanych przecież w polskiej piłce i kojarzących się całkiem pozytywnie – na szerszą analizę pewnie przyjdzie moment) zauważyć należy, że ta zmiana może i została zrobiona w środku okienka, ale chociaż ma ona naprawdę dogłębny charakter i nie udaje rewolucji, a faktycznie nią jest. Gdy właśnie pożegnany tercet Adamczuk-Burlikowski-Rafałowicz przychodził do Widzewa w październiku ubiegłego roku, nie można było mieć pewności, że to poukładane.
Bo równolegle pracę mieli przecież dotychczas wystarczający w roli dyrektora sportowego Mindaugas Nikolicius czy dyrektor do spraw rekrutacji Igor Cerina. Do już zamieszanego kociołka z zupą dorzucono trzy kolejne składniki, zamiast ugotować nową zupę. A że na koniec okazało się, że te składniki kompletnie do siebie nie pasują, to nic dziwnego że dziś Widzew rękami Dobrzyckiego wylewa całą zawartość gara.
Jeśli rewolucja ma się udać, to trzeba w nią od początku do końca wierzyć. Ja tej wiary w momencie zatrudnienia ostatnich dyrektorów nie widziałem, a jeśli były jakieś tej wiary cienie, to wraz z kolejnymi boiskowymi niepowodzeniami zespołu i one zaczęły zanikać. Z perspektywy czasu wydaje się zresztą, że niektóre ruchy były podyktowane czymś na kształt paniki, może niedowierzaniem, że Widzew nie odpalił z marszu. Nietrafiona decyzja pociągała za sobą kolejną, ta kolejną i… blisko było katastrofy.
Teraz nowy kierunek mogą wyznaczyć pozytywy wybijające się z tamtego burzliwego okresu. Zatrudnienie Wiśniewskiego i Drągowskiego okazało się niezłym pomysłem, więc teraz Widzew poszedł po Świderskiego. Cały czas rośnie ośrodek treningowy w Bukowcu. Prędzej czy później – to inwestycja miejska, więc pewnie później – do użytku oddane zostanie też boisko treningowe przy stadionie. Pieniędzy nie ubywa, kadra zdaje się na dziś całkiem stabilna, w szatni nikt nie zapowiada trzęsienia ziemi. Teraz jeszcze nowy pion sportowy z jednym z twórców mistrzowskiej Jagiellonii na czele.
– Do Widzewa dołączają osoby, które przez lata udowodniły swoją wartość w klubach Ekstraklasy i na rynku piłkarskim. Wierzymy, że ich wiedza i umiejętności pozwolą nam skutecznie realizować długofalową strategię rozwoju sportowego klubu. Jednocześnie chcemy rozwijać nowoczesny model zarządzania, w którym istotną rolę będzie odgrywać przejrzysta polityka wynagradzania, w większym stopniu powiązana z realizacją celów i osiąganymi wynikami – mówi Robert Dobrzycki w oficjalnym komunikacie klubu. Brzmi fajnie, ale…
Nauczył nas już Widzew, by weryfikację przeprowadzić za jakiś czas, a nie od razu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix