Klub z twojego miasta zagra w finale Ligi Europy! Oto SC Freiburg

Wojciech Górski

20 maja 2026, 17:38 • 8 min czytania 8

Reklama
Klub z twojego miasta zagra w finale Ligi Europy! Oto SC Freiburg

Połowa drużyny złożona z wychowanków. Trener, który był klubową legendą, kapitanem i wieloletnim zawodnikiem. Tylko cztery zmiany szkoleniowców od 1991 roku. Rodzinny, spokojny klimat, brak wielkich pieniędzy i wielkich skandali. To klub z twojego miasta, balansujący między trzecią a czwartą ligą? Nie, to SC Freiburg, finalista Ligi Europy.

Reklama

Freiburg jest fenomenem w europejskiej skali. To klub, który budzi ogrom sympatii i może stawiany być za wzór – bo w szalonych czasach pędzącego na oślep futbolu stanowi symbol normalności. Jest chlubnym wyjątkiem, jednym z najrozsądniej budowanych klubów na świecie.

SC Freiburg – klub idealny?

To zespół z relatywnie niewielkiego miasta – we Fryburgu Bryzgowijskim mieszka nieco ponad 200 tysięcy mieszkańców, co w niemieckich realiach plasuje miasto w czwartej dziesiątce pod względem liczby ludności. W porównaniu do Berlina (3,5 mln mieszkańców), Hamburga (1,7 mln) czy Monachium (1,3 mln) – to niemal jak duża wioska.

We Freiburgu nie ma bogatego właściciela, nie ma publicznych pieniędzy, nie ma wielkich transferów, ale co najważniejsze – nie ma chaosu organizacyjnego. Nie tak dawno działacze Jagiellonii Białystok odwiedzili to miejsce, żeby zerknąć jak – w skrócie – robi się futbol. Pisaliśmy wówczas:

Reklama

„Freiburg i Racing osiągają sukcesy zupełnie innymi metodami wychowawczymi. Niemcy wymagają dużej inicjatywy od młodzieży, usamodzielniają ich, oferują publiczną edukację, żeby nie izolować kandydatów na piłkarzy od „zwykłej” części społeczeństwa. Strasbourg trzyma zaś nad nimi parasol ochronny, ma nawet szkołę na terenie obiektów treningowych.

Odcięty geopolitycznie od dużych ośrodków w kraju Freiburg ma ten sam problem, co Jagiellonia – w wyniku ograniczonego „materiału” musi szkolić lepsze jednostki, żeby niwelować różnicę do krajowych gigantów. Do tego potrzebny jest świetny skauting młodzieżowy, w który ostatnio mocniej zainwestowali także w Białymstoku. We Fryburgu dwóch z pięciu najdrożej sprzedanych piłkarzy wyłowiono do akademii z oddalonego o osiemset kilometrów Chociebuża. Kolejnego w młodym wieku sprowadzono z pobliskiego (ponad 100 km) Karlsruhe”.

Najdroższym transferem SCF do dziś pozostaje Ritsu Doan, ściągnięty w 2022 roku z PSV za niecałe 10,5 mln euro. Japończyk przez trzy lata był liderem zespołu, a później udało się na nim zarobić, sprzedając z dwukrotną przebitką do Eintrachtu Frankfurt.

W skali europejskiej? Wydawane przez Freiburg kwoty to właściwie frytki. Dla porównania: Aston Villa, finałowy rywal SCF, przeprowadziła ponad 50 transferów powyżej dziesięciu milionów euro. Tylko latem więcej płacili za Evanna Guessanda (30 mln) i Tammy’ego Abrahama (21 mln), a swego czasu prawie 16 „baniek” kosztował ich Matty Cash. Nie mówiąc już o wydawaniu 59 mln euro za Amadou Onanę czy 55 mln euro za Moussę Diaby’ego.

Reklama

Freiburg, mimo mocno ograniczonego budżetu, od lat utrzymuje się w szeroko rozumianej niemieckiej czołówce i występuje w europejskich pucharach. Zdaniem wielu, osiąga wyniki znacznie ponad stan. Ale jeśli coś powtarza się przez lata, nie ma w tym przypadku.

W tym roku Freiburg ma okazję przejść do historii. O godzinie 21.00 rozpocznie się jego finałowe spotkanie Ligi Europy z Aston Villą.

SC Freiburg – dziedzictwo Christiana Streicha

W ostatnich latach sukcesy i pozytywna stabilizacja Freiburga były utożsamiane przede wszystkim z trenerem Christianem Streichem.

Ten był we Fryburgu postacią epokową – w klubie pracował przez blisko 30 lat, w tym trzynaście jako pierwszy szkoleniowiec. Stał się symbolem SCF: jako postać skrajnie antygwiazdorska, słynąca z szacunku do współpracowników, mocno zaangażowana społecznie.

Reklama

Streich na konferencjach prasowych potrafił opowiadać o społecznej roli futbolu, o problemie migracyjnym, wchodził w tematy polityczne. Mówił o faszyzmie, neoliberalizmie, skrajnej prawicy i lewicy.

Freiburg nie zwolnił go ze stanowiska nawet wtedy, gdy w 2015 roku drużyna spadła z Bundesligi. To się opłaciło – ekipa z Badenii-Wirtembergii już po roku wróciła do niemieckiej elity, a później ustabilizowała się w górnej połowie tabeli.

W ostatnich latach regularnie grała w Lidze Europy – dwukrotnie dotarł do 1/8 finału, odpadając najpierw z Juventusem, a później z West Hamem United. Wstydu nie było.

Gdy wiosną 2024 roku Streich ogłosił, że odchodzi z klubu, trybuny spowiła atmosfera niepewności.

Reklama

Christian Streich

Julian Schuster. Kapitan, lider, trener

Zwłaszcza że we Freiburgu zmiany trenerskie zdarzały się w ostatnich latach wyjątkowo rzadko. Odkąd w 1991 roku za stery zespołu chwycił legendarny Volker Finke, taka sytuacja miała miejsce dopiero po raz czwarty.

Finke prowadził Freiburg przez 16 lat i dowodził zespołem w ponad 600 spotkaniach. Po nim przyszła czteroletnia przygoda Robina Dutta, którego w 2011 roku zastąpił Marcus Sorg. Ten jako jedyny nie zagrzał miejsca na dłużej. Średnia punktów 0,72 na mecz nie zostawiła włodarzom wyboru.

Sorg został zwolniony po sześciu miesiącach. Po jego odejściu rozpoczęła się era Streicha.

Reklama

Gdy się zakończyła, wydawało się, że cała mozolnie wypracowana przez lata stabilność stanęła pod znakiem zapytania. Ale Freiburg miał w swoich strukturach właściwego człowieka.

Był nim Julian Schuster. Wieloletni piłkarz Freiburga, kapitan, który z klubem związany jest od 2008 roku. Przez pierwsze dziesięć lat – jako zawodnik, a później jako asystent Streicha, Poznawał też klub na każdym poziomie – pracował w zespole U19, w drugiej drużynie, a w końcu przy pierwszym zespole.

Julian Schuster

Wybór Schustera na następcę Streicha był więc absolutnie naturalny. Pozostawało pytanie: czy 41-latek jest na takie wyzwanie gotowy? Rozpoczynanie samodzielnej pracy trenerskiej, obejmując zespół po takiej legendzie, mogło okazać się wejściem w zbyt duże buty.

Reklama

Szybko okazało się, że obawy były na wyrost. Schuster nie tylko był gotowy, co wręcz ulepszył projekt Streicha. Fundamenty gry pozostawił bez zmian, lecz młody szkoleniowiec wniósł do drużyny powiew świeżości, wprowadzając kilka nowych rozwiązań.

To przyniosło efekt. W pierwszym sezonie zajął piąte miejsce w Bundeslidze, w tym – siódme, także dające prawo gry w Europie. Do tego dotarł do półfinału Pucharu Niemiec, a w Lidze Europy ma szanse na końcowy triumf. Wszystko rozstrzygnie się w wieczornym spotkaniu z Aston Villą.

SC Freiburg. Klub wychowanków

Schusterowi pewnie pomaga fakt, że we Freiburgu przez lata niewiele się zmienia – w klubie cały czas grają wychowankowie, a jeśli ktoś staje się liderem drużyny, zazwyczaj zostaje w niej na dłużej.

Akademia regularnie dostarcza klubowi piłkarzy do pierwszego zespołu, a dział skautingu co rusz wynajduje ciekawych zawodników. To klub, który nie kupuje gwiazd, a je tworzy.

Reklama

Ostatnio na Twitterze świetną wyliczankę na temat polityki transferowej Freiburga opublikował Tomasz Urban. Oto analiza podstawowego składu na rewanżowy półfinał z Bragą:

  • „Noah Atubolu – wychowanek,
  • Lukas Kübler – w klubie od 11 lat, ściągnięty za darmo z Sandhausen,
  • Mathias Ginter – wychowanek,
  • Philipp Lienhart – w klubie od 9 lat, ściągnięty z rezerw Realu za grosze,
  • Philipp Treu – ściągnięty do klubu jako nastolatek, ukształtowany piłkarsko we Freiburgu, ściągnięty z powrotem po ograniu się w St. Pauli,
  • Nicolas Hõfler – wychowanek,
  • Maxi Eggestein – ściągnięty 5 lat temu z Werderu za 5 mln €,
  • Jan-Niklas Beste – ściągnięty z Benfiki, gdzie mu nie poszło,
  • Johan Manzambi – ściągnięty za frytki z drużyny juniorskiej Servette. Przez pół roku terminował w zespole U-19, potem rok w U-23 i przeskoczył do pierwszej drużyny. Dziś jest bodaj najgorętszym kąskiem na rynku transferowym i SCF zarobi na nim dziesiątki milionów. Podobną drogę, jak Manzambi, przebył wcześniej Sildillia, a równolegle idą Makengo, Ogbus czy Irie.
  • Vincenzo Grifo – wybił się we Freiburgu, próbował potem szczęścia w Hoffenheim i Gladbach, a że go tam nie znalazł, to wrócił do Freiburga i jest absolutnym królem.
  • Igor Matanovic – ściągnięty za jakieś 7 mln € z Eintrachtu, gdzie nie mieli na niego pomysłu”.

Do tego w kadrze zespołu są Max Rosenfelder (wychowanek, 22 mecze w tym sezonie), Maximilian Philipp (ściągnięty do klubu w wieku 19 lat, później m.in. BVB i Wolfsburg, dziś już marginalna rola), czy Lucas Hoeler (w klubie od ośmiu lat, 47 spotkań w tym sezonie).

Reklama

Rezerwowym w meczu z Bragą był też inny symbol klubu – kapitan Christian Guenter (37 meczów w tym sezonie), wychowanek, który we Freiburgu spędził całą swoją karierę. Przez 14 lat zagrał w ponad 450 spotkaniach zespołu, trafił do reprezentacji Niemiec i przez lata zabetonował lewą flankę we Freiburgu.

Guenter był tez autorem niezwykłej serii, która w pewien sposób doskonale oddaje stabilność i ciągłość klubu – przez cztery lata rozpoczynał w wyjściowym składzie KAŻDE spotkanie Freiburga. A przez ponad trzy lata nie opuścił ANI MINUTY z gry dla swojego klubu.

Passa została przerwana w lutym 2023 roku po 153 kolejnych spotkaniach.

Normalny klub w finale Ligi Europy

Freiburg to też zespół mocno związany z kulturą regionu Badenii i Schwarzwaldu. To klub, który nie jest korporacyjną marką, a efektem pracy lokalnej wspólnoty.

Reklama

To zespół, w którym Christian Streich i duża część zawodników na mecze przyjeżdżała rowerami, a SCF wspierał akcje ekologiczne, spokojny styl życia i zieloną politykę.

Nawet oddany do użytku w 2021 roku Europa-Park Stadion został zaprojektowany jako jeden z obiektów najmocniej nastawionych na zrównoważony rozwój. Na dachu stadionu znajduje się ogromna instalacja fotowoltaiczna, a sam obiekt został zbudowany z myślą o energooszczędności.

To wszystko dobrze wpisuje się w atmosferę bez toksyczności – zarówno w rozumieniu ekologii, pięknego rejonu Schwarzwaldu, jak i samego klimatu wokół klubu.

SC Freiburg jest klubem z rodzinną atmosferą, pozbawionym agresji, zaangażowanym w życie lokalnej społeczności. Którego trybuny zawsze, jak to w Niemczech bywa, wypełnione są do ostatniego miejsca.

Reklama

To po prostu lokalny klub o silnej tożsamości, ale bez wielkomocarstwowego ego. To klub – z braku lepszego słowa – po prostu normalny.

I dziś normalnie sobie zagra w finale Ligi Europy.

SC Freiburg w finale Ligi Europy

Reklama

fot. Newspix

8 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Bundesliga

Reklama