Zeszło z nocki #10. Wielka Holandia, wielkie Curacao!

Antoni Figlewicz

21 czerwca 2026, 08:52 • 15 min czytania 1

Reklama
Zeszło z nocki #10. Wielka Holandia, wielkie Curacao!

Informacja dnia może być tylko jedna. Curacao potrafi grać w piłkę i nawet punktować! Wielki to był mecz Eloya Rooma, bramkarza mundialowego kopciuszka, który po meczu przekonywał, że bezbramkowy remis z Ekwadorem smakuje jak wygrana. 

Reklama

No i pewnie ma rację, nikt raczej się nie spodziewał, że Curacao zdobędzie na tych mistrzostwach świata jakikolwiek punkcik, a tu wygląda wręcz na to, że na turniej załapały się nawet jakieś gorsze drużyny. Jedna z nich dostała lanie od Japonii, która ściga się na gole z Holandią. I nie jest na przegranej pozycji, choć Oranje dotkliwie sprali Szwedów.

Mistrzostwa świata 2026. Holandia – Szwecja 5:1

  • 1:0 Brobbey – 5′
  • 2:0 Brobbey – 17′
  • 3:0 Gakpo – 47′
  • 4:0 Gakpo – 54′
  • 4:1 Elanga – 59′
  • 5:1 Summerville – 89′

Po tym, jak Szwedzi pokonali w pierwszym spotkaniu 5:1 Tunezję, pojawiły się głosy, że mogą być czarnym koniem turnieju. Chwalono ich świetny atak – Alexandra Isaka w duecie z Viktorem Gyokeresem – a zapomniano trochę w tym wszystkim o słabej obronie. Szwecja od dawna ma problem z defensywą, ostatni raz zachowała czyste konto w czerwcu 2025 roku, gdy pokonała 2:0 Węgrów. I to po raz kolejny dało o sobie znać. Już po 17 minutach było 2:0 dla Holandii, po dwóch trafieniach Briana Brobbeya.

Drugi gol padł po takiej akcji:

Reklama

Później Szwedzi trochę poprawili grę i kreowali sobie szanse. Ale drugą połowę znów zaczęli fatalnie, tracąc kolejne dwa gole. Zespół Grahama Pottera odżył, gdy na boisku pojawił się Anthony Elanga, który dał świetną zmianę i strzelił gola, ale piłkarz Newcastle trochę nie miał z kim grać. I to Holendrzy dołożyli jeszcze jedno trafienie, a konkretnie rezerwowy Crysencio Summerville.

Szwecja – Tunezja 5:1, Holandia – Szwecja 5:1.

To jaka jest prawda o tej reprezentacji Szwecji? Wydaje się, że w jej ostatnim grupowym meczu z Japonią faworytem będzie jednak drużyna z Azji.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Holandia – Szwecja

Cody Gakpo, ale to jest ciekawy przypadek zawodnika. Jego poprzedni sezon w Liverpoolu był bez szału: we wszystkich rozgrywkach w 52 meczach strzelił dziewięć goli i miał sześć asyst. Przeciwko Szwecji – znakomity. Najpierw asysta przy pierwszym golu, a później dwa trafienia. Gakpo to bez wątpienia piłkarz dużych turniejów reprezentacyjnych.

Zobaczcie:

  • Mundial w Katarze – pięć meczów, trzy gole
  • Euro 2024 – sześć spotkań, trzy gole i jedna asysta
  • Obecny mundial – dwa spotkania, dwa gole, jedna asysta

Teraz w dodatku z Brobbeyem zrobili rzecz, która udała się Holendrom na mundialu dopiero drugi raz w historii:

Reklama

Jako minusa spotkania wskazaliśmy Isaka Hiena. Od gościa z Atalanty Bergamo po prostu trzeba wymagać więcej. Ok, przy bramce na 1:0 to była sytuacja, gdy obrońcom nie jest łatwo reagować, bo Brobbey najpierw rozegrał piłkę, ta poszła na lewą stronę, a Gakpo świetnie dograł. Ale Hien powinien wyciągnąć wnioski, a tego nie zrobił. Przy golu na 2:0 Brobbey uwolnił się od niego z jeszcze większą łatwością.

Co się działo w meczu Holandia – Szwecja?

Obok samego wyniku naszą uwagę zwróciło kilka rzeczy. Holendrzy pierwsze trzy gole zdobyli praktycznie w identyczny sposób: podanie do boku, pójście z piłką do przodu i zagranie wzdłuż bramki, plus wykończenie: dwa razy Brobbeya, i raz Gakpo. To spotkanie pokazało też (w pierwszej połowie), jak dużo może się zmienić po przerwie na nawodnienie. Holendrzy gnietli, prowadzili 2:0, a po przerwie, która tak naprawdę jest piłkarskim odpowiednikiem czasów, znanych z innych dyscyplin, statystyki zmieniły się bardzo mocno. Sami zobaczcie:

Reklama

Ciekawa była roszada w drugiej połowie w reprezentacji Szwecji. Na boisku pojawił się Anthony Elanga i dał świetną zmianę. Był najlepszy w swojej drużynie: zdobył bramkę, a później w jednej z akcji ośmieszył i łatwo ograł Micky’ego van de Vena. To o tyle ciekawe, że Holender to jeden z najszybszych obrońców na świecie.

Holandia dzięki efektownemu zwycięstwu dobiła też do imponującego łącznego wyniku na mundialach:

Reklama

Niesamowici byli też w Houston holenderscy kibice. Zobaczcie, jak bawili się pod stadionem:

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Holandia – Szwecja

Brobbey w spotkaniu ze Szwecją już po 17 minutach miał na koncie dwa gole. To był jego 14. mecz dla reprezentacji narodowej i druga oraz trzecia bramka. „Napastnik Sunderlandu w 17 minut zdobył więcej bramek dla Holandii niż wcześniej przez 482 minuty” – pisaliśmy w relacji z tego meczu. 

Okazuje się, że napastnik Holendrów, dzięki swojemu wyczynowi, stał się trzecim graczem w  ostatnich 40 latach w mistrzostwach świata:

Reklama

I jeszcze jedno – w tej akurat klasyfikacji Brobbey zajmuje po spotkaniu ze Szwecją czwarte miejsce. Mowa o najwcześniejszej bramce dla reprezentacji Holandii, strzelonej w mistrzostwach świata:

A wiecie, kiedy Szwecja ostatni raz na mundialu przegrała mecz trzema golami lub wyżej? Okazuje się, że trzeba się cofnąć do finału mistrzostw świata sprzed… 68 lat:

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Niemcy – WKS 2:1

  • 0:1 – Kessie 30′
  • 1:1 – Undav 68′
  • 2:1 – Undav 90’+4

Po dwunastu latach znów zobaczymy Niemców w fazie pucharowej mistrzostw świata. A Wybrzeże Kości Słoniowej na pierwsze wyjście z grupy musi jeszcze poczekać chociaż kilka dni. Awans Słoniom raczej nie ucieknie, bo na horyzoncie starcie „jedynie” z Curacao. Jeszcze do 60. minuty wydawało się, że to Iworyjczycy zameldują się w 1/16 finału, a Niemcy klasycznie rozczarują na mundialu. Do tamtego momentu piłkarze Juliana Nagelsmanna wyglądali, jakby w przerwie poszli do strefy kibica po colkę i nie zdążyli jeszcze wrócić na drugą połowę.

Reklama

Wtedy jednak Nagelsmann zagrał kartą Deniza Undava. Napastnik Stuttgartu wszedł z ławki i odwrócił wynik. Jego statystyki w kadrze są nieprawdopodobne. Zagrał w reprezentacji jedenaście razy, a na boisku spędził 430 minut, czyli średnio 40 w meczu. Mimo to zdążył w tym czasie strzelić dziewięć goli i dorzucić cztery asysty. Bramkę dla Die Mannschaft zdobyła średnio co 48 minut, a bezpośredni udział przy golu notuje średnio co 33 minuty. Teraz selekcjoner nie ma już chyba wyjścia i musi przywrócić napastnika Stuttgartu do podstawowego składu.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Niemcy – WKS

Bez dwóch zdań kozakiem rozegranego w Toronto meczu był Deniz Undav. W 60. minucie, kiedy bardziej pachniało golem na 2:0 dla WKS, wszedł z ławki i już osiem minut później doprowadził do remisu. A w doliczonym czasie ustrzelił dublet na wagę oczekiwanego od dwunastu lat wyjścia z grupy. Do tej pory Roger Milla był najlepszym rezerwowym w historii mundiali. W 1990 roku po wejściach z ławki strzelił cztery gole i dorzucił asystę. Teraz takich jokerów jest dwóch. Z Curacao Undav w ciągu 20 minut od wejścia zaliczył dwie asysty oraz brameczkę.

W debiucie na mundialu mógł stać się bohaterem, a został badziewiakiem. Aż prosiło się, żeby Simon Adingra od razu uderzył lewą nogą, lecz on postanowił jeszcze przełożyć sobie piłkę. No i został skasowany przez Leona Goretzkę, który dopiero co wszedł z ławki. – Piłka nagradza momenty, a gdy ten nadszedł, Adingra potraktował go jak gorącego ziemniaka. Nie można marnować takich okazji na tym poziomie. Bramka na niego patrzyła, błagała go, by zostać dotknięta, a on jakimś cudem zamienił złoto w pył – grzmiał w FOX Sports Thierry Henry.

Reklama

Co się działo w meczu Niemcy – WKS?

Serce taty Jonathana Taha chyba było tego wieczora rozdarte. Ojciec reprezentanta Niemiec pochodzi bowiem z Wybrzeża Kości Słoniowej. Defensor Bayernu mówił zresztą na przedmeczowej konferencji prasowej, że to dla niego „wyjątkowy mecz” i „nie może się go doczekać”.

Reklama

Rozdarta podczas tego wieczora musiała być też część kibiców Lipska – trzymać kciuki za swoją reprezentację czy za największą gwiazdę swojego klubu. Chodzi, oczywiście, o Yana Diomande, który pierwszy pełny sezon w seniorskiej piłce skończył z 22 punktami w kanadyjce. W pierwszej połowie 19-latek pokazał zresztą, dlaczego Lipsk chce za niego trzycyfrową kwotę. To on napędził zakończoną golem akcję.

Reklama

We wszelkich zapowiedziach tego meczu Diomande był pierwszoplanową postacią. W pomeczowych analizach mówić już się jednak będzie przede wszystkim o Undavie, który swego czasu mógł trafić do… Śląska Wrocław. Bartosz Wieczorek z TVP Sport przypomniał, że bohater naszych zachodnich sąsiadów do Ekstraklasy mógł trafić sześć lat temu z trzeciej ligi niemieckiej. W stolicy Dolnego Śląska miał walczyć o miejsce w składzie z Erikiem Exposito. Wybrał jednak Belgię i drugoligowy wówczas Royale Union, i chyba dobrze na tym wyszedł.

Ciekawa statystyka z meczu Niemcy – WKS

Niemcy z Iworyjczykami zmierzyli się dopiero drugi raz w historii. Podczas poprzedniego spotkania tych drużyn debiut w reprezentacji na niemieckiej ziemi zaliczył Manuel Neuer. Kolejne starcie ze Słoniami też było dla kapitana Bayernu wyjątkowe. Został bowiem rekordzistą wśród bramkarzy pod względem liczby występów na mistrzostwach świata. Przebił dorobek Hugo Llorisa, który na mundialach rozegrał 20 meczów. A gdyby jego zespół doszedł do półfinału, 40-latek stanie się Niemcem z największą liczbą meczów na mistrzostwach świata.

Reklama

Szkoda tylko, że Neuer jest pierwszym od 2010 roku golkiperem, któremu WKS wpakowało bramkę w pierwszej połowie meczu mistrzostw świata. W międzyczasie Iworyjczycy strzelili na mundialu sześć goli i wszystkie w drugiej połowie. Ostatnim, który na mistrzostwach świata przeciwko WKS-owi skapitulował jeszcze przed przerwą był bramkarz… Korei Północnej. Afrykańczycy wygrali tamten grupowy mecz 3:0.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Curaçao – Ekwador 0:0

W pierwszej kolejce fazy grupowej Curaçao zaimponowało strzeleniem gola Niemcom, lecz – biorąc pod uwagę końcowy rezultat tego spotkania, brutalny dla ekipy z Karaibów – wydawało się, że mniej więcej na tyle podopiecznych Dicka Advocaata stać. To znaczy: że mogą trochę poszumieć w ofensywie, ale w ostatecznym rozrachunku mundialowy debiut zakończą bez punktu i z potężnym bagażem straconych bramek. Ach, jakże chybione były tego rodzaju przypuszczenia!

