Pietuszewski olany przez kluby Serie A? Ciekawa opinia z Włoch

Marcin Ziółkowski

07 maja 2026, 12:09 • 3 min czytania 21

Reklama
Pietuszewski olany przez kluby Serie A? Ciekawa opinia z Włoch

Oskar Pietuszewski jest w trakcie egzaminów maturalnych i oczywiście życzymy mu, aby wszystkie testy zdał śpiewająco. Kontynuowałoby to jego dobrą passę, która niewątpliwie trwa w 2026 roku. Nastoletni Polak pokazał już bardzo wiele w FC Porto i zbiera świetne recenzje. Jak jednak wyjawił były bramkarz włoskiej kadry Emiliano Viviano, Pietuszewski jako rynkowa okazja został zimą we Włoszech kompletnie zignorowany.

Reklama

Pietuszewski zignorowany przez włoski rynek zdaniem byłego bramkarza tamtejszej kadry

Skrzydłowy został sprzedany przez Jagiellonię Białystok do FC Porto w zimowym okienku transferowym. Kwota ma z czasem dobić do 10 milionów euro. Pietuszewski po transferze do ligi portugalskiej, gdzie gra z dwójką rodaków – Jakubem Kiwiorem i Janem Bednarkiem, prezentuje bardzo przyzwoity poziom.

Od pewnego momentu jest regularnym bywalcem pierwszej jedenastki drużyny Francesco Fariolego. Zagrał dla Smoków w 16 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach. Ma na koncie trzy gole i dwie asysty. Zasłynął przede wszystkim ośmieszeniem Nicolasa Otamendiego w ligowym hicie z Benficą na Estadio da Luz.

Reklama

Przypomnijmy też jedno – zimą mówiło się przede wszystkim o zainteresowaniu Polakiem w kontekście FC Porto, ale też Atletico Madryt. Na próżno było szukać plotek na temat połączenia podmiotów „Pietuszewski” i „Serie A”. Jak jednak zdradza były bramkarz Arsenalu i włoskiej kadry Emiliano Viviano – odkąd wiedział o istnieniu Polaka, polecał go klubom. Na koniec – bez większego odzewu.

Jest taki chłopak, Oskar Pietuszewski. Polak urodzony w 2008 roku, do stycznia grał w Jagiellonii. Ktoś wskazał mi na niego, a ja przekazałem to nazwisko kilku klubom Serie A, w tym Fiorentinie. Żaden klub nie był zainteresowany. Teraz gra dla Porto, gdzie właśnie wygrał mistrzostwo kraju, to niesamowity piłkarz. Nikt we Włoszech w niego nie wierzył i trafił do Portugalii za jakieś drobniaki, patrząc na to, jaki to jest talentpowiedział w rozmowie dla Radio FirenzeViola.

Trudno podejrzewać o jakich pozostałych klubach mowa, ale Fiorentina niekoniecznie byłaby dobrym miejscem. Nawet nie dlatego, że średnio wychodziło tam polskim piłkarzom. Drużyna z Florencji miała przede wszystkim za cel utrzymać się w lidze. Fabio Paratici, nowy dyrektor sportowy, pomógł sprowadzić choćby Jacka Harrisona czy Manora Solomona, których doskonale znał z Premier League.

Reklama

Nie byłby więc to dobry moment dla Pietuszewskiego, aby zyskiwać nowe doświadczenia. Nie ma pewności, że Polak miałby tyle przestrzeni w Toskanii, co w Porto. Tak więc w tym przypadku – zupełnie szczerze, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A tak? Pietuszewski jest mistrzem Portugalii, regularnie gra, coraz więcej klubów dostrzega jego talent. Wszystko układa się harmonijnie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O SERIE A:

Fot. Newspix

21 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama