Wydawać by się mogło, że Łukasz Piszczek po katastrofalnym epizodzie w GKS-ie Tychy prędzej nabawił się traumy, aniżeli będzie chciał z powrotem wrócić na trenerską karuzelę. A jednak stało się na odwrót. Jak poinformował Maciej Słomiński z portalu Trojmiasto.pl, były reprezentant Polski prowadził rozmowy z Lechią Gdańsk.
O ile Łukasz Piszczek karierę piłkarską, jak na polskie warunki, miał wybitną, o tyle tej trenerskiej już nie można wypowiadać się w samych superlatywach. Choć to i tak delikatnie powiedziane, niemniej początki były obiecujące. Były reprezentant Polski zaczynał jako grający trener w swoich rodzinnych Goczałkowicach, po czym awansował na asystenta Nuriego Sahina w sztabie Borussi Dortmund.
Do tego momentu wszystko układało się w myśl wcześniej napisanego scenariusza. Sahin w BVB długo nie zagrzał, bo raptem pół roku, a wraz z nim zawinął się Piszczek, który wolał pozostać lojalny wobec swojego byłego kolegi z drużyny i zdecydował się na powrót do Goczałkowic, już jako niegrający trener. Niedługo potem zgłosił się po niego GKS Tychy.
I tutaj zaczęła się katastrofa. Piszczek obejmował Tyszan na przedostatnim miejscu w Betclic 1. Lidze z misją pod tytułem „utrzymanie”. Jaka jest dalsza część historii, wszyscy doskonale pamiętamy. GKS pod wodzą Piszczka nie wygrał żadnego meczu, tylko dwa zremisował, a pozostałe sześć przegrał. Jeszcze gorzej wygląda bilans bramkowy: 6 goli zdobytych i aż 20 straconych. Nie ma co kopać leżącego, dlatego odsyłamy Was do tekstu, gdzie szczegółowo opisaliśmy jego kulisy pracy w tyskim klubie – TUTAJ.
Piszczek wróci na ławkę? Sensacyjna kandydatura w Lechii
Jeśli ktoś się spodziewał, że po tak traumatycznym doświadczeniu w roli pierwszego trenera Piszczek, parafrazując Michała Probierza, wróci do domu i uraczy się szklaneczką whiskey, był w błędzie. Jak poinformował bowiem Maciej Słomiński z portalu Trojmiasto.pl, 41-latek nawiązał kontakt ze zdegradowaną Lechią Gdańsk, która po spadku z Ekstraklasy szuka następcy Johna Carvera.
Rozmowy nie wyszły jednak poza wstępny etap, a sam Piszczek pozostał jednym z kandydatów. W Gdańsku wymarzyli sobie Dawida Szwargę, który w poprzednim sezonie prowadził Arkę Gdynia, jednak tutaj również nie doszło do konsensusu między stronami.
– Muszę przyznać, że Lechia Gdańsk była bardzo zdeterminowana, żeby mnie pozyskać. Klub zgodził się, aby zatrudnić trzy osoby razem ze mną do sztabu. O ostatecznym niepowodzeniu rozmów zaważyło to, że zaczęły się późno, uciekły nam trzy tygodnie po zakończeniu sezonu oraz, tak jak mówi prezes Paolo Urfer, zaledwie trzy miesiące temu byłem w Arce Gdynia i wciąż jestem z tym klubem związany – wyjaśnił Szwarga na łamach Trojmiasto.pl.
To jednak nie koniec. Poza Piszczkiem i Szwargą, w kontekście Lechii padały również nazwiska m.in. Goncalo Feio czy Roberta Kolendowicza. Tak czy siak, jak trenera w Gdańsku nie było, tak dalej go nie ma. A czas ucieka. Gdańszczanie powracają do treningów 22 czerwca.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix