Były trener Legii przedłużył kontrakt. „Nadchodząca katastrofa”

Mikołaj Duda

07 czerwca 2026, 14:01 • 3 min czytania 5

Reklama
Były trener Legii przedłużył kontrakt. „Nadchodząca katastrofa”

W Polsce zagraniczni trenerzy zazwyczaj są pamiętani z dwóch powodów. Osiągnęli coś dużego i pokazali się z bardzo dobrej strony a jest też druga opcja – okazali się, najłagodniej mówiąc, dziwnymi gośćmi. Do tych drugich zdecydowanie należy zaliczyć Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk – jak zdążył przyzwyczaić we wszystkich pozostałych miejscach – w Legii zbyt długo nie zabawił. Tym razem swoich sił próbuje na Cyprze, gdzie raczej też nie wzbudził powszechnej sympatii.

Reklama

Sa Pinto od końcówki kwietnia jest trenerem cypryjskiego Pafos. Poprowadził zespół w zaledwie sześciu spotkaniach, ale to wystarczyło, by przekonać władze klubu do przedłużenia z nim współpracy. Były szkoleniowiec Legii podpisał nowy kontrakt na przyszły sezon z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

Pod jego wodzą klub zapisał kolejną historyczną kartę, zdobywając Puchar Cypru, a także zapewniając sobie udział w kwalifikacjach do Ligi Europy UEFA, co stanowi następny ważny krok w europejskiej historii klubu. Jego zaangażowanie, profesjonalizm i wizja odegrały kluczową rolę w rozwoju Pafos od momentu objęcia przez niego stanowiska. Jesteśmy dumni, że możemy kontynuować tę wspólną drogę – czytamy w entuzjastycznym komunikacie klubu.

Reklama

Ricardo Sa Pinto przedłużył kontrakt z klubem. „Nadchodząca katastrofa”

Na Cyprze jednak nie wszyscy są tak pozytywnie nastawieni do kontynuacji przygody Portugalczyka z niedawnym uczestnikiem Ligi Mistrzów. Jednym z nich jest ekspert od tamtejszej piłki Thassos Frangeskou, który współtworzy podcast This is Mappa, skupiający się na cypryjskim futbolu.

– Nadchodząca katastrofa – skwitował krótko nowy kontrakt dla Ricardo Sa Pinto ekspert w swoich mediach społecznościowych.

Zresztą trudno zakładać, że Portugalczyk wypełni swój kontrakt w całości. Dla niego więcej niż jeden sezon w jednym klubie to już naprawdę spory wyczyn. Odkąd pod koniec 2012 roku zakończył ponad półroczną przygodę w roli trenera Sportingu, to od tego czasu:

  • Crvena Zvezda Belgrad (11 meczów),
  • OFI Kreta (34),
  • Atromitos Ateny (19),
  • Belenenses (26),
  • Al-Fateh (5),
  • Atromitos Ateny druga kadencja (13),
  • Standard Liège (42),
  • Legia Warszawa (28),
  • SC Braga (30),
  • Vasco da Gama (15),
  • Gaziantep (17),
  • Moreirense (18),
  • Esteghlal FC (36),
  • APOEL Nikosia (29),
  • Raja Casablanca (11),
  • Esteghlal FC druga kadencja (31),
  • Pafos (6).

W niespełna 14 lat 15 klubów, przy czym w dwóch dwie kadencje. Od momentu odejścia z Legii nieco ponad siedem lat temu właśnie prowadzi swój dziewiąty zespół. A co ciekawe, jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w jakimś miejscu wytrwał więcej niż rok. Maksymalnie jeden sezon i do widzenia. Chociaż nawet przetrwanie jednych pełnych rozgrywek było dla niego czasami misją nie do osiągnięcia. Trzeba przyznać, że w pewnym sensie to też jest jakieś osiągnięcie.

Reklama

Portugalczyk z pięciu meczów ligowych, w jakich poprowadził Pafos wygrał dwa, jeden zremisował oraz dwa przegrał. Jego zespół zakończył sezon na czwartym miejscu w tabeli, ale dzięki zwycięstwu w finale krajowego pucharu zagra w eliminacjach Ligi Europy. Sa Pinto do klubu trafił, gdy Pafos miał już wywalczony udział w finale.

Sa Pinto to półczłowiek, półbomba. Na przykład jako szkoleniowiec Bragi został wyrzucony z samolotu, bo pokłócił się z załogą. Stewardessa zwróciła mu uwagę, by nie trzymał nóg w przejściu i nie chciał włączyć trybu samolotowego. W Warszawie popadł w ogromny konflikt z Arkadiuszem Malarzem. Kiedy Legia odpadała z Dudelange, to przyznawał, że to sędzia przepchnął rywali. Utajniał też składy sparingów. Filip Mladenović z kolei ostro powiedział o nim: – Niewiele brakowało, a rozje***by mi karierę. W Iranie z kolei… chciał udusić swojego asystenta, gdy żywiołowo prowadził z nim dyskusję. To tylko kilka „wybryków”, które szybko przychodzą do głowy.

Fot. Newspix

Reklama
5 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

„Real czy Barcelona?” Papież Leon XIV nie ma wątpliwości

AbsurDB
0
„Real czy Barcelona?” Papież Leon XIV nie ma wątpliwości
Moto

Polski kierowca z ciekawym projektem. Pokaże wybitnych rodaków

Patryk Idasiak
7
Polski kierowca z ciekawym projektem. Pokaże wybitnych rodaków

Inne ligi zagraniczne

Reklama