Cristiano Ronaldo nadzieją na mistrzostwo? Tak, nawet bez goli!

Szymon Janczyk

18 czerwca 2026, 13:34 • 7 min czytania 12

Reklama
Cristiano Ronaldo nadzieją na mistrzostwo? Tak, nawet bez goli!

Nie dajcie się propagandzie, którą uprawiają nienawistnicy szydzący z Cristiano Ronaldo. Portugalia może wygrać mistrzostwo świata tylko z nim w składzie. Są na to niezbite, niepodważalne dowody.

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Ostatni udany występ Cristiano Ronaldo na mistrzostwach świata? Prawdopodobnie ten, w którym poprzednim razem trafił do siatki z gry. Możecie nie uwierzyć, ale chodzi o mundial w Rosji, o rok 2018. Sztukę od niego przyjęło wtedy Maroko i chyba nikt nie przypuszczał, jak beznadziejne będą występy Portugalczyka na tym turnieju przez… następną, niemal, dekadę.

Reklama

Chwilę wcześniej Cristiano Ronaldo dał przecież koncert z Hiszpanami. Trzy strzały, trzy gole: rzut karny, uderzenie z dystansu, rzut wolny. Ten hat trick sprawił, że wspomniane spotkanie było jednym z najlepszych w najnowszej erze mundiali. Konia z rzędem temu, kto powiedziałby, że od tamtej pory CR7:

  • zmarnuje rzut karny, który obroni Alireza Beiranvand (Iran, 2018);
  • nie odda żadnego strzału z pola karnego i odpadnie z mistrzostw (Urugwaj, 2018);
  • będzie najgorszy na boisku z Koreą Południową i zasłuży na ławkę w fazie pucharowej (2022);
  • nie odda żadnego strzału z pola karnego i odpadnie z mistrzostw (Maroko, 2022).

Kup Magazyn Zero na mundial! Poznaj historie gospodarzy, egzotycznych drużyn i głównych bohaterów turnieju. ZAMÓW TUTAJ.

Cristiano Ronaldo nie strzelił gola w 10 meczach mundialu i Euro. Lionel Messi w tym czasie zanotował 16 goli i asyst na MŚ

Statystyki i feralne serie Cristiano Ronaldo idą w absurd. W momencie, w którym na tegorocznych mistrzostwach błyszczą najwięksi spośród obecnych ofensywnych piłkarzy ostatnich lat – Messi, Mbappe, Haaland, Kane ścigający się o to, kto zagra lepiej, strzeli więcej bramek, jednemu z dwóch najlepszych zawodników w historii liczymy zera. Pięć meczów bez gola na mundialu. Osiem meczów bez gola z gry na mistrzostwach świata. Dziesięć kolejnych spotkań bez trafienia na wielkich turniejach. Trzynaście gier bez gola z gry na wielkich turniejach.

Tylko trzy gole i trzy asysty w trzynastu meczach fazy pucharowej mistrzostw Europy. Choć to i tak lepiej niż najbardziej bolesna dla Portugalczyka rubryka: zero goli w fazie pucharowej mistrzostw świata.

Reklama

Stańmy w prawdzie: to dane karykaturalne dla piłkarza tego formatu. Mundial nigdy nie był ulubioną imprezą Cristiano Ronaldo. Zagrał w sześciu edycjach, ale na pięciu poprzednich ledwie raz strzelił więcej niż jednego gola. Tylko dwukrotnie wypracował przynajmniej dwie bramki dla Portugalii. Poza wspomnianym spektaklem z Hiszpanią chodzi o mecz z… Koreą Północną. Mimo wszystko są jednak jakieś granice. Mówimy o bezsprzecznej ikonie: seryjnym zwycięzcy, najlepszym piłkarzu w historii Ligi Mistrzów.

Tymczasem Lionel Messi od momentu ostatniego gola z gry Cristiano Ronaldo na mistrzostwach świata zanotował… jedenaście goli oraz pięć asyst. Sięgnął po złoto i został najlepszym piłkarzem turnieju. Przypomnijmy: mówimy o zawodniku, który na niwie klubowej de facto radzi sobie gorzej. To znaczy – zaliczył rozczarowujący epizod w PSG, wylądował w słabszej od Portugalczyka lidze amerykańskiej. W niej wygląda kosmicznie, fakt, ale przecież Cristiano Ronaldo robi to samo w Arabii Saudyjskiej, gdzie zaliczył więcej goli i asyst niż występów dla Al-Nassr.

Słowem: nic nie wskazywałoby, że rywalizacja tej dwójki może być tak jednostronna. W zasadzie ciężko nazwać to rywalizacją, bo to gra do jednej bramki. Gdybyśmy mówili o meczu piłkarskim, byłoby to… Ciężko nawet znaleźć porównanie, bo musielibyśmy mówić o przypadku, w którym w derbach odwiecznych rywali jedna ze stron wygrywa dziesięć do zera, zdobywając mistrzostwo kraju na stadionie rywala, który w tym samym momencie spada z ligi.

Reklama

Thierry Henry o Cristiano Ronaldo: Sprawia, że rywalowi łatwiej bronić

Oczywiście nie będzie prawdą stwierdzenie, że wszystko Portugalczykom nie wychodzi przez przeklętego Cristiano Ronaldo, który uważa siebie za większego od drużyny, niczego do niej nie wnosząc. Pamiętajcie, że sami zainteresowani patrzą na to zupełnie inaczej, wciąż widzą w nim wodza, deklarują, że walczą dla niego i za niego. Problem w tym, że „za niego” zaczęło nabierać dosłownego znaczenia, bo Ronaldo coraz trudniej wspierać zespół w poszczególnych elementach gry. Ciekawie mówił o tym Thierry Henry:

Jedno trzeba zrozumieć: drużyna musi strzelić bramkę, nie ty. Wyjaśnię, o co chodzi. Portugalia ma piłkę, Francisco Conceicao otrzymuje podanie. Cristiano Ronaldo często znajduje się w takiej sytuacji. Jeśli wbiegniesz za plecy obrońcy, zmieniasz dynamikę ataku i możliwości decyzji. Ale dlatego, że to on chce strzelić, wbiega w linię gry do Bruno Fernandesa, to on zbiera wycofaną piłkę. Sprawia, że rywalowi łatwiej bronić, bo ma dwóch rywali tym samym miejscu. Widzieliście relację Bruno? Była jak: biegnij tam, zrób mi przestrzeń, żeby mógł dostawić nogę i strzelić. To się nie wydarzyło. Zespół musi strzelić, nie ty – tłumaczył Francuz w pomeczowej analizie, przywołując sytuację, po której Ronaldo oddał fatalny, koślawy strzał w niezłej sytuacji Portugalczyków.

Sytuacja, w której mówimy o tym, że Portugalia z Cristiano Ronaldo tak naprawdę gra w dziesiątkę, przestała być prześmiewczym, wyolbrzymionym żartem. Roberto Martinez uparcie twierdzi, że to piłkarz, którego „liczby są nie do zastąpienia”. Bo to nie tak, że Ronaldo zniknął kompletnie – dopiero co strzelił pięć goli w pięciu meczach eliminacji. Wcześniej, żeby nie stosować wymówki o jakości rywali, trafiał przeciwko Danii, Niemcom oraz Hiszpanii, gdy drużyna Portugalii zwyciężała Ligę Narodów.

To wciąż potrafi być zawodnik absorbujący uwagę, grający inteligentnie, kreujący dzięki temu przestrzeń dla pozostałych. Statystyka FIFA omawiająca „pokazywanie się do gry” odnotowuje, że Cristiano Ronaldo robił to 47 razy, to był czołowy wynik. Nawet to, że niewiele biega, że trzeba drużynę układać pod niego, nie musi być problemem. Robi to Argentyna, ale ona odpowiednio Messiego chowa i wykorzystuje, sprawiając, że wygląda lepiej niż zwykle. Ronaldo wręcz przeciwnie, dlatego nawet jeśli Portugalia zawodzi nie tylko (i nawet nie głównie) przez niego, to wszystko będzie się kręciło wokół tego tematu.

Reklama

Mamy tu konflikt tragiczny, bo na domiar złego Portugalia ma ogromny problem z napastnikami. Można psioczyć na to, co wyprawia Cristiano Ronaldo, ale nikt o zdrowych zmysłach nie przypuszcza, że Goncalo Ramos byłby gamechangerem. Znikąd ratunku, znikąd pomocy. Natomiast gdy mapa wszystkich działań Ronaldo na boisku w trakcie pierwszych 45 minut (wyłączając podania, z których i tak nie było żadnego zagrożenia), wygląda tak…

Albo gdy Opta liczy, że żaden piłkarz, który rozegrał pełny mecz, nie zaliczył mniejszej liczby kontaktów z piłką (25), to trzeba po prostu przyznać, że Ronaldo sam podkłada ogień pod tę dyskusję.

Ten trójkącik to jedna odzyskana piłka.

Reklama

Brak goli Cristiano Ronaldo szansą dla Portugalii? Mistrzowie świata nie mieli skutecznych napastników!

Czemu więc zapowiadałem ten tekst, mówiąc, że Cristiano Ronaldo to największa nadzieja Portugalii na mistrzostwo świata? Żeby podzielić się z wami ciekawym spostrzeżeniem. Portugalia bez napastnika nie musi być skazana na pożarcie. W sytuacji, w której Anglików pcha Harry Kane, który nie tylko strzela dublet, ale nawet ofiarnie blokuje strzał we własnym polu karnym, brzmi to może zabawnie, ale fakty są takie, że bardzo często po mistrzostwo świata sięga zespół, którego napastnik nie tyle nie włącza się w walkę o koronę króla strzelców, ile w ogóle nawet nie strzela goli.

Ostatnie mundiale ze złotem na szyi kończyli:

  • Argentyńczycy – Lautaro Martinez nie zanotował ani gola, ani asysty; sytuację ratują cztery gole i asysta Juliana Alvareza;
  • Francuzi – Olivier Giroud zanotował jedną asystę, nie strzelił gola;
  • Niemcy – Miroslav Klose trafił do siatki dwukrotnie;
  • Hiszpanie – Fernando Torres nie zaliczył ani gola, ani asysty;
  • Włosi – korzystali z czterech napastników: Luca Toni strzelił dwa gole, Alberto Gilardino miał gola i asystę, Vincenzo Iaquinta Filippo Inzaghi dorzucili po sztuce.

Poprzednim mistrzem świata, który był niesiony golami klasowego napastnika, była Brazylia. Na początku XXI wieku wygrała turniej w dużej mierze dzięki ośmiu golom Ronaldo. Oczywiście Hiszpanom robotę robił David Villa, ale był on ustawiany na skrzydle. Tak samo Niemców ciągnął Thomas Mueller, który grywał z przodu, ale nie pełnił roli typowej dziewiątki.

Nawet gdy cofniemy się do poprzedniego stulecia, okaże się, że Francuzi zrobili tytuł bez świetnego snajpera – David Trezeguet kończył turniej z golem i asystą, co przebiło dorobek kolegów po fachu (Guivarc’h nie zrobił nic, Duggary strzelił jednego gola), ale nie robiło wrażenia absolutnie na nikim.

Reklama

Jest logika w tym, żeby sądzić, że skoro sytuacja powtarza się tak często, to Portugalii lepiej zrobi uparte trzymanie się Cristiano Ronaldo, nawet jeśli bramkowa susza będzie trwać i trwać. O ile jednak nie potrzebujesz goli napastnika, żeby wygrać mundial, tak zdecydowanie potrzebujesz pracy dziewiątki dla drużyny. Dlatego każdy kolejny występ Ronaldo, w którym będzie brakowało i goli, i wydatnego wsparcia dla pozostałych dziesięciu zawodników na boisku, będzie budził takie komentarze, jak mecz z Demokratyczną Republiką Konga.

Chodzi o to, żeby zespół zdobył bramkę, nie ty.

SZYMON JANCZYK

Reklama

fot. Newspix

12 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Felietony i blogi

Reklama