Nowy Pogacar? 19-latek wygrał legendarny wyścig

Sebastian Warzecha

22 kwietnia 2026, 16:56 • 3 min czytania 2

Reklama
Nowy Pogacar? 19-latek wygrał legendarny wyścig

Walońska Strzała to marzenie wielu kolarzy. Kończący ją legendarny podjazd pod Mur de Huy to sprawdzian nie tylko możliwości czysto fizycznych, ale i taktycznych – trzeba wiedzieć, w którym momencie zaatakować, żeby rywale nie byli w stanie cię dogonić, bo ścianka jest krótka, ale bardzo stroma. Zwykle triumfują tam kolarze już doświadczeni. Ale nie dziś. Bo La Fleche Wallonne padło w tym roku łupem 19-letniego Paula Seixasa. Ależ to jest talent!

Reklama

Paul Seixas wygrał Walońską Strzałkę. Ma tylko 19 lat!

Kolarstwo to generalnie sport, w którym młodzi zazwyczaj nie wchodzą zbyt przebojowo do peletonu. Bo na wytrzymałość, ale i zrozumienie taktyki pracuje się z wiekiem. Jasne, zdarzają się wyjątki – jednym z nich jest Tadej Pogacar, innym na przykład Remco Evenepoel, podwójny mistrz olimpijski z Paryża. Ale to właśnie wyjątki, genialni kolarze, których po prostu nie sposób było trzymać w drugim szeregu i dawać im szanse w mniejszych wyścigach czy traktować jak gregario, pomocników dla lidera zespołu.

Teraz do grona tych fenomenalnych talentów dołącza Paul Seixas.

Francuski kolarz w tym roku obchodzić będzie 20. urodziny. Ale dopiero w październiku, do nich jeszcze kawałek. Na razie wciąż jeździ jako nastolatek i jako nastolatek wygrywa. Jeszcze w 2024 roku rywalizował wśród juniorów. Do seniorskiego peletonu przeniósł się w poprzednim sezonie, trafił do grupy Decathlon-AG2R La Mondiale. Już przed rokiem notował naprawdę interesujące rezultaty. Wygrał klasyfikację punktową Tour of Alps, był 7. w legendarnym Giro di Lombardia, 8. z kolei w tygodniowym Dauphine, już standardowo poprzedzającym Tour de France.

Ale to ten sezon jest prawdziwym rozkwitem jego talentu.

Reklama

Zaimponował przede wszystkim w Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Wygrał tam trzy etapy – w tym jazdy na czas – a wraz z nimi klasyfikację generalną. Do tego został najlepszym góralem, no i – co naturalne – zgarnął koszulkę dla najlepszego młodego kolarza. Triumfował też w Ardeche Classic, wygrał etap na Volta ao Algarve (i był drugi w generalce), a w Strade Bianche, innym klasycznym wyścigu jednodniowym, finiszował wyłącznie za plecami tego, do którego coraz częściej się go porównuje – Tadeja Pogacara.

Dziś zanotował swój pierwszy wielki triumf właśnie w „klasyku”. Walońska Strzała to – głównie ze względu na wspomniany Mur de Huy – wyścig-legenda. Kiedyś królem był tam Alejandro Valverde, potem Julian Alaphilippe, a ostatnio coraz częściej sam Pogacar. W tym roku Słoweniec jednak sobie start w tym ardeńskim klasyku odpuścił, bo kalendarz i tak miał napięty. Skorzystał z tego właśnie Seixas, który już przed startem był typowany do końcowego triumfu, ale w gronie kilku faworytów.

To jednak on najlepiej rozegrał końcówkę – bo to właśnie na końcówce wszystko się w Strzale rozgrywa – a gdy depnął na pedały, właściwie nikt nie był w stanie utrzymać się na jego kole. Piekielną moc jest w stanie wygenerować ten młodziak, naprawdę piekielną. Właściwie już 10 metrów po tym, jak zaczął finiszować, było widać, że nikt go nie dogoni. I nie dogonił. Seixas wygrał komfortowo, kontrolując sytuację do samego końca. Odniósł kolejny sukces w tak młodym wieku (nikt młodszy nie wygrał nigdy tego wyścigu) i… zapewne nie ostatni.

Reklama

Wydaje się, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w tym roku czekają go też pierwsze takie w Wielkich Tourach. A w kolejnych latach – kto wie? – może faktycznie stanie się rywalem dla Tadeja Pogacara i rzuci wyzwanie dominacji Słoweńca?

Fot. Newspix

Czytaj więcej o kolarstwie na Weszło:

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Pogba: Gdyby Fernandes grał w City, byłby w TOP 3 Złotej Piłki

Maciej Piętak
0
Pogba: Gdyby Fernandes grał w City, byłby w TOP 3 Złotej Piłki

Inne sporty

Reklama