Schodzimy na ziemię. Skoczkowie sobie nie radzą

Sebastian Warzecha

07 marca 2026, 18:57 • 4 min czytania 9

Reklama
Schodzimy na ziemię. Skoczkowie sobie nie radzą

Igrzyska olimpijskie były dla nas piękne. Konkursy lotów po nich można było zignorować, bo nie oczekiwaliśmy tam niczego. Ten wczorajszy, jednoseryjny w Lahti – też, bo skakany był nieco z „rozpędu”. Ale dzisiejsze zawody pokazały nam, że ewidentnie wiele się w polskich skokach po igrzyskach nie zmieniło. Wręcz przeciwnie: dalej jesteśmy słabi. Z jednym wyjątkiem, rzecz jasna.

Skoczkowie potwierdzają, że formy nadal nie ma

– Brakowało odległości, jak przez cały sezon, ale też rotacji, prędkości w powietrzu. Wydaje się, że to powinno odlatywać, a zamiast tego po prostu spadam jak kamień. Grawitacja niestety wygrywa – mówił Dawid Kubacki na łamach skijumping.pl po wczorajszym jednoseryjnym konkursie w Lahti, w którym zajął 31. miejsce. A on i tak był trzecim najlepszym z Polaków. Wyżej od niego byli tylko Kamil Stoch, który po raz pierwszy od trzech – dzięki dyskwalifikacji Domena Prevca – wskoczył do dziesiątki, na jej ostatnie miejsce.

W punktach był jeszcze 24. Kacper Tomasiak, który do Finlandii przyleciał prosto z Lillehammer, gdzie w czwartek został wicemistrzem świata juniorów. A czterech Polaków wypadło poza „30”.

Reklama

No ale dobra: to był dziwny konkurs, ucięty w połowie, bez kwalifikacji, zakończony w dodatku wycięciem Domena Prevