Kamil Majchrzak postawił się Djokoviciowi. Dobry mecz Polaka

Sebastian Warzecha

08 marca 2026, 06:27 • 5 min czytania 3

Reklama
Kamil Majchrzak postawił się Djokoviciowi. Dobry mecz Polaka

Kamil Majchrzak stanął dzisiaj przed szczególnym wyzwaniem – zagrał ze swoim idolem, czyli Novakiem Djokoviciem. I zagrał dobrze, na tyle, że kilkukrotnie Serb wyraził na swój sposób uznanie. Genialny był w wykonaniu Polaka zwłaszcza pierwszy set. Dwa kolejne, niestety, już słabsze. I choć Kamil ostatecznie przegrał, to jednak po walce i naprawdę udanym spotkaniu. A w starciu z legendą taką jak Djoković, to też swoje znaczy.

Kamil Majchrzak urwał seta Djokoviciowi

13. Tyle pojedynków stoczyli do tej pory polscy tenisiści w starciach z Novakiem Djokoviciem. I nie jest zaskoczeniem, że żadnego nie wygrali. Choć to nie tak, że nie było szans. Były. Łukasz Kubot grał z Novakiem jeszcze wtedy, gdy ten był w szóstej setce rankingu ATP. Ale że Kubot sam był wtedy w czwartej, to oberwał w dwóch setach z piekielnie utalentowanym nastolatkiem. Hubert Hurkacz na Wimbledonie w 2023 roku przegrał w czterech partiach, ale były to cztery sety niesamowicie wyrównane – dwa pierwsze przegrał po tie-breakach, wygrał trzeciego i dopiero w czwartym dał się przełamać po raz pierwszy w meczu.

Choć najbliżej to był Hubert, owszem, ale w zeszłym sezonie. I to na mączce, w Genewie. Tam wygrał pierwszego seta, a dwa kolejne przegrał po tie-breakach. Bolał zwłaszcza trzeci, gdzie Polak na starcie przełamał rywala. Ale potem tę przewagę stracił. I skończyło się porażką – już ósmą w meczach z Serbem.

Reklama

Kamil Majchrzak nigdy jeszcze z Djokoviciem nie grał. Do dzisiejszego meczu podchodził z czystą kartą i w być może najlepszym momencie swojej kariery. Bo jest Majchrzak 57. na świecie, walczy o awans do TOP 50 (jeszcze go tam nie było), od ponad roku gra na poziomie tej drugiej tenisowej ligi – nieco za światową czołówką, ale będąc w stanie rywalizować z zawodnikami z TOP 10 w pojedynczych spotkaniach. A to poziom, do jakiego mógł w pewnym momencie przestać aspirować – przez rok przecież nie mógł grać w tenisa przez zawieszenie za nieumyślny doping, wcześniej wiodło mu się różnie.

Innymi słowy: jest u Kamila dobrze. A dzisiaj mogło być jeszcze lepiej, bo w końcu nikt nie powiedział, że nie mógł sprawić sensacji.

Po prostu trzeba było wyjść na kort z taką nadzieją. I grać jak najlepiej.

Reklama

Znakomity początek

Kamil Majchrzak zaczął mecz z Novakiem Djokoviciem od przełamania. Nieźle to brzmi, co? A dodać można, że po tym, jak sam wybronił się od breaka, to przełamał rywala po raz drugi i prowadził już 4:1. Generalnie: na korcie centralnym w Indian Wells fani mogli przeżywać spory szok. Majchrzak jednak wydawał się pewny swego, grał tak, jak trzeba było – uważnie, dokładnie, ale nie tylko bezpiecznie, bo nie obawiał się też przyspieszać akcji.

Djoković za to popełniał sporo błędów. Część była wymuszona dobrą grą Majchrzaka, część wynikała z pomyłek samego Serba. Niemniej: nam to pasowało. Bo Polak był dzięki temu na prowadzeniu nawet wtedy, gdy wreszcie dał się przełamać.

Reklama

To był zresztą moment, który miał nam pokazać, jak nastawiony jest Kamil do tego meczu. Bo Djoković zaczął gonić. Z 4:1 dla Polaka zrobiło się 4:3, a Serb coraz lepiej grał na returnie, zmuszając Kamila do lepszego serwowania i wytężonej pracy w wymianach. Ta praca jednak przynosiła skutki i Majchrzak dostał wreszcie gema, w którym serwował na seta, po czym… przegrał w nim trzy pierwsze piłki. Katastrofa, ale do naprawienia – choć wydawałoby się, że niekoniecznie z takim geniuszem returnu, jak Djoković.

A jednak Kamilowi się udało. Obronił wszystkie break pointy – przede wszystkim za sprawą tego, że odważnie prowadził w nich grę i nie bał się atakować – po czym dołożył jeszcze dwa punkty. I wygrał seta w meczu z Novakiem Djokoviciem, 24-krotnym mistrzem wielkoszlemowym i wciąż światowym numerem trzy.

Ładny wpis do CV. Ale musiał Kamil pomyśleć, że jeszcze ładniejszy byłby, gdyby ugrał i drugą partię, a z nią – mecz.

Novak chwycił. I nie puścił

Djoković znakomicie zaczął trzecią partię. Przełamał Kamila na start, wybronił się samemu przed break pointami… i nie zwalniał. W pewnym momencie wydawało się nawet, że wygra seta do zera. Co jednak interesujące – nie była to wcale przesadnie jednostronna partia w wymianach, Majchrzak miał swoje szanse. Ale nie potrafił z nich skorzystać, bo Djoković – jak to on – był niezwykle skuteczny w tych kluczowych momentach kolejnych gemów.

Reklama

Kamil mógł więc cieszyć się, że udało mu się ugrać gema. Honorowego, bo stanęło w tym secie tylko na jednym.

W trzeciej, ostatniej partii, ugrał dwa. To jednak był set pełen walki i naprawdę świetnych wymian. Była choćby taka na 40 uderzeń, wygrana przez Polaka, po której Nole padł na kort i głęboko oddychał. Było kilka świetnych minięć. Były szanse na wygranie większej liczby gemów, na walkę do końca seta. Ale znów – Djoković był świetny w kluczowych momentach, a do Kamila chyba dotarło z kim gra i na co ma szansę. Możliwe, że rolę odegrało też zmęczenie, bo Polak zaczął mylić się znacznie częściej.

Reklama

Efekt – tym bardziej w starciu z kimś takim jak Novak – był łatwy do przewidzenia.

Djoković wygrał, gra dalej. Kamil może być jednak z siebie zadowolony, bo dotarł do II rundy w Indian Wells i przegrał z rywalem, z którym raczej mało kto dawał mu szansę. A przegrał – to ważne! – po walce. Na tyle dobrej, że kilkukrotnie widać było w czasie wymian wyrazy uznania od Serba dla Polaka. A i po meczu podziękowania przy siatce były naprawdę serdeczne. Generalnie więc: to był dobry mecz Kamila. I dobry prognostyk na kolejne turnieje.

Kamil Majchrzak – Novak Djoković 6:4, 1:6, 2:6

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty