Mecz przeciwko największemu rywalowi. Pierwszy na Camp Nou od 1148 dni. Trudno było sobie wyobrazić okoliczności, w których wywalczenie mistrzostwa Hiszpanii mogło smakować Barcelonie lepiej. Ekipa Hansiego Flicka pokonała Real Madryt 2:0 i postawiła stempel na znakomitym dla siebie sezonie w La Liga. Ograła bowiem Królewskich tak, jak powinien to zrobić mistrz – pewnie, po pięknych golach, w pełni dominując nad przeciwnikiem.
Obie drużyny przystępowały do tego starcia będąc w skrajnie odmiennych nastrojach i to nie tylko z powodu sytuacji w tabeli. O Realu od tygodni mówi się głównie w kontekście mniejszych lub większych afer z udziałem jego zawodników oraz spekulacji na temat zmiany trenera. Kibiców Barcelony mogła z kolei zajmować co najwyżej kwestia tego, czy tytuł uda się zapewnić już w ten weekend, czy trzeba będzie trochę poczekać.
FC Barcelona górą w El Clasico. Duma Katalonii mistrzem Hiszpanii!
Jasne, El Clasico to taki mecz, w którym z pierwszym gwizdkiem takie historie schodzą na dalszy plan, bo to zwyczajnie dwie fenomenalne drużyny, z których każda może okazać się lepsza na dystansie 90 minut. Tym razem jednak wydarzenia boiskowe oddały różnicę w bieżącej kondycji obu drużyn.
Z pewnością nie uciekniemy od pytania, na ile dużym osłabieniem była dla Królewskich nieobecność Kyliana Mbappe. Francuz może być krytykowany przez kibiców, natomiast nie da się ukryć, że mówimy o piłkarzu, którego zawsze stać na to, by zrobić różnicę w ważnym meczu. Dziś kimś takim dla Królewskich miał być Vinicius i ze swojej roli się nie wywiązał.
Spotkanie przez pierwsze minuty toczyło się w rytmie sugerującym, że możemy mieć do czynienia z dość wyrównaną rywalizacją – obie drużyny zapuszczały się na połowę rywala, nie zarysowywała się wyraźna przewaga którejkolwiek ze stron. To jednak szybko się zmieniło. Wystarczył faul Ruedigera na Ferranie Torresie i ustawiona tuż przed polem karnym piłka, do której podszedł Marcus Rashford. Jeśli dla Anglika było to ostatnie El Clasico (wciąż nie wiadomo, czy zostanie wykupiony przez Barcelonę po sezonie) to pożegnał się z tą rywalizacją w spektakularny sposób. Przy jego pięknym uderzeniu w kierunku dalszego słupka Thibaut Courtois był bez szans.
𝐌𝐀𝐑𝐂𝐔𝐒 𝐑𝐀𝐒𝐇𝐅𝐎𝐑𝐃!!!!!!!
FC Barcelona prowadzi! Co za otwarcie El Clasico! 🔥🔥🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/b9cBjk15T3 pic.twitter.com/ldZLdkiMol
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 10, 2026
Nie mniej widowiskowy był gol na 2:0. Fermin Lopez zagrał górną piłkę do wbiegającego w pole karne Daniego Olmo, ten zaś zagrał do Ferrana Torresa, który skierował piłkę do siatki. Wykończenie akcji przez napastnika Barcy zasługuje na duże uznanie (choć trzeba zwrócić uwagę, że Asencio kompletnie odpuścił rywala i nie zamierzał mu utrudniać oddania strzału), natomiast asysta Olmo… Zgranie piłki piętką z powietrza to był ten element piłkarskiej magii na miarę Barcelony w najlepszym wydaniu.
𝐆𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐋! 𝐓𝐎𝐑𝐑𝐄𝐒 𝐏𝐎𝐃𝐖𝐘𝐙̇𝐒𝐙𝐀! 🔥
Co za strzał! Gospodarze prowadzą już 2:0! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/b9cBjk15T3 pic.twitter.com/nKdvpa2kb8
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 10, 2026
Czy Real był w ogóle blisko, by jakkolwiek się odgryźć? Tak, mieliśmy choćby zmarnowaną setkę Gonzalo Garcii, który mając przed sobą tylko Joana Garcię uderzył obok bramki. Była też niezła akcja, gdy Vinicius już układał nogę do strzału, który z dużym prawdopodobieństwem wpadłby do siatki, ale zagraną do niego przez Bellinghama piłkę w ostatniej chwili wybił Eric Garcia. Jednak równie dobrze Real mógł wyżej przegrywać, bo przed znakomitą okazją stanął Rashford. W sytuacji sam na sam z Anglikiem uratował wówczas Królewskich Thibaut Courtois.
Belg ocalił gości od straty gola także po przerwie, gdy wyszedł zwycięsko z sytuacji sam na sam z Ferranem Torresem. I był to jeden z nielicznych momentów w drugiej połowie, w których golkiper Realu musiał się mocniej wysilić. Wyglądało to bowiem tak, że Barcelona kontrolowała wydarzenia na boisku, ale raczej poprzez posiadanie piłki, długie rozgrywanie, niż szukanie kolejnego trafienia z jakąś szczególną determinacją. Innymi słowy: gracze Flicka starali się po prostu ten mecz wygasić.
Podsumowując drugą połowę meczu nie sposób jednak nie wspomnieć o momencie, w którym na boisku zrobiło się gorąco. Kilka minut po wznowieniu gry doszło bowiem do uderzenia łokciem Jude’a Bellinghama przez Erica Garcię w polu karnym Barcelony. Anglik padł na murawę niczym bokser znokautowany przez rywala, natomiast sędzia Hernandez Hernandez uznał, że zdarzenie było przypadkowe i nie kwalifikowało się na jedenastkę. Z żółtą kartką skończył za to Anglik, który po tym starciu opuścił na chwilę boisko, a następnie… zbyt szybko na nie wrócił.
❗️ Bellingham ha recibido este codazo de Eric García en el área pic.twitter.com/sbcjlRA2Qm
— BeSoccer (@besoccer_ES) May 10, 2026
Rzut karny byłby z pewnością wymarzoną okazją dla Królewskich do złapania kontaktu, bo z gry zawodnicy Alvaro Arbeloi stworzyli sobie niewiele. Ośmielimy się stwierdzić, że w drugiej połowie serca kibiców Barcy nie zadrżały mocniej po ani jednej akcji gości. W zasadzie wszystko o czym warto wspomnieć to niecelny strzał głową Aureliena Tchouameniego, który był zarazem jednym z dwóch uderzeń Królewskich po przerwie (oba niecelne).
Z naszego punktu widzenia istotne było oczywiście, czy swoją szansę otrzyma Robert Lewandowski, dla którego również może to być ostatnie El Clasico w karierze. Polak wszedł na boisko z ławki na kilkanaście ostatnich minut i może czuć mały niedosyt, bo miał znakomitą okazję, by z klasykami pożegnać się golem. Napastnik dostał piłkę w polu karnym od Frenkiego de Jonga, znakomicie przygotował sobie pozycję do strzału i uderzył mocno, ale prosto w Thibauta Courtoisa.
Może więc nie zapamiętamy tego meczu „Lewego” ze względu na to, co zdziałał na boisku, ale już ze względu na to, że był częścią drużyny, która zapewniła sobie tytuł w tak prestiżowym starciu – jak najbardziej.
Tym bardziej, że jest to mistrzostwo wywalczone w wielkim stylu. Z ogromną przewagą nad głównym rywalem, domknięte w bezpośrednim starciu z tymże, co miało miejsce po raz pierwszy w historii tej rywalizacji. Na taki finał tego sezonu Barca zwyczajnie zasłużyła.
FC Barcelona – Real Madryt 2:0 (2:0)
- 1:0 – Rashford 9′
- 2:0 – Torres 18′
WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Real MMAdryt. Królewscy walczą ze sobą zamiast z rywalami [KOMENTARZ]
- „Operacja: Mourinho”. Portugalczyk coraz bliżej Realu Madryt
- Szczęsny: Jeszcze mi się chce i jeszcze mogę
Fot. Newspix