Po drugiej serii spotkań Curaçao nie tylko ma już punkt na koncie, ale zachowało też w konfrontacji z Ekwadorem czyste konto.

To jest naprawdę wielka sprawa.

Reklama

Nie ma co ukrywać, Ekwadorczycy przyczynili się do tego sukcesu koszmarną wręcz nieskutecznością. Sam Enner Valencia spokojnie mógł zakończyć ten mecz z hat-trickiem. Gdyby na samym początku spotkania nie zmarnował doskonałej strzeleckiej szansy, zapewne żadnej niespodzianki by nie było. No ale to już nie jest problem Curaçao, które – co najważniejsze – wydatnie pomogło szczęściu. Najwięcej będzie się po tym meczu mówiło na temat wyczynów Eloya Rooma, no i słusznie, bo doświadczony bramkarz fruwał między słupkami i wielokrotnie wyciągał swoją drużynę z poważnych opresji. Ale zaznaczmy, że Curaçao potrafiło też odpychać Ekwadorczyków spod własnej bramki. Ba, wykreowało sobie kilka świetnych okazji bramkowych. To nie była w żadnym wypadku obrona Częstochowy.

Z perspektywy Ekwadoru ten rezultat jest kompromitujący. Ale w sumie to nawet nie mamy ochoty się znęcać nad ekipą z Ameryki Południowej. Wolimy doceniać wyczyn Curaçao. O tym meczu będzie się pamiętało po latach!

Kozak i badziewiak meczu Curaçao- Ekwador

Tytuł najlepszego zawodnika spotkania – to rzecz oczywista – zgarnia u nas Eloy Room. Facet obronił piętnaście (!) strzałów, w tym kilka naprawdę groźnych. Widać było, że napompował się pierwszymi udanymi interwencjami, jeszcze w pierwszej połowie, no a po przerwie odbierał już ekwadorskim napastnikom smak życia kolejnymi robinsonadami. Strzelali mu z pola karnego i z dystansu. Z gry i po stałych fragmentach. Wszystko na nic.

Room był w tym spotkaniu nie do pokonania.

Reklama

Najboleśniej przekonał się o tym Enner Valencia, którego wytypowaliśmy na badziewiaka. Tak naprawdę już w drugiej minucie solidnie zapracował na ten tytuł, gdy zepsuł wyborną szansę do zapewnienia swojemu zespołowi prowadzenia. Gdyby nie spartaczył tej setki, prawdopodobnie Ekwador zaliczyłby łatwe zwycięstwo. No ale weteran się pomylił, a potem dokładał kolejne i kolejne sknocone okazje. Na dodatek na finiszu rywalizacji próbował wyłudzić rzut karny.

Coś nam się wydaje, że 36-latek zostanie w ekwadorskich mediach rozjechany walcem, niezależnie od jego zasług z przeszłości dla drużyny narodowej.

Reklama

Co się działo w meczu Curaçao – Ekwador?

Para królewska Niderlandów dopingowała Curaçao z perspektywy trybun. Co za dzień dla Holendrów, tak swoją drogą!

Fani ekipy z Karaibów przypomnieli, że przydomek „Niebieska Fala” nie wziął się znikąd.

Dick Advocaat nie ukrywał wzruszenia po tym, jak jego podopieczni sięgnęli po historyczny punkt na mundialu.

Ciekawa statystyka z meczu Curaçao – Ekwador

Piętnaście skutecznych interwencji Eloya Rooma to drugi najlepszy wynik w historii mistrzostw świata (odkąd prowadzone są tego rodzaju statystyki, czyli od 1966 roku). Golkiper Curaçao jednak jednak mundialowym rekordzistą, jeśli brać pod uwagę tylko mecze zakończone po 90 minutach, bez dogrywek.

Enner Valencia zmarnował aż cztery duże sytuacje bramkowe.

Curaçao zostało krajem o najmniejszej populacji, któremu udało się zdobyć punkt na mistrzostwach świata.

Mistrzostwa świata 2026. Tunezja – Japonia 0:4

  • 0:1 – Kamada 4′
  • 0:2 – Ueda 31′
  • 0:3 – J. Ito 69′
  • 0:4 – Ueda 83′

Co tu dużo mówić – Tunezja jest cieniutka, jak sik pająka. Naprawdę żal było patrzeć, jak systematyczni, dobrze zorganizowani Japończycy raz za razem rozbijali jej defensywę. Albo raczej coś, co tę defensywę udawało – Orły Kartaginy przyjechały na mundial bez jakichkolwiek atutów i udają ogromne tym faktem zaskoczenie.

Nam się raczej wydaje, że tu nie ma się czym specjalnie dziwić. Tak koszmarnie zorganizowanego zespołu ze świecą szukać i strach teraz myśleć o zbliżającym się starciu Tunezyjczyków z Holendrami. Piątka przyjęta od Szwecji, czwórka od Japonii. Tak wygląda typowy turniejowy chłopiec do bicia.

Kozak i badziewiak meczu Tunezja – Japonia

Skoro już jedziemy z reprezentantami Czarnego Lądu, to jedźmy do końca. Koszmarne oceny dostali za ten mecz właściwie wszyscy piłkarze Herve Renarda, którzy nie pokazali, by posłużyć się znanym nawałkizmem, zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Za symbol tej porażki może zostać uznany Montassar Talbi, który teoretycznie powinien dowodzić linią obrony. Teoretycznie, bo raz, że nie miał czym dowodzić, a dwa, że sam walił babole. Przy pierwszym golu Uedy zamiast doskoczyć do rywala, postanowił mu się tylko poprzyglądać. Potem, przy trafieniu Ito, wyszedł wyżej, cholera wie po co. Zostawił za swoimi plecami wolną przestrzeń, a Ben Hamida nie dał już rady połatać dziury i było 0:3. Przy ostatnim golu… nawet nie wiadomo, gdzie Talbi był, kiedy Ueda niepilnowany uderzał piłkę głową.

A jeśli już o tym mowa – Ayase Ueda rozegrał kapitalne spotkanie. Wyróżnilibyśmy pewnie jeszcze kilku jego kolegów, ale to zawodnik Feyenoordu Rotterdam ustrzelił dublet i zanotował asystę, czyli zwyczajnie miał największy bezpośredni wpływ na wynik meczu z Tunezją. Dobrze wyglądała cała linia ofensywna, lecz jej gwiazdą był dziś właśnie 27-latek.

Co się działo w meczu Tunezja – Japonia?

Tysięczny mecz w historii mundiali, jak cudownie to brzmi! Na boisku świętowali ten jubileusz tylko piłkarze z Japonii, ale dziś wszyscy mamy okazję ku temu, by uświadomić sobie, jak wiele przez te lata wydarzyło się w najważniejszym piłkarskim turnieju na świecie. Kamień milowy to niebagatelny, na kolejny taki przyjdzie nam czekać pewnie ze czterdzieści lat.

Zapamiętajcie więc chociaż wynik, żeby w przyszłości szpanować w różnego rodzaju piłkarskich quizach. Tunezja – Japonia 0:4.

Ciekawa statystyka z meczu Tunezja – Japonia

Będą nawet dwie, bo jedna nie jest specjalnie ciekawa, ale jasno dowodzi, że Tunezja nie była w stanie nawiązać jakiejkolwiek rywalizacji z Japonią. Dwa strzały. Przez cały mecz Orły Kartaginy oddały dwa strzały. Żaden z tych strzałów nie był nawet celny, więc niezatrudniony Suzuki nudził się w bramce rywali niesamowicie.

Druga interesować może bardziej. Opta Analyst pokazuje w liczbach wielką boiskową dominację Japończyków – duet środkowych pomocników, czyli Tanaka i Sano, wymienił tylko między sobą aż 143 podania. Dla porównania – wszystkich celnych podań Tunezyjczyków nie było nawet dwa razy więcej (284).

Fot. Newspix

1 komentarz
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama