Atletico Madryt poległo w rewanżowym starciu z Barceloną, ale swój cel koniec końców osiągnęło – przyklepało awans do półfinału Ligi Mistrzów. Awans, trzeba dodać, niespodziewany czy wręcz sensacyjny, bo ekipa dowodzona przez Diego Simeone w hiszpańskiej ekstraklasie radzi sobie raczej marnie i od dawna nie zagraża już Dumie Katalonii i Realowi Madryt w rywalizacji o mistrzostwo kraju. Z drugiej strony, może to właśnie wyniki wykręcane w Champions League lepiej oddają realny potencjał madryckiego zespołu niż przeciętne rezultaty w LaLiga?
Postanowiliśmy wskazać pięć powodów, dla których to Los Colchoneros mogą sięgnąć w tym roku po upragniony Puchar Mistrzów.
W LaLiga nie walczą już o nic
Tak naprawdę na tym etapie sezonu dla Los Colchoneros liczą się tylko rozgrywki pucharowe: półfinały Ligi Mistrzów oraz finał Pucharu Króla. W LaLiga podopieczni Diego Simeone notują rozczarowującą kampanię i już tego nie zmienią. Dość powiedzieć, że ostatnio przegrali trzy ligowe starcia z rzędu i obecnie plasują się dopiero na czwartym miejscu w tabeli z przeszło dwudziestoma punktami straty do liderującej Barcelony. O gonieniu Blaugrany (i Realu Madryt) nie ma już zatem mowy. Jeśli już, to ambicją ekipy z Madrytu może być wskoczenie na najniższy stopień podium kosztem Villarrealu, który obecnie wyprzedza Atletico czterema punktami. No a to jednak trochę siara, uplasować się za drużyną, z której się wcześniej wykupiło Alexandra Sorlotha czy Alexa Baenę.
No dobrze, ale może Cholo i jego zawodnicy muszą się niepokoić kwestią wypadnięcia z TOP4? Właśnie też nie, ponieważ aktualnie mają przewagę jedenastu oczek nad grupą pościgową. Ligę pozostaje im zatem – tylko i aż – dograć, nie robiąc w niej sobie wielkiego wstydu. Tymczasem Arsenal, a zatem prawdopodobny przeciwnik Atletico w półfinałach Champions League, ma przed sobą batalię o mistrzostwo Anglii, która zapewne potrwa do samego końca sezonu Premier League.
Luksus odpoczynku nie dotyczy więc Kanonierów, podczas gdy Atletico: jak najbardziej.
Mają w swoich szeregach Juliana Alvareza
Osiemnaście bramek w 46 występach na wszystkich frontach – bilans strzelecki Juliana Alvareza nie jest z pewnością oszałamiający. Nie rzuca na kolana na pierwszy rzut oka. Trzeba jednak pamiętać, że Argentyńczyk w taktycznej układance Simeone niekoniecznie wykorzystywany jest w roli klasycznej, polującej na gole dziewiątki. To raz, a dwa: należy przyjrzeć się temu, jakim rywalom i w jakich okolicznościach Alvarez strzelał w tym sezonie bramki.
- Liga Mistrzów? Dziewięć trafień (plus cztery asyst) w trzynastu spotkaniach.
- cenne trafienie w jesiennym starciu z Interem Mediolan (2:1).
- wyrównujący gol w wyrównanej potyczce z PSV Eindhoven (3:2).
- otwierające trafienie w meczu z Club Brugge (3:3).
- popis – trzy gole i dwie asysty – w dwumeczu z Tottenhamem.
- arcyważny i piękny gol z rzutu wolnego na Camp Nou przeciwko Barcelonie (2:0).
- LaLiga? Tylko osiem goli i cztery asysty w 29 starciach, ale…
- … dublet w jesiennej rywalizacji z Realem Madryt (5:2).
- zwycięska bramka w doliczonym czasie meczu z Realem Oviedo (1:0).
- Puchar Króla? Gol i asysta w pamiętnym 4:0 z Barceloną.
Gra Atletico nie kręci się zatem wokół bramek Alvareza, ale Argentyńczyk potrafi ukąsić wtedy, kiedy jest to najbardziej potrzebne. W Champions League radzi sobie w kapitalnie i jeśli ktoś ma rozerwać szyki obronne Arsenalu lub Sportingu w półfinałach, to fani Los Colchoneros z pewnością liczą w pierwszej kolejności na niego.

Dysponują naprawdę poważną siłą ognia
Wyniki Atletico Madryt w bieżącym sezonie LaLiga nie są rozczarowujące tylko dlatego, że Los Colchoneros zawsze po cichu liczą na spłatanie figla Realowi i Barcelonie i sięgnięcie po mistrzostwo kraju. Chodzi też o to, że do tego sezonu ekipa z Estadio Metropolitano przystąpiła naprawdę konkretnie wzmocniona. Do drużyny dołączyli Alex Baena, David Hancko, Johnny Cardoso, Giacomo Raspadori (już pożegnany), Thiago Almada, Matteo Ruggeri czy Marc Pubill. A na dokładkę jeszcze Ademola Lookman oraz Rodrigo Mendoza w zimowym oknie transferowym, no i nie zapominajmy o wypożyczonym z Juventusu Nico Gonzalezie.
Jasne, były też odejścia. Choćby Conor Gallagher przeniósł się do Tottenhamu, pożegnano też kilku weteranów. Summa summarum działacze Atletico przeznaczyli jednak na nowych piłkarzy około 230 milionów euro. A nie zapominajmy, że latem 2024 roku Los Colchoneros też wydali na transfery fortunę.
W obecnych realiach hiszpańskiej ekstraklasy, gdy każdy grosz ogląda się tam dwa razy, takie zakupy muszą robić wrażenie.
Można więc czynić Diego Simeone zarzut z tego, że nie do końca potrafi wszystkich tych graczy optymalnie wykorzystać, no ale faktem jest, że wiosną 2026 roku Atletico to nie jest drużyna skazana na to, by – nawiązując do słynnych słów Cholo – cierpieć na boisku. Siła ognia Los Colchoneros jest obecnie naprawdę imponująca. I widać to było w dwumeczu z Barceloną, kiedy szkoleniowiec Atletico mógł sobie pozwolić na to, by z ławki rezerwowych delegować do boju Sorlotha, Gonzaleza czy Baenę. Norweg strzelił już w tym sezonie 17 bramek we wszystkich rozgrywkach, mimo że nie zawsze łapie się do wyjściowego składu Atleti.
Wciąż potrafią być nieznośni dla rywali
Jesienią minionego roku portal Total Football Analysis rozłożył grę Atletico z czynniki pierwsze. Analiza była dość brutalna dla szkoleniowca Los Colchoneros. Wynikało z niej, mówiąc w telegraficznym skrócie, że zespół po licznych roszadach kadrowych i korektach taktycznych kompletnie zatracił tożsamość. Że odmienione Atletico jest bezproduktywne w ataku pozycyjnym, ospałe w grze bez piłki i – co gorsza – dziurawe w defensywie oraz zdezorganizowane w pressingu. – Kiedy napastnicy Atletico naciskają na rywali, ich niegdyś nieustępliwy pressing staje się nieregularny i pozbawiony dawnej intensywności. Pomocnicy nie zapewniają im odpowiedniego wsparcia, co tworzy olbrzymie luki, które przeciwnicy łatwo wykorzystują. Ten brak koordynacji w wysokim pressingu widoczny jest również w głębokiej defensywie. Obrona Atletico jest dużo łatwiejsza do przełamania, a zespół zatracił swoją dominującą, defensywną tożsamość – pisał Bola Atta.
Ostatni dwumecz z Barceloną pokazał jednak, że Atletico – odpowiednio przygotowane taktyczne i mentalnie – wciąż potrafi jeszcze zagrać w stylu drużyny, która przed laty pod wodzą Simeone dwukrotnie docierała do finałów Ligi Mistrzów. Los Colchoneros nie byli oczywiście idealnie szczelni w defensywie, rewanż zaczął się w ich wykonaniu wręcz koszmarnie, lecz w ostatecznym rozrachunku nie dali się złamać. Byli nabuzowani, nieugięci i nieznośni, jak za dawnych lat.
Może jednak Atletico w końcu coś wygra? Barcelona odpalona z LM!
Nie może dziwić, że Simeone w pomeczowych wypowiedziach uderzał w sentymentalne tony.
– To już czternaście lat. Widok walczącej drużyny wciąż jest dla mnie emocjonujący. Zmieniają się piłkarze, wielokrotnie zaczynaliśmy wszystko od nowa, ale znowu jesteśmy w najlepszej czwórce Europy. Zmierzyliśmy się z drużyną, która jest świetna, gra w niesamowitym tempie. Takiego przeciwnika trudno mieć pod kontrolą. Popełniliśmy błędy, ale nie pogubiliśmy się i odzyskaliśmy spokój – przyznał Argentyńczyk po awansie do półfinału LM.

Bo jak nie teraz, to kiedy?
Za kadencji Diego Simeone ekipa Atletico sięgnęła po dwa tytuły mistrzowskie (2014, 2021), Puchar Króla (2013) oraz dwa triumfy w Lidze Europy (2012, 2018). Dwukrotnie docierała też do wielkich finałów Ligi Mistrzów (2014, 2016), gdzie dwa razy poskromili ją jednak rywale zza miedzy – Real Madryt. Cholo wielokrotnie przyznawał, że marzenie o zdobyciu najcenniejszego trofeum w europejskiej piłce klubowej stało się dla niego wręcz obsesją.
Sęk w tym, że ostatnimi czasy nie było nawet blisko realizacji tego celu.
Podsumujmy:
- 2013/14 – finał
- 2014/15 – ćwierćfinał
- 2015/16 – finał
- 2016/17 – półfinał
- 2017/18 – 3. miejsce w grupie
- 2018/19 – 1/8 finału
- 2019/20 – ćwierćfinał
- 2020/21 – 1/8 finału
- 2021/22 – ćwierćfinał
- 2022/23 – 4. miejsce w grupie
- 2023/24 – ćwierćfinał
- 2024/25 – 1/8 finału
- 2025/26 – półfinał
Owszem, Los Colchoneros potrafili stoczyć wspaniały, zwycięski dwumecz w Champions League. Na przykład w 2024 roku, gdy pokonali w 1/8 finału Inter Mediolan. Albo w roku 2020, gdy wyrzucili za burtę Liverpool. Były to jednak pojedyncze sukcesy, po których zaraz trzeba było przyjąć gorzką pigułkę rozczarowania. Tym razem jest inaczej, bo zawodnicy ze stolicy Hiszpanii mają już za sobą trzy triumfy w fazie pucharowej. I jasne, pokonanie Club Brugge czy kompletnie rozklekotanego Tottenhamu Hotspur większego wrażenia nie robi. No ale już uporanie się z Barceloną to wyczyn, obok którego trudno przejść obojętnie.
Prawie dekadę czekało Atletico na awans do półfinałów Ligi Mistrzów. To bardzo długo. Lepsza okazja, by sięgnąć po uszaty puchar za kadencji Simeone, może się już po prostu nie nadarzyć.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Barcelona nie będzie grać inaczej. Ale to dobrze [KOMENTARZ]
- Dramat gwiazdy Liverpoolu. Nie pojedzie na mundial
- Raphinha grzmi po meczu. „Zostaliśmy okradzeni”
fot. NewsPix.pl