Zeszło z nocki #8 – kanonada Kanady, kompromitacje Czechów i Azjatów

Mikołaj Duda

19 czerwca 2026, 06:07 • 13 min czytania 7

Reklama
Zeszło z nocki #8 – kanonada Kanady, kompromitacje Czechów i Azjatów

Na brak goli nie mogliśmy narzekać, a o to w głównej mierze postarali się piłkarze z Kanady oraz Szwajcarii. Ci pierwsi wręcz upokorzyli Katarczyków pakując im sześć sztuk, a podopieczni Murata Yakina po wprowadzonych zmianach poczuli wiatr w żaglach i zdobyli cztery bramki przeciwko Bośniakom. Niech to jednak nie uśpi waszej czujności. W grupie A tak kolorowo nie było…

Reklama

W dwóch spotkaniach kibice przynajmniej pooglądali sobie gole, a w Guadalajarze oraz Atlancie ani przesadnie wiele bramek nie padło, ani wielu emocji nie było, ani właściwie niczego. Czesi zagrali niczym Polacy na wielkich turniejach i skompromitowali się, remisując z RPA, a jeszcze bardziej skompromitował się bramkarz Korei, który podarował Meksykowi zwycięskiego gola.

Zapraszamy na przegląd ze spotkań z ósmego dnia mundialu!

Mistrzostwa świata 2026. Czechy – Republika Południowej Afryki 1:1

  • 1:0 – Michal Sadilek 6′
  • 1:1 – Teboho Mokoena 83′ (rzut karny)

Oj, nie porwało nas spotkanie w Atlancie. Wydawało się, że po świetnym początku Czesi poszukają kolejnych goli, które potencjalnie pomogłyby im w walce o znalezienie się w najlepszej ósemce zespołów z trzecich miejsc. Nic bardziej mylnego. Nasi południowo-zachodni sąsiedzi cofnęli się na własną połowę i czekali na Południowoafrykańczyków.

Reklama

Ci grali bardzo wolno i brakowało w ich poczynaniach odwagi, co mogło zostać skarcone na starcie drugiej połowy, kiedy to Czesi znowu odżyli, ale byli nieskuteczni. W końcówce ta bierność i ekonomiczny styl gry podopiecznych Miroslava Koubka się zemścił. Pavel Sulc zagrał ręką we własnym polu karnym, jedenastkę wykorzystał Teboho Mokoena i mecz zakończył się remisem, który nie satysfakcjonuje ani jednych, ani drugich.

Kozak i badziewiak meczu Czechy – Republika Południowej Afryki

Pośród tej bryndzy wyróżniał się przede wszystkim Ladislav Krejci. Czeski stoper już w pierwszej minucie powinien zanotować asystę, jednak jego dogrania nie wykorzystał Patrik Schick. Zakończył mecz w sumie z dwoma kluczowymi podaniami, aż czteroma oddanymi strzałami, a i pod własnym polem karnym nie popełniał błędów. No, może poza jedną sytuacją, gdy dostał żółtą kartkę za faul, ale poza tym? Koszmar Południowoafrykańczyków.

Początek meczu w Atlancie mógł sugerować, że badziewiaków będziemy szukać wśród defensorów RPA. Totalnie pogubieni byli podopieczni Hugo Broosa w obronie, ale się dźwignęli i w późniejszych minutach notowali ważne interwencje we własnej szesnastce. Zatem minusem spotkania wybieramy Pavla Sulca. Abstrahując od zagrania ręką w końcówce, Czech sporo tracił (co trzeci kontakt to strata), ale z drugiej strony mógł mieć asystę, jednak jego zagrania nie wykorzystał Sadilek.

Co się działo w meczu Czechy – Republika Południowej Afryki?

Spotkanie z wysokości trybun oglądał legendarny czeski pomocnik Pavel Nedved. Obstawiamy, że nie był zachwycony poziomem widowiska…

Reklama

Poziom był tak marny, że podczas drugiej przerwy na uzupełnienie płynów stadionowy DJ puścił „Take Me Home, Country Roads” Johna Denvera. Nie wiemy, czy chodziło mu o powrót do domu obu reprezentacji po trzech spotkaniach fazy grupowej, czy może o niego samego, że nie chce już tu być. Może nie było żadnego ukrytego przesłania. Niemniej, wyszło dość zabawnie.

Reklama

No i warto wspomnieć o cieszynce Południowoafrykańczyków. W 2010 roku zasłynęli z tańca Tshabalali, a w tym roku odwzorowali cieszynkę Cristiano Ronaldo. Portugalczyk może i gola na mundialu jeszcze nie strzelił, ale jego gesty już tak.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Czechy – Republika Południowej Afryki?

Przede wszystkim trzeba wspomnieć o sędziach. Pani arbiter Tori Penso stała się dopiero drugą kobietą w historii mistrzostw świata, która była rozjemcą meczu. Jej asystentka, Brooke Mayo, także przeszła do historii jako pierwsza arbiter LGBTQIAPN+.

Godne odnotowania było również pierwsze w historii mundialu spotkanie, w którym naprzeciw siebie stanęło dwóch szkoleniowców powyżej 70. roku życia.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina 4:1

  • 1:0 – Johan Manzambi 74′
  • 2:0 – Ruben Vargas 84′
  • 3:0 – Johan Manzambi 90′
  • 3:1 – Ermin Mahmić 90+2′
  • 4:1 – Granit Xhaka 90+7′ (rzut karny)

Trzeba było ogromnej wytrwałości i pasji do piłki nożnej, żeby wytrwać w tym meczu do tego, co najlepsze. Przez ponad 70 minut Szwajcarzy i Bośniacy przynudzali do bólu. Grali bez polotu, bez pomysłu i nie przypominali zespołow, które zasługują na jakąkolwiek zdobycz punktową. I wtedy wydarzyło się to.

To, czyli wprowadzenie na boisko Johana Manzambiego oraz Rubena Vargasa. Pierwszy strzelił dwa gole, drugi do siatki trafił raz i dorzucił jedną asystę, przy tym miał walny wpływ także na pierwsze trafienie. Piłkarze z Bałkanów długo dążyli do tego, żeby wytrwać z remisem, ale od momentu straty bramki i czerwonej kartki dla Tarika Muharemovicia w 80. minucie, wszystko spaliło na panewce.

Reklama

Szwajcaria wygrała zasłużenie, ale z taką grą jaką zaprezentowała przez zdecydowaną większość tego meczu, o niczym nadzwyczajnym na mundialu marzyć nie może.

Kozak i badziewiak meczu Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina

Miano najlepszego piłkarza tego spotkania bez cienia wątpliwości należy przypisać Johanowi Manzambiemu. Napastnik Freiburga w ciągu niespełna 20 minut od wejścia na boisko strzelił dwa gole, a także wypuścił świetnym podaniem Breela Embolo w akcji, po której z czerwoną kartką wylecial Tarik Muharemović. Szwajcar zagrał jak z nut i chyba wywalczył sobie przepustkę do podstawowej jedenastki kadry Helwetów.

Reklama

Na drugim biegunie wskazujemy wspomnianego już Muharemovicia. Bośniacy długo szanowali bezbramkowy remis, ale w ostatnim kwadransie kompletnie się pogubili, a twarzą tego chaosu jest właśnie gracz Sassuolo. Obrońca kompletnie spóźnił się ze wślizigiem chcąc powstrzymać Embolo i wyleciał z boiska. Po tej sytuacji jego zespół padł już na deski i przyjmował kolejne ciosy od rywali.

Co się działo w meczu Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina?

Złośliwi powiedzą, że niewiele… I faktycznie nie byłaby to odpowiedź znacznie mijająca się z prawdą. Show skradł jednak Manzambi i zapisał się w historii szwajcarskiego futbolu, stając się najmłodszym strzelcem dubletu dla tego kraju na mistrzostwach świata.

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina

Na zakończenie pigułki o tym meczu musimy oddać cesarzowi to, co cesarskie. Edin Dżeko wyszedł w podstawowej jedenastce Bośni i Hercegowiny, stając się tym samym dopiero czwartym piłkarzem z pola w historii mundialu, który zagrał od początku mając czterdziestkę na karku.

Pozostali? Roger Milla z czasów dawniejszych oraz bohaterzy środowi, czyli Cristiano Ronaldo i Luka Modrić. A więc jest to też turniej dla starszych ludzi!

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Kanada – Katar 6:0

  • 1:0 – Cyle Larin 16′
  • 2:0 – Jonathan David 29′
  • 3:0 – Jonathan David 45+3′
  • 4:0 – Nathan Saliba 64′
  • 5:0 – Mohammad Al Mannai sam. 75′
  • 6:0 – Jonathan David 90+2′

Obydwa zespoły przystępowały do rywalizacji w niezłych nastrojach, bo w poprzedniej kolejce zapisały po historycznym punkcie w dziejach mistrzostw świata. Katar zremisował ze Szwajcarią, a Kanada z Bośnią i Hercegowiną. Po tym, co wydarzyło się jednak w Vancouver sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Gospodarze mistrzostw pokazali, że wcale nie muszą być piłkarsko ubogim krewnym Meksyku czy Stanów Zjednoczonych. Podopieczni Jessego Marscha zrobili to, czego nie potrafili w poprzednim meczu przeraźliwie nieskuteczni Szwajcarzy.

Radość w drużynie spod znaku Klonowego Liścia zmąciła jednak historia z 53. minuty. Po faulu Assima Madibo doszło do złamania nogi kluczowego zawodnika środka pola Ismaela Kone. Sędzia po analizie VAR pokazał czerwoną kartkę, ale po końcowym gwizdku doszło do kłótni i przepychanek pomiędzy obydwoma obozami. Wzruszające było jednak to, że zmiennik Kone, a więc Nathan Saliba strzelając gola i zaliczając asystę, w najlepszy możliwy sposób okazał mu wsparcie.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Kanada – Katar

Hat-trick Jonathana Davida rozpalił atmosferę na stadionie w Vancouver i sprawił, że wokół napastnika Juventusu ucichła jakakolwiek krytyka. Przed spotkaniem kanadyjska prasa miała wątpliwości, co do formy swojego najlepszego napastnika, ale ten mundial jest dla snajperów tej ekipy świetną okazją do odkupienia. Tak było przecież przeciwko Bośni i Hercegowinie z Cylem Larinem, który przeciwko Katarowi również zresztą zapisał gola na swoim koncie.

W ekipie Kanady każdy piłkarz zasługiwał zresztą na słowa pochwały. Po skrzydłach fruwali choćby boczni obrońcy Alastair Johnston czy Richie Laryea. Po stronie Kataru wszyscy, może poza bramkarzem Abunadą i momentami skrzydłowym Afifem, wyglądali tak, jakby minęli się z powołaniem. Oczywistym antybohaterem trzeba jednak określic Assima Madibo. Reakcja środkowego pomocnika po złamaniu nogi Kone pokazywała, że jest zszokowany i na pewno nie zrobił tego celowo, jednak takich rzeźników zdecydowanie nie chcemy oglądać.

Reklama

To była już jednak druga czerwona kartka dla Kataru, który jako pierwsza drużyna na tych mistrzostwach kończył mecz w dziewiątkę. Wcześniej z boiska wyleciał bowiem Homam Al Amin za faul tuż przed polem karnym na Tajonie Buchananie.

Co się działo w meczu Kanada – Katar?

Pokaz pressingu i dynamiki w wykonaniu podopiecznych Jessego Marscha. Katar wyglądał na tle rozpędzonych Kanadyjczyków jak grupa przedszkolaków próbująca odebrać piłkę Robertowi Lewandowskiemu. Jeśli celem organizacji mundialu w Kanadzie jest poniekąd to, że niebawem być może kilku dzieciaków zastanowi się czy zamiast łyżew i hokejowego kija postawić na korki oraz piłkę do kopania, to na pewno ten mecz spełnił swoje zadanie. Obserwujący swoich rodaków z trybun premier Mark Carney mógł być dumny.

Reklama

19 rzutów rożnych Kanadyjczyków, 79% posiadania piłki, xG na poziomie 4.75 i 32 strzały – te liczby mówią wszystko, podobnie jak to, że w końcówce meczu wszystko wyglądało już jak na podwórku. Z piłką na połowie Kataru, około 40-45 metrów od bramki rywali znalazł się nawet bramkarz Maxime Crepeau. Kibice zachęcali go do uderzenia, ale golkiper Orlando City postanowił nie sprawdzać formy Abunady i oddał piłkę do kolegi z pola.

Ciekawa statystyka z meczu Kanada – Katar

Można w tym miejscu przytoczyć dwie. Kanada stała się pierwszym zespołem w historii mistrzostw świata, który strzelił pięć lub więcej goli nie będąc drużyną z Europy lub Ameryki Południowej. Mimo wątpliwej klasy rywala, z pewnością pokazali, że ich ambicje na wyjściu z grupy wcale nie muszą się kończyć. Jeśli zagrają z taką energią również przeciwko Szwajcarii, to na pewno nie stoją na straconej pozycji.

Reklama

Występ Kataru znakomicie podsumowuje z kolei statystyka mówiąca o tym, że ten zespół w jednym spotkaniu był w stanie dostać dwie czerwone kartki i jeszcze na dodatek strzelić gola samobójczego. Nikomu wcześniej w historii mundialu podobny przypadek się nie przytrafił. Rozszerzenie liczby uczestników mistrzostw świata w tym przypadku przyniosło fatalne skutki uboczne.

Mistrzostwa świata 2026. Meksyk – Korea Południowa 1:0

  • 1:0 – Luis Romo

Przy okazji poprzednich meczów zdążyliśmy już powiedzieć, że raczej nie były one najlepszymi w historii mundiali, prawda? I ten był niestety podobny. Po niezłych pierwszych spotkaniach obu reprezentacji liczyliśmy na w miarę ciekawe widowisko. Nic bardziej mylnego. Co najwyżej mogliśmy przypomnieć sobie złote czasy reprezentacji Polski i taktykę lagi na osamotnionego napastnika. W rolę Roberta Lewandowskiego z jednej strony wcielił się Raul Jimenez, a z drugiej Heung Min-Son.

Reklama

Gdy Meksyk był już zadowolony z wyniku, mieliśmy także okazję obejrzeć pokaz ataku pozycyjnego. Ten zaprezentowali Koreańczycy, którzy wymieniali kolejne podania bez żadnego celu. Wszystko najczęściej kończyło się jakimś nieudanym długim zagraniem w aut lub do przeciwnika. Nawet gdy stworzyli sobie bardzo dobrą okazję (jedną na cały mecz), to oczywiście, że nie wykorzystał jej świeżo wprowadzony napastnik.

Kim do Kima i w kimę. Korea podobno wciąż klepie po obronie… [CZYTAJ RELACJĘ]

Kozak i badziewiak meczu Meksyk – Korea Południowa

Wybór najgorszego zawodnika w tym spotkaniu jest dość oczywisty. Spokojnie na to miano zasłużył Heung Min-Son, od którego oczekiwaliśmy o wiele więcej, a także Lee Jae-Sung, który psuł praktycznie wszystko, co tylko było możliwe, jednak wybór mógł być tylko jeden. To bramkarz Koreańczyków Kim Seung-Gyu. Jego wręcz absurdalne zachowanie sprawiło, że Meksyk strzelił swojego jedynego gola w tym meczu. Jego notowań zbytnio nie poprawiły nawet dwie niezłe interwencje z dalszej części spotkania. W końcu wynik rozstrzygnął się wcześniej.

Reklama

Znalezienie odpowiedniego kandydata do miana kozaka było już nieco większą zagwozdką. Braliśmy pod uwagę Luisa Romo, który do niezłego występu dołożył decydującego gola czy Juliana Quinonesa, który znów pokazał się z niezłej strony. Był najbardziej zaangażowanym z Meksykanów i przy lepszej skuteczności Raula Jimeneza powinien skończyć to starcie z asystą.

W samej końcówce wyjawił się nam jednak nowy kandydat. Raul Rangel przez cały mecz był kompletnie bezrobotny, ale klasę bramkarza często poznaje się po tym, że jest na posterunku w decydującym momencie. 26-latek, gdy musiał się wykazać, to to zrobił i został bohaterem swojej reprezentacji. Popisał się fenomenalną dwukrotną interwencją przy dwóch próbach Cho Gue-Sunga. I finalnie nasz wybór padł właśnie na golkipera, na co dzień występującego w Guadalajarze. Guillermo Ochoa ma godnego następcę!

Reklama

Co się działo w meczu Meksyk – Korea Południowa

Jeszcze przed rozpoczęciem meczu zobaczyliśmy kolejny efektowny przelot samolotów:

Reklama

Niezwykła interwencja Edsona Alvareza po strzale Heung-Min Sona. Były zawodnik Tottenhamu był na wyraźnym spalonym, więc gol i tak nie zostałby uznany, ale starania artystyczne stopera Fenerbahce i tak warto docenić.

Mieliśmy też ciekawie wyglądającą wymianę zdań pomiędzy piłkarzami obu stron:

Reklama

Ciekawa statystyka z meczu Meksyk – Korea Południowa

Najważniejsza statystyka jest jedna: Meksyk został pierwszą reprezentacją na tegorocznym mundialu, która jest pewna gry w fazie pucharowej.

Meksyk podtrzymał też swoją serię spotkań na mundialach, w których nie traci goli w pierwszych połowach. Ta trwa już od 16 lat.

W całym meczu obie reprezentacje posłały 128 długich podań. Zaledwie 41 z nich było celnych. To dobre podsumowanie w kontekście atrakcyjności tego widowiska…

7 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama