Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi

Jan Broda

Autor:Jan Broda

04 kwietnia 2026, 23:23 • 6 min czytania 32

Reklama
Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi

FC Barcelona wykorzystała porażkę Realu z Majorką i zdystansowała drugich w tabeli Królewskich na odległość już aż siedmiu punktów. Podopieczni Hansiego Flicka długo męczyli się z grającym w dziesięciu Atletico. W końcówce na boisku pojawił się Robert Lewandowski, który przechylił szalę zwycięstwa być może na wagę mistrzostwa Hiszpanii. Cholo Simeone i spółka mają szansę szybko zrewanżować się Katalończykom za ligową porażkę, bo był to dopiero pierwszy z trzech meczów obydwu klubów na przestrzeni dziesięciu dni. Teraz czeka ich dwumecz w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. 

Reklama

Atletico Madryt – FC Barcelona. Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany

Pojedynki Atletico Simeone z Barceloną Flicka to gwarancja emocji i, przede wszystkim, goli. 29 – dokładnie tyle bramek padło w siedmiu poprzednich meczach tych dwóch drużyn, co daje średnią, bagatela, ponad czterech trafień na spotkanie. Również i tym razem jedni i drudzy postanowili nas porozpieszczać skutecznością. I nie zmieniły tego nawet eksperymentalne ustawienia.

Simeone wymienił połowę składu. Dosłownie, bo w wyjściowej jedenastce Atleti ostało się tylko pięciu piłkarzy, którzy rozpoczęli derby Madrytu z Realem od pierwszej minuty. Byli nimi Musso, Le Normand, Giuliano, Koke i Griezzmann. Rotował również Flick, ale bardziej z przymusu, niż chęci oszczędzania kluczowych zawodników przed dwumeczem w Lidze Mistrzów. Barcelona wyszła na Wanda Metropolitano bez klasycznej dziewiątki. Zarówno Robert Lewandowski, jak i Ferran Torres usiedli na ławce, z której natomiast podniósł się Marcus Rashford. Anglik zastępował na lewym skrzydle kontuzjowanego Raphinhę.

Szybka wymiana ciosów i czerwona kartka. Atletico kończyło w dziesięciu, Barcelonie się upiekło

I, co tu dużo mówić, nie wszedł w buty nieobecnego Brazylijczyka. Nie miała wiele pożytku Barcelona na lewej stronie boiska z wypożyczonego z Manchesteru United skrzydłowego, jednak w decydującym momencie był on tam, gdzie być powinien. Rashford przełamał trwającą od końca stycznia strzelecką niemoc i w końcu trafił do siatki. Uderzenie wprawdzie nie było idealne, bo w sam środek bramki, czego chyba nie spodziewał się sam Musso, bo przepuścił piłkę między nogami.

Poza tym wszystko, co dobre w ofensywie, w pierwszej połowie działo się głównie za sprawą Lamine’a Yamala. 18-latek mógł mieć na swoim koncie co najmniej dwie asysty, bo dwukrotnie obsłużył prostopadłymi podaniami z głębi wychodzącego na wolne pole Fermina Lopeza, ale ten za każdym razem nie potrafił zamienić ich na gola. Nic dziwnego, że Flick w przerwie posadził go na ławce. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że należało mu się za okradzenie Yamala z TEJ niedoszłej asysty. Hiszpan najpierw założył siatkę Nico Gonzalezowi, a następnie fałszem posłał podanie przez pół boiska. Zresztą, zobaczcie sami.

Reklama

Mógł mieć też Yamal gola, gdy w 35. minucie po wymianie podań z Olmo i Ferminem chciał przelobować Musso, lecz piłka po jego strzale tylko odbiła się od zewnętrznej części słupka.

Zanim jednak Barcelona doszła do głosu, początkowo to Atletico było bliższe zdobycia gola. Sam Griezmann mógł powinien zanotować dublet. Francuz dwukrotnie znalazł się w sytuacji sam na sam i tyle samo razy przegrał pojedynek oko w oko z Joanem Garcią. Najpierw trafił w sam środek bramki, gdzie stał hiszpański golkiper, a następnie spudłował nad poprzeczką.

Reklama

Co nie udało się Griezmannowi, udało się Giuliano. W 39. minucie Lenglet posłał długą piłkę z głębi pola w kierunku Argentyńczyka, a ten pokazał swojemu jeszcze aktualnemu koledze z drużyny, jak wykańczać takie sytuacje.

Atletico długo z bramki Simeone się nie nacieszyło, bo trzy minuty później do wyrównania doprowadził wcześniej wspomniany Rashford, a na dodatek, jakby tego było mało, jeszcze przed przerwą z boiska z czerwoną kartką wyleciał Nico Gonzalez. Argentyńczyk sfaulował rozpędzonego Yamala tuż przed polem karnym i gospodarze musieli radzić sobie w osłabieniu.

Reklama

Na drugą połowę Barca wyszła w jedenastu, choć równie dobrze chwilę po wznowieniu gry również mogła mieć jednego gracza mniej na boisku. Gerard Martin nadepnął na nogę postawną Thiago Almady, sędzia Busquets początkowo ukarał go za to wejście bezpośrednią czerwoną kartką, jednak po analizie VAR cofnął swoją pierwotną decyzję, wlepiając mu tylko żółty kartonik. Owszem, Martin był pierwszy przy piłce, lecz nie zmienia to faktu, że jego wejście – przypadkowe czy też nie – mogło skończyć się nawet złamaną nogą u Almady.

Jak trwoga, to do Lewandowskiego. Cancelo strzelił, Musso odbił, a bohaterem i tak został Polak

O ile przed przerwą oglądaliśmy wyrównane widowisko, o tyle po przerwie gra toczyła się wyłącznie pod dyktando Dumy Katalonii. Liczby mówią same za siebie. Posiadanie piłki? 83 do 17. Wymienione podania? 326 do 46. Strzały? 15 do zera. Kontakty w polu karnym przeciwnika? 34 do zera. I tak dalej, i tak dalej. Słowem – totalna miazga.

Tylko w najważniejszej statystyce – liczbie goli – długo utrzymywał się remis. Przy życiu Atletico po części utrzymywał dobrze dysponowany Juan Musso, a po części brak skuteczności po stronie Katalończyków. Flick reagował posyłając do boju duet napastników. Najpierw na boisku pojawił się Ferran Torres, który zresztą zmarnował dogodną okazję, a następnie, w 79. minucie, Robert Lewandowski.

I to właśnie Polak okazał się bohaterem Barcelony. Dość nieoczekiwanie, trzeba podkreślić, bo w akcji bramkowej uczestniczył raczej biernie, niż aktywnie. Można powiedzieć, że to Cancelo do spółki z Musso strzelili gola Lewandowskim. W ogólnym rozrachunku nic to jednak nie zmienia, bo liczy się to, co w sieci. Potwierdziło się powiedzenie, że lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Co ciekawe, był to jedyny kontakt Lewego z piłką w polu karnym, ale jednocześnie – jakże ważny.

Reklama

Niewykluczone, że dzisiaj, 4 kwietnia, poznaliśmy mistrza Hiszpanii w 2026 roku. Bramka Lewandowskiego sprawiła, że Barcelona wykorzystała popołudniowe potknięcie Realu z Majorką, powiększając swoją przewagę w tabeli do aż siedmiu punktów. Wiadomo, dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, natomiast ten dystans, na osiem kolejek przed końcem sezonu, może być już nie do odrobienia.

Teraz liga schodzi jednak na plan dalszy, bo przed Barcą i Atletico rywalizacja w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz odbędzie się 8 kwietnia na Camp Nou, rewanż tydzień później 14 kwietnia na Wanda Metropolitano.

Reklama

Atletico Madryt – FC Barcelona 1:2 (1:1)

  • 39′ Giuliano – 1:0
  • 42′ Rashford – 1:1
  • 87′ Lewandowski – 2:1

CZYTAJ WIĘCEJ O LA LIGA NA WESZŁO:

Fot. Newspix

32 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego

Jakub Radomski
11
Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego
La Liga

Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników

Braian Wilma
2
Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników
La Liga

Real przegrał tytuł na Majorce? Muriqi i spółka z wielkim triumfem

Jan Broda
6
Real przegrał tytuł na Majorce? Muriqi i spółka z wielkim triumfem