Niewiadoma tuż za podium wielkiego wyścigu. Holenderka wróciła na tron

Sebastian Warzecha

22 kwietnia 2026, 18:18 • 3 min czytania 6

Reklama
Niewiadoma tuż za podium wielkiego wyścigu. Holenderka wróciła na tron

Katarzyna Niewiadoma liczyła, że po dwóch latach uda jej się powrócić na pierwsze miejsce Walońskiej Strzały, słynnego jednodniowego wyścigu z finiszem na Mur de Huy. Ostatecznie jednak – choć walczyła do końca – finiszowała czwarta. Wygrała, po raz drugi w karierze, Demi Vollering.

Reklama

Katarzyna Niewiadoma czwarta w Walońskiej Strzale

Walońska Strzała to specyficzny wyścig – cały dystans jedzie się na ogół tylko po to, by wszystko rozstrzygnęło się wewnątrz ostatniego kilometra, na krótkim, ale niezwykle stromym i wymagającym podjeździe pod Mur de Huy. Tam liczy się, kto lepiej wyczuje moment, ale i kto mocniej depnie na pedały, a potem utrzyma tę wygenerowaną moc do końca. Trzeba więc i mieć „pod nogą”, i być świadomym taktycznie zawodnikiem czy zawodniczką. U mężczyzn swój ogormny talent potwierdził w tym roku 19-letni Paul Sexais.

CZYTAJ: NOWY POGACAR? 19-LATEK WYGRAŁ LEGENDARNY WYŚCIG

U kobiet przez lata najlepsza była tam Anna van der Breggen. Holenderka rozumiała Mur de Huy jak nikt – wygrywała w tym wyścigu siedem (!) razy z rzędu, od 2015 do 2021 roku. Dopiero gdy skończyła karierę, „odblokowała” rywalizację dla innych zawodniczek. W 2022 roku niespodziewanie wygrała więc Walońską Strzałę Włoszka Anna Cavalli. Potem jednak królować zaczęły te bardziej „codzienne” nazwiska. W 2023 najlepsza była tam Holenderka Demi Vollering. A w 2024 to my, Polacy, przeżyliśmy chwilę radości – na Mur de Huy triumfowała bowiem Katarzyna Niewiadoma, która goniła za tą wygraną od lat – wcześniej bowiem dwukrotnie stała na podium, a do tego wiele razy finiszowała w czołowej grupce.

W ubiegłym roku triumfowała tam z kolei inna Holenderka, młoda i utalentowana Puck Pieterse. A w tym roku grono faworytek było szerokie, ale wśród tych najpoważniejszych wymieniano zwyciężczynie z przeszłości – Niewiadomą i Vollering. I faktycznie, przez dłuższy moment wydawało się, że to one dwie rozstrzygną między sobą sprawę wygranej. Holenderka wyszła bowiem na czoło grupki na kilkaset metrów przed końcem i narzuciła mocne tempo. Niewiadoma za to umiejętnie przesunęła się przez szereg innych zawodniczek i znalazła na kole najgroźniejszej rywalki.

Reklama

Tyle że z tego koła powoli, powolutku, ale odpadała. Vollering docisnęła bowiem – nie wstając z siodełka! – niesamowicie równo i mocno. Kasia próbowała, walczyła, ale jednak przewaga rywalki się powiększała. A w dodatku zza koła Polki zaatakowały Hiszpanka Paula Blasi, no i ta, która broniła tytułu – Puck Pieterse. I to one sprawiły ostatecznie, że Niewiadoma nie stanęła na podium. Ba, Pieterse była o kilka, może kilkanaście metrów od tego, żeby jeszcze złapać Vollering i na ostatnich metrach wyprzedzić starszą, bardziej utytułowaną rodaczkę.

Ale nie udało jej się. Wygrała Vollering, druga była Pieterse, trzecia Blasi, a za nimi – Katarzyna Niewiadoma.

Reklama

Polka czeka więc wciąż na pierwszy w tym sezonie triumf. Kilkukrotnie była blisko – na drugim miejscu finiszowała w belgijskim Omlood Nieuwsblad oraz włoskim Strade Bianche. Zatrzymała ją jednak poważnie wyglądająca kraksa w Mediolan-San Remo. Gdy wróciła, po niemal miesiącu, od razu ponownie była druga – w Amstel Gold Race, wygrywając tam zresztą finisz z małej grupki. A dziś czwarta w Walońskiej Strzale. Niewiadoma wciąż jest więc w czołówce.

I pewnie w końcu przyjdzie wygrana. Pytanie tylko –  kiedy?

Fot. Newspix

Czytaj więcej o kolarstwie na Weszło:

6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Pogba: Gdyby Fernandes grał w City, byłby w TOP 3 Złotej Piłki

Maciej Piętak
0
Pogba: Gdyby Fernandes grał w City, byłby w TOP 3 Złotej Piłki

Inne sporty

Reklama