Kuriozalny gol na zapleczu Ekstraklasy. Co tam się stało!? [WIDEO]

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

15 marca 2026, 15:32 • 3 min czytania 15

Reklama
Kuriozalny gol na zapleczu Ekstraklasy. Co tam się stało!? [WIDEO]

Wiadomo, piłka może dostać rotacji, zatańczyć na murawie, skręcić w powietrzu. W Tychach odwaliła jednak taki numer, o którym będzie można rozmawiać przez dobrych kilka dni. Jakub Mądrzyk broniący dostępu do bramki gospodarzy pewnie nie ma nawet pojęcia, co się właściwie stało.

A stało się… dużo. GKS Tychy i tak był spisywany w tym meczu na straty, bowiem radzi sobie w ostatnich tygodniach katastrofalnie, a Śląsk walczy o awans do Ekstraklasy. Przyznać jednak należy, że nikt nie spodziewał się takiego scenariusza, w którym rywale Tyszan wychodzą na dwubramkowe prowadzenie dzięki dwóm trafieniom samobójczym.

Autorem obu jest zresztą ten sam piłkarz, Kasjan Lipkowski. Pechowy stoper GKS-u najpierw skierował piłkę do własnej siatki niezłym strzałem głową, a potem postanowił zagrać na nosie swojemu bramkarzowi i przedziwnym strzałem kompletnie go zmylił. Zresztą – sami zobaczcie:

Reklama

GKS Tychy pokonał się sam. Kuriozalne gole samobójcze

Niedługo później zrobiło się już 0:3, ale to, co najbardziej niedorzeczne, wydarzyło się w między jedenastą, a trzynastą minutą. Tyszan przed spadkiem mógłby uratować już tylko cud, ale to chyba żadna nowina. Kiedy nie sprzyja ci nawet ślepy los, to trudno o  pozytywne myślenie.

Trener Rene Poms ma więc w Polsce bardzo twarde lądowanie. Dwa gole samobójcze w debiucie na ławce GKS-u, solidne lanie już do przerwy, katastrofalna sytuacja w tabeli. Austriak nie ma lekko.

Co innego Ante Simundża i jego Śląsk, który pnie się w górę w tabeli Betclic 1. Ligi. Zgarniając trzy punkty w Tychach – a jesteśmy właściwie pewni, że gospodarze nie odrobią strat po przerwie – piłkarze z Wrocławia wskoczą na drugie miejsce. A ono jest przecież premiowane bezpośrednim awansem do Ekstraklasy.

Reklama

[AKTUALIZACJA]

GKS rzeczywiście tego nie odrobił. Zdołał co prawda strzelić dwa gole i wpuścił jeszcze jednego, więc wynik wyglądał już trochę lepiej.

Najpierw trafił Igor Łasicki, wygrywając pozycję przy rzucie rożnym, a w końcówce rozmiary porażki zmniejszył Damian Kądzior. Zero punktów to jednak zero punktów. Śląsk Wrocław w drugiej połowie grał już w taki sposób, jakby był pewny, że może sobie dopisać zwycięstwo, ale mimo wszystko jakieś dwie-trzy szanse sobie wykreował. No i miał rację, że nie trzeba było się tutaj pocić w drugich 45 minutach.

GKS Tychy – Śląsk Wrocław 2:4

  • 11′ Lipkowski (samobój) – 0:1
  • 14′ Lipkowski (samobój) – 0:2
  • 34′ Matsenko – 0:3
  • 67′ Łasicki – 1:3
  • 87′ Banaszak (karny) – 1:4
  • 90′ Kądzior – 2:4

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Prezes Barcelony mówi wprost: Chce Lewandowskiego na dłużej

Mikołaj Duda
3
Prezes Barcelony mówi wprost: Chce Lewandowskiego na dłużej

Betclic 1. Liga