Maja Chwalińska przegrała w finale Rolanda Garrosa z Mirrą Andriejewą (6:3, 6:2), ale i tak swoją historią podbiła serca milionów Polaków. Paweł Kałuża był gościem programu „Weszło w linię”. Pierwszy trener sensacji polskiego tenisa wypowiedział się o początkach kariery swojej dawnej podopiecznej.
Chwalińska, która do turnieju przystępowała jako 114. tenisistka w rankingu WTA, sprawiła absolutną sensację docierając aż do finału Wielkiego Szlema. Polka potrzebowała do tego sześciu zwycięstw i szesnastu godzin spędzonych na korcie.
– Przede wszystkim chciałbym pogratulować Mai, jej rodzicom, Piotrowi Szczypce oraz całemu teamowi, który wspierał ją w Paryżu. Dziękuję Mai za emocje, które dostarczyła przez te trzy tygodnie. U mnie z emocjami w porządku. Przeżywałem, ale pozytywnie – wyznał Paweł Kałuża, pierwszy trener Mai Chwalińskiej, w programie „Weszło w linię”.
24-latka to nie tylko znakomita tenisistka, ale również wielka pasjonatka tego sportu.
– Już od najmłodszych lat Maja śledziła z tatą wszystkie turnieje wielkoszlemowe w domu. Ja pamiętam, że organizowałem zajęcia teoretyczne, na których puszczałem dzieciakom archiwalne materiały z meczów Rolanda Garrosa czy Wimbledonu. Zresztą, Maja dzisiaj wspomniała o tym, że oglądała takie klipy kiedyś – opowiadał Kałuża.
To właśnie pierwszy trener zaraził młodziutką Chwalińską bakcylem do tenisa. Choć wcale tak nie musiało być, bo zanim zaczęła uprawiać ten sport, ćwiczyła karate. W międzyczasie zajmowała się także siatkówką.
– Maja, mając 7 lat, trafiła do mnie jako karacistka. Ja wówczas jeździłem po szkołach i szukałem dzieci chętnych do udziału w naborze do talentiady tenisowej. Maja przyszła na te zajęcia i dostała się. Była już wtedy po rocznych zajęciach karate. Około 10. roku życia, już po trzech latach naszej współpracy, zachęciłem rodziców i Maję, żeby spróbowała jeszcze uprawiać siatkówkę. Wydawało mi się, że to jest fajny sport dla dziewczynki, a tym bardziej, że na naszych zajęciach ogólnorozwojowych, które prowadziłem, dużo było elementów różnych gier zespołowych i Maja akurat w tę siatkówkę bardzo dobrze sobie radziła – zdradził.
Maju, dziękujemy! „Weszło w linię” po finale Roland Garros.
⬇️⬇️⬇️ pic.twitter.com/VoaQM0IDEP
— Weszło! (@WeszloCom) June 6, 2026
Kiedy więc Chwalińska postawiła na tenis jako swój sport wiodący?
– W przypadku Mai to było od zawsze. Ona się zakochała w tenisie już od pierwszych zajęć, od razu jak dostała rakietkę. Cały czas była skoncentrowana na tenisie. Krok po kroku, etap po etapie rozwijała się. Na turnieju Longine, w wieku 13 lat, Maja była już bardzo dobrą tenisistką – zauważył.
Chwalińska podbiła serca milionów Polaków nie tylko samym sukcesem, ale również stylem, w jakim ogrywała kolejne rywalki. Jak podkreślił Kałuża, odkąd Maja trafiła pod jego skrzydła, trenowała różnorodne zagrania, które teraz wykorzystuje na korcie.
– Ja miałem taką filozofię treningu, że jeśli już czegoś się podejmujemy, to uczymy się każdego zagrania. Oczywiście, dużo trenowaliśmy na kara [pola serwisowe]. Nawet jak już graliśmy na całym korcie, to rozgrzewki na kara zawsze nam towarzyszyły. Na każdym treningu była precyzja, dokładność, różnorodność, kreatywność. Szybka gra, zmiana tempa gry, slajsy, topspiny, skróty, loby… To wszystko, co Maja dzisiaj prezentuje, towarzyszyło nam od pierwszego treningu. Wiadomo, że inaczej to było, jak miała 7 lat, a inaczej, jak miała ich 18 – mówił.
Czy sukcesy Mai Chwalińskiej i wcześniej Igi Świątek sprawią, że nad Wisłą zapanuje tenisomania? Zdaniem Kałuży, wszystko na to wskazuje.
– Uważam, że Maja swoją postawą na kortach w Paryżu, na pewno zachęci dzieci do tenisa. Nie tylko w Dąbrowie Górniczej czy w Bielsku, ale w całej Polsce. Zbliżają się wakacje i uważam, że to jest najlepszy okres, by rozpocząć przygodę z tenisem – podsumował.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix