Minęły ponad trzy miesiące od transferu Adriana Przyborka z Pogoni Szczecin do Lazio za 4,5 miliona euro. Do tej pory Polak nie doczekał się jednak ani minuty w barwach rzymskiego zespołu. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy i czy rysują się jakiekolwiek ciekawsze perspektywy na przyszłość?
Plusy i minusy transferu Przyborka do Lazio
Musimy zacząć od tego, że kiedy wychowanek Portowców akceptował pomysł przenosin do stolicy Włoch, miały prawo pojawić się sprzeczne odczucia.
Z jednej strony te pozytywne – transfer do Italii, do wielkiego klubu. Dodatkowo przeprowadzka do Rzymu, co pod względem życiowym również brzmi jak wspaniała przygoda. Nic więc dziwnego, że skoro oferta już wpłynęła, to była bardzo mocno rozważana.
No ale z drugiej strony trzeba było wziąć pod uwagę minusy. Lazio zwłaszcza zimą znajdowało się w stanie totalnego rozkładu. Kibice poszli na całkowitą wojnę z właścicielem Claudio Lotito, przestali chodzić na mecze i doszli do apogeum narastającej od lat frustracji.
Przyborek trafił w bardzo trudne środowisko. Dodatkowo okraszone osobą trenera Maurizio Sarriego. W jego przypadku możemy się powtórzyć – to przecież uznany szkoleniowiec, od którego można się wiele nauczyć, ale przy tym…
No właśnie – ma swoje przekonania. Jak chyba każdy włoski trener lubuje się w taktyce, a jeśli jakiś zawodnik wykazuje choć niewielkie niezrozumienie systemów, to droga do gry staje się szybko zamknięta. W tym przypadku mówimy o młodym polskim piłkarzu dopiero poznającym nowe środowisko, więc względem wymagań nowego trenera na pewno stanął przed koniecznością przejścia długiej drogi.
W ogóle Sarri znalazł się w sytuacji, którą musiał rozwiązać trochę honorowo i myśląc sercem, a nie rozumem. Kiedy rzymski zespół grzązł w środku tabeli, a Lotito latem posprzedawał w styczniu ważnych graczy – jak Matteo Guendouziego i Taty’ego Castellanosa, a niewiele brakowało, że także Alessio Romagnolego – wielu na miejscu Włocha rzuciłoby papierami i po prostu odeszło z klubu.
Sarri został w Lazio dzięki relacji z kibicami
Tymczasem szkoleniowiec od początku podkreślał, że w tej konkretnej sytuacji chodzi o Lazio, a więc klub, z którym jest bardzo zżyty. Wcześniej pracował w nim od połowy 2021 roku do wiosny 2024, po rocznej przerwie zdecydował się wrócić. Łączy go relacja z kibicami, dzięki której wytrwał w chaosie, jaki ogarnął Biancocelestich w tym sezonie.
Biorąc pod uwagę cały obraz sytuacji Lazio i fakt, że w styczniu pozbyto się kilku ważnych piłkarzy, a w ich miejsce ściągnięto graczy może z potencjałem, ale jednak anonimowych, nie dziwi, że trener miał prawo się zirytować. Wystarczy tutaj posłużyć się cytatem z Sarriego z lutego, kiedy został zapytany o najlepszą pozycję dla Petara Ratkova, ściągniętego zimą za 13 milionów euro z Salzburga.
– Powtarzam, ja tego piłkarza nie znałem. A widząc go na treningach nie sądzę, że może grać jako skrzydłowy – wypalił Włoch dając do zrozumienia, że właściciel klubu rozgrywał konkretne ruchy po swojemu, niekoniecznie współpracując ze sztabem szkoleniowym.
Skoro zatem w centrum treningowym zameldował się również 19-letni Polak, w dodatku bez wybitnych statystyk z jesieni w Ekstraklasie (2 gole i 2 asysty w 17 występach), to niespecjalnie dziwi, że Sarri mógł wzruszyć ramionami. Albo nawet i miał prawo szczerze się wkurzyć, jeśli dodamy odejścia ważniejszych i bardziej doświadczonych zawodników.
Sezon trwał dalej, a Lazio podarowało swoim kibicom cenny prezent w tym smutnym dla nich roku. Rzymianie zdołali uporać się po rzutach karnych w dwumeczu z Atalantą Bergamo i awansowali do finału Pucharu Włoch. Zmierzą się w nim 13 maja z Interem Mediolan i będzie to dla nich mecz roku.
Właśnie wtedy zadecyduje się czy Biancocelesti awansują do Ligi Europy, czy też czeka ich drugi rok z rzędu bez międzynarodowych rozgrywek. Jednocześnie w Serie A Lazio nie gra o nic konkretnego właściwie cały czas odkąd Przyborek tylko trafił do klubu. Szczytem ich możliwości jest ósme miejsce, czyli po prostu najwyższe spośród wszystkich przeciętnych.
Jeśli zatem mamy do czynienia z taką sytuacją przez ponad trzy miesiące, a przy tym statystyki Polaka w nowym klubie brzmią 0 meczów, 0 goli, 0 asyst, to pewne powody do niepokoju są.

Dlaczego Adrian Przyborek nie gra w Lazio?
Spójrzmy na sprawę punktowo – dlaczego były gracz Pogoni wciąż nie zadebiutował w pierwszej drużynie Lazio?
1/ Wymagania taktycznego Sarriego – nawet jeśli gra nie toczy się w tabeli o żadną konkretną stawkę, to żeby grać u takiego taktyka, trzeba po prostu rozumieć jego założenia. Przyborek trafił na taktyczny uniwersytet, w którym lubuje się Serie A, a zwłaszcza ten konkretny szkoleniowiec. Nauki jest w bród i – jak widać – wciąż nie została w pełni przyswojona.
2/ Konkurencja – Przyborek może występować także jako skrzydłowy, chociaż w Rzymie jest rozważany bardziej jako pomocnik. Tak przynajmniej wynika ze słów Marco Ianniego, asystenta Sarriego, który w marcu odniósł się do kwestii pozycji Polaka.
Biancocelesti grają ustawieniem 4-3-3, gdzie na ofensywnych flankach są zawodnicy doświadczeni w Serie A, tacy jak Gustav Isaksen, Tijjani Noslin, Mattia Zaccagni czy Pedro. Linia pomocy? Pozycji numer dziesięć w tej formacji nie ma, natomiast w środku pola Sarri wobec problemów kadrowych wolał odkurzył nominalnego środkowego obrońcę Patrica, który stanowi dużo większą gwarancję w defensywie.
3/ Niewykorzystana szansa – całkiem niedawno, bo 19 kwietnia, Polak zanotował swój jedyny dotychczas występ w błękitnej koszulce. Było to w derbach z Romą w Primaverze, a więc drużynie młodzieżowej stanowiącej bezpośrednie zaplecze pierwszego zespołu.
Mimo słów Ianniego o tym, że „Przyborek to bardziej pomocnik”, były gracz Pogoni wyszedł w ustawieniu 3-5-2 jako jeden z dwójki napastników. Spędził na boisku 71 minut, a spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Swoją postawą jednak nie zachwycił.
„Jego występ nie był szczególnie udany. Przy piłce pojawił się niewiele razy, był bardzo osamotniony i często miał kłopoty w pojedynkach fizycznych z obrońcami Romy” – ocenił występ Polaka serwis LaLazioSiamoNoi.it.
4/ Pośrednia ofiara wojny w klubie – oczywiście gdyby Przyborek pokazywał wysokie umiejętności, nikt by go na ławce nie trzymał. Jeśli jednak mówimy o zawodniku z drugiego szeregu, który potrzebuje zaufania, wprowadzenia i opieki, by rozwinąć skrzydła, to Polak trafił bardzo źle.
Choć Lazio w lidze od dawna nie gra właściwie o nic, to Sarri nieustannie odwołuje się do honoru i tego, że do samego końca zamierza walczyć o jak najlepsze wyniki dla kibiców. Przy tym, nie ma co ukrywać, raczej nie podpisał się pod styczniowym transferem 19-latka z Pogoni i po prostu zastał nową twarz w klubie.
W ten sposób szkoleniowiec też może pokazywać w wojence z Lotito, że jego pomysły transferowe są beznadziejne, a on woli zmieniać pozycje innym piłkarzom nie wprowadzać „wynalazki” szefa. Decydując się na Lazio zimą Przyborek musiał mieć świadomość, że wchodzi w niezdrowe środowisko. I teraz widzi to od środka.
Kibice Interu w geście solidarności i przyjaźni z Lazio nie wejdą na Stadio Olimpico podczas sobotniego spotkania obu drużyn, pozostawiając stadion pustym. Zamiast tego kibice spotkają się w czasie meczu na nieodległym Ponte Milvio, miejscu spotkań kibiców Lazio. pic.twitter.com/vDlE6Mw5uT
— Kuba (@lazialepolacco) May 4, 2026
Przyborek w Lazio – co przyniesie przyszłość?
Żeby jednak nie przedstawiać sytuacji wyłącznie negatywnie, warto także zacytować słowa Nuno Tavaresa. Portugalczyk na początku kwietnia w rozmowie z klubowymi mediami został zapytany o styczniowe wzmocnienia. Powiedział:
„Wymienię Taylora i Przyborka. Trenuję z nimi każdego dnia i widzę jakość, jaką mają. Oczywiście Kenneth bardziej przyciąga uwagę, bo gra w pierwszym składzie, ale jestem przekonany, że także Adrian pokaże swoje umiejętności, kiedy już otrzyma szansę”.
Słowa z pewnością miłe, ale czas, w którym ta szansa może nadejść, bardzo mocno się kurczy. W maju Lazio rozegra jeszcze cztery ostatnie mecze, z czego dwa będą wagi ciężkiej. W przyszłym tygodniu rzymianie najpierw zmierzą się z Interem w finale pucharu, a potem z Romą w derbach Wiecznego Miasta.
W najbliższy weekend natomiast do Rzymu także przyjedzie świeżo upieczony mistrz Włoch, a więc Biancocelesti zagrają z Nerazzurrimi dwukrotnie w cztery dni. Zdecydowanie najlżej prezentuje się ostatnia kolejka, w której Lazio zagra u siebie ze zdegradowaną już Pizą. Może chociaż wtedy Polak zaliczy symboliczny debiut w Serie A?
Pod względem przyswajania taktycznych prawideł i poznawania włoskiego futbolu od środka, Przyborek z pewnością notuje bardzo pożyteczny czas. Nieustannie jest powoływany na mecze pierwszej drużyny i może obserwować, jak wygląda liga włoska od wewnątrz.
My natomiast nieco żałujemy, że jak dotąd nie było nam dane ujrzeć Polaka ani na minutę w pierwszej drużynie Lazio. A co przyniesie przyszłość? Na obecnym etapie nikt nie jest w stanie tego określić – po sezonie pełnym rozczarowań, który jednak może zakończyć się spektakularnie poprzez triumf w Pucharze Włoch, wszyscy w klubie muszą zastanowić się, co dalej.
Jak właściciel Lotito zachowa się wobec potężnej awantury z kibicami? Jaka będzie przyszłość Sarriego, a jeśli on odejdzie – to kto za niego? Czy rzymianie zagrają w Lidze Europy i będą potrzebowali szerszej kadry na kolejny sezon?
Odpowiedzi na te i inne pytania zaczną klarować się w kolejnych tygodniach, na pewno też wpłyną na przyszłość Przyborka. Tymczasem pozostaje nam trzymać kciuki, że jak już Polak dostanie choćby i epizodyczną szansę we Włoszech, to wykorzysta ją w stu procentach.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O SERIE A:
- Polak przepadł we Włoszech. „Było wiele okazji, by go wprowadzić”
- Zieliński doceniony. „Jeden z MVP sezonu”
- Walukiewicz w formie! Świetne recenzje po meczu z Milanem
Fot. Newspix