Turniej ATP w Madrycie to dla Huberta Hurkacza w tym roku przede wszystkim początek współpracy z Gilles’em Cervarą, byłym trenerem Daniiła Miedwiediewa. I polsko-francuski duet udanie – bo od wygranej – rozpoczął wspólną pracę. Polak w dwóch setach pokonał kwalifikanta, Jaimę Farię.
Hubert Hurkacz wygrał na inaugurację turnieju w Madrycie
Hubert Hurkacz rozstał się ze swoim poprzednim trenerem, Nicolasem Massu, jeszcze przed sezonem gry na kortach ziemnych. Podczas turnieju w Monte Carlo występował z kolei tak naprawdę bez głównego szkoleniowca. Dopiero po nim nawiązał oficjalną współpracę z Cervarą, który w przeszłości doprowadził na szczyty męskiego tenisa Daniiła Miedwiediewa, wygrywając z nim US Open i sprawiając, że Rosjanin został liderem rankingu ATP.
Cervara i Miedwiediew rozstali się jednak w zeszłym sezonie. Francuz potem krótko prowadził jeszcze utalentowanego Amerykanina Nishesha Basavareddy’ego, ale nie była to kooperacja, która zakończyłaby się jakimkolwiek sukcesem. W efekcie ostatnio był bez pracy. Aż pojawił się Hurkacz.
CZYTAJ: HUBERT HURKACZ I NOWY TRENER. CO GILLES CERVARA MOŻE DAĆ POLAKOWI?
Co ciekawe, Francuz już przed laty – w rywalizacji juniorów – chwalił polskiego tenisistę i mówił, że ten może zostać mistrzem wielkoszlemowym. Dziś wydaje się to mało prawdopodobne, tym bardziej, że Cervara trafił na Hurkacza po problemach zdrowotnych i poza TOP 50 rankingu. Ale to właśnie on ma teraz wydźwignąć go z tych problemów i sprawić, by Hubi na powrót został graczem z okolic pierwszej „10” rankingu ATP. Bo prawdopodobnie taki będzie ostateczny cel tego duetu.
Współpracę rozpoczęli zresztą zgodnie z planem – od wygranej.
Mecz z Jaime Farią nie był ani tak trudny, jak można było się obawiać (Portugalczyk to specjalista od mączki), ani – przynajmniej momentami – tak łatwy, jak można wnioskować po wyniku. Faria potrafił sprawić Hurkaczowi problemy, choć już na samym starcie spotkania, po ledwie trzech gemach, poprosił o przerwę medyczną. A tuż po niej stracił podanie, nie zdobywając nawet punktu. Hurkacz grał świetnie, a do tego wydawało się, że Jaime może zaraz poddać mecz. Nie zrobił tego jednak i z czasem się rozkręcił.
W siódmym gemie miał trzy break pointy, ale dwa z nich Hurkacz obronił serwisem, a trzeciego świetną akcją zakończoną winnerem. Generalnie dziś jego podanie funkcjonowało znakomicie zwłaszcza w tych kluczowych, trudnych momentach. Pierwszego seta wygrał ostatecznie 6:3, a Faria nie zagroził mu już kolejny raz. W drugiej partii wynik był identyczny, Hubi przełamał tym razem o gema później – w piątej z małych partii. Choć musiał na to przełamanie nieco popracować, wykorzystał bowiem dopiero czwartego break pointa… a to w sumie za sprawą rywala, który smeczem trafił w siatkę, nie wykorzystując prostej okazji na doprowadzenie do równowagi.
Finding form 💪
After a good run in Monte Carlo Hubert Hurkacz kicks off his Madrid campaign with a 6-3 6-3 over Jaime Faria 👏#MMOPEN pic.twitter.com/KJ7qS29I1U
— Tennis TV (@TennisTV) April 22, 2026
To był najważniejszy punkt tego meczu. Bo Hurkacz przy swoim serwisie nie dał Portugalczykowi sprawić mu żadnego zagrożenia, a sam – na koniec – jeszcze raz rywala przełamał. Choć więc były momenty, gdy miał problemy, ogółem był to ze strony Polaka naprawdę solidny mecz i dobry start w turniej.
Teraz jednak poprzeczka pójdzie znacząco w górę, bo Huberta czeka starcie z Lorenzo Mussetim, a więc aktualnie 9. tenisistą świata.