Sensacja! Arsenal odpadł z drugoligowcem

Patryk Idasiak

04 kwietnia 2026, 23:40 • 5 min czytania 8

Reklama
Sensacja! Arsenal odpadł z drugoligowcem

Nie jest to najlepszy czas Arsenalu. Co prawda przewaga w lidze nad Manchesterem City wynosi dziewięć punktów (ale mecz rozegrany więcej, więc potencjalnie sześć), ale jednak Kanonierzy dali ciała w dwóch krajowych pucharach. Najpierw kompletnie taktycznie polegli w starciu z The Citizens w finale Pucharu Ligi (0:2), a teraz odpadli z Pucharu Anglii w starciu z drugoligowym Southampton. 

Reklama

Arsenal miał problem ze składem

Arsenal przystępował do tego meczu świeżo po klęsce w finale Pucharu Ligi. Pep Guardiola wówczas rozegrał taktycznie Mikela Artetę. Ofensywni piłkarze… kompletnie nie pressowali obrońców Kanonierów, a ci kompletnie nie wiedzieli, co w takiej sytuacji robić, klepali między sobą, aż w końcu oddawali piłkę przeciwnikom za darmo. Arsenal nie zdał egzaminu i był zespołem gorszym od Manchesteru City. Chciał więc zmazać tę plamę po przerwach na kadry.

Robi wszystko, żeby dociągnąć przewagę w Premier League. W meczach reprezentacyjnych nie zagrało… aż 10 piłkarzy Mikela Artety z powodu przedziwnej plagi kontuzji. Kanonierzy nie chcieli przeciążać filarów w meczach towarzyskich.

Kilku z nich rzeczywiście takich urazów się nabawiło – wiadomo było już wcześniej, że Eberechi Eze wypada na kilka tygodni, Noni Madueke opuszczał Wembley po meczu z Urugwajem w ortezie, bo musiał zejść jeszcze w pierwszej połowie. Piero Hincapie także nie dokończył międzynarodowego meczu, a Zubimendi zagrał raptem kilkanaście minut. Thomas Tuchel nie eksploatował za to Saki i Rice’a. Timber z kolei narzekał na kontuzję pachwiny.

Reklama

Rzeczywiście kilku kontuzjowanych zabrakło w składzie na mecz pucharowy z Southampton – Saka, Timber, Hincapie, Trossard i Eze nie mogli pomóc drużynie, Zubimendi, Saliba i Madueke weszli z ławki. Szansę dostali tacy gracze jak Max Dowman, Ben White, Christian Norgaard, w ataku wystąpił Gabriel Jesus, a w bramce Kepa Arrizabalaga. No i zmiennicy na pewno zawiedli (może oprócz Dowmana).

Southampton miało lepsze okazje

Arsenal niby bardziej atakował, stworzył wiele szans, ale… ile takich typowych „setek” zmarnował? Chyba żadnej. Kiedy Daniel Peretz kapitalnie w 83. minucie zatrzymał Maxa Dowmana, to był to strzał z szesnastki i bardziej kunszt samego nastolatka niż jakaś świetnie wypracowana zespołowo akcja.

Raz też Harwood-Bellis stanął na linii strzału tuż przed bramką i wybił piłkę z główki, ale za jego plecami frunął już Peretz. Arsenal miał naprawdę sporo miejsca na swoje akcje, piłkarze często znajdowali swoich kolegów podaniami, płynnie i szybko wymieniali piłkę, ale w końcowym etapie i tak czegoś brakowało.

Reklama

Aż 40 kontaktów z piłką w szesnastce rywali, siedem rzutów rożnych i niewiele z tego zrobili. Dowman próbował z ostrego kąta, Odegaard zza szesnastki, ale nie były to szanse z gatunku tych określanych „setkami”. W kreacji wyróżniał się wspomniany Dowman (siedem strzałów, dwa kluczowe podania, 8/13 wygranych pojedynków).

Ale to nie Arsenal, a Southampton mogło być w tym meczu częściej niezadowolone. Już po kilku minutach po stykowej sytuacji w polu karnym trwał spór o to, czy Gabriel Magalhaes sfaulował w polu karnym Leo Scienzę. Jakieś tam powody do podyktowania jedenastki były, ale nie dla sędziego Samuela Barrotta. Brazylijczyk też trochę cofał nogę i być może to go uratowało.

Święci mieli również szansę po błędzie Gabriela, który źle wyskoczył do główki w efekcie czego Scienza ruszył sam na sam z Kepą. Tylko że się kompletnie pogubił i wyczyścił go Mosquera.

Reklama

Southampton objęło prowadzenie w 35. minucie po przechwycie piłki przy własnej szesnastce i szybkiej kontrze prawą stroną. Fatalnie zachował się Ben White, który tak źle pokrył swojego przeciwnika, że nie doskoczył do piłki i dał mu praktycznie darmową szansę. Ross Stewart przyjął sobie na klatkę, zgasił i z łatwością pokonał Kepę.

Reklama

Arsenal nie dość, że kulał w kreacji, to i sam popełniał dziecinne błędy. Kolejny taki przytrafił się Mosquerze, kiedy podał piłkę Scienzy. Piłkarz Southampton jednak przekopał, spory fart. Dwie minuty później ten sam gracz był już bliżej, bo trafił w poprzeczkę po ładnym, technicznym strzale. Święci mieli czego żałować, bo tak naprawdę mogli mieć na koncie śmiało dwa, trzy trafienia.

Mikel Arteta, widząc bezradność swoich podopiecznych, wprowadził posiłki. Na murawie pojawili się Gyokeres, Calafiori i Madueke. Szwed, będący w doskonałej formie i nastroju po barażach, dość szybko wpłynął na wynik i w Pucharze Anglii, doprowadzając do remisu już dziewięć minut później.

Gyokeres znowu strzelił, ale to nic nie dało

Bliżej wstępu opisywaliśmy jedną z niewielu takich naprawdę groźnych szans Kanonierów z 83. minuty. No to minutę później znów w tym meczu przegrywali. Cyle Larin dobrze się zastawił, zgrał piłkę i – co bardzo ważne – jednocześnie wyciągnął z formacji obrony Mosquerę. Potem dał się ograć Calafiori, a Mosquery brakło w tym miejscu, w którym powinien bronić. Shea Charles to wykorzystał. Strzelił precyzyjnie od słupka.

Reklama

Taki gol trochę z niczego z wygranej drugiej piłki spowodował, że Arsenal odpadł z Pucharu Anglii w ćwierćfinale, bo nie był w stanie już niczego wyczarować – albo strzelał nad bramką, albo za lekko (sytuacja Martinelliego).

W półfinale mamy więc Manchester City, Chelsea, Southampton oraz czekamy na zwycięzcę pary West Ham – Leeds.

Arsenal natomiast złapał ewidentną zadyszkę. Jak takie dwie z rzędu pucharowe porażki wpłyną na ten zespół w Premier League i Lidze Mistrzów?

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

8 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Kulisy filmu o Małyszu: „Przyszli z tym do mnie dwa lata temu”

Jakub Radomski
0
Kulisy filmu o Małyszu: „Przyszli z tym do mnie dwa lata temu”
La Liga

Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników

Braian Wilma
2
Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników

Braian Wilma
2
Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników