W Polsce zagraniczni trenerzy zazwyczaj są pamiętani z dwóch powodów. Osiągnęli coś dużego i pokazali się z bardzo dobrej strony a jest też druga opcja – okazali się, najłagodniej mówiąc, dziwnymi gośćmi. Do tych drugich zdecydowanie należy zaliczyć Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk – jak zdążył przyzwyczaić we wszystkich pozostałych miejscach – w Legii zbyt długo nie zabawił. Tym razem swoich sił próbuje na Cyprze, gdzie raczej też nie wzbudził powszechnej sympatii.
Sa Pinto od końcówki kwietnia jest trenerem cypryjskiego Pafos. Poprowadził zespół w zaledwie sześciu spotkaniach, ale to wystarczyło, by przekonać władze klubu do przedłużenia z nim współpracy. Były szkoleniowiec Legii podpisał nowy kontrakt na przyszły sezon z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.
– Pod jego wodzą klub zapisał kolejną historyczną kartę, zdobywając Puchar Cypru, a także zapewniając sobie udział w kwalifikacjach do Ligi Europy UEFA, co stanowi następny ważny krok w europejskiej historii klubu. Jego zaangażowanie, profesjonalizm i wizja odegrały kluczową rolę w rozwoju Pafos od momentu objęcia przez niego stanowiska. Jesteśmy dumni, że możemy kontynuować tę wspólną drogę – czytamy w entuzjastycznym komunikacie klubu.
Pafos announce Sa Pinto has signed a 1 year contract extension. pic.twitter.com/vr2YLrvZhf
— THIS IS MAPPA: CYPRUS FOOTBALL PODCAST (@ThisIsMappa) June 6, 2026
Ricardo Sa Pinto przedłużył kontrakt z klubem. „Nadchodząca katastrofa”
Na Cyprze jednak nie wszyscy są tak pozytywnie nastawieni do kontynuacji przygody Portugalczyka z niedawnym uczestnikiem Ligi Mistrzów. Jednym z nich jest ekspert od tamtejszej piłki Thassos Frangeskou, który współtworzy podcast This is Mappa, skupiający się na cypryjskim futbolu.
– Nadchodząca katastrofa – skwitował krótko nowy kontrakt dla Ricardo Sa Pinto ekspert w swoich mediach społecznościowych.
Zresztą trudno zakładać, że Portugalczyk wypełni swój kontrakt w całości. Dla niego więcej niż jeden sezon w jednym klubie to już naprawdę spory wyczyn. Odkąd pod koniec 2012 roku zakończył ponad półroczną przygodę w roli trenera Sportingu, to od tego czasu:
- Crvena Zvezda Belgrad (11 meczów),
- OFI Kreta (34),
- Atromitos Ateny (19),
- Belenenses (26),
- Al-Fateh (5),
- Atromitos Ateny druga kadencja (13),
- Standard Liège (42),
- Legia Warszawa (28),
- SC Braga (30),
- Vasco da Gama (15),
- Gaziantep (17),
- Moreirense (18),
- Esteghlal FC (36),
- APOEL Nikosia (29),
- Raja Casablanca (11),
- Esteghlal FC druga kadencja (31),
- Pafos (6).
W niespełna 14 lat 15 klubów, przy czym w dwóch dwie kadencje. Od momentu odejścia z Legii nieco ponad siedem lat temu właśnie prowadzi swój dziewiąty zespół. A co ciekawe, jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w jakimś miejscu wytrwał więcej niż rok. Maksymalnie jeden sezon i do widzenia. Chociaż nawet przetrwanie jednych pełnych rozgrywek było dla niego czasami misją nie do osiągnięcia. Trzeba przyznać, że w pewnym sensie to też jest jakieś osiągnięcie.
Portugalczyk z pięciu meczów ligowych, w jakich poprowadził Pafos wygrał dwa, jeden zremisował oraz dwa przegrał. Jego zespół zakończył sezon na czwartym miejscu w tabeli, ale dzięki zwycięstwu w finale krajowego pucharu zagra w eliminacjach Ligi Europy. Sa Pinto do klubu trafił, gdy Pafos miał już wywalczony udział w finale.
Sa Pinto to półczłowiek, półbomba. Na przykład jako szkoleniowiec Bragi został wyrzucony z samolotu, bo pokłócił się z załogą. Stewardessa zwróciła mu uwagę, by nie trzymał nóg w przejściu i nie chciał włączyć trybu samolotowego. W Warszawie popadł w ogromny konflikt z Arkadiuszem Malarzem. Kiedy Legia odpadała z Dudelange, to przyznawał, że to sędzia przepchnął rywali. Utajniał też składy sparingów. Filip Mladenović z kolei ostro powiedział o nim: – Niewiele brakowało, a rozje***by mi karierę. W Iranie z kolei… chciał udusić swojego asystenta, gdy żywiołowo prowadził z nim dyskusję. To tylko kilka „wybryków”, które szybko przychodzą do głowy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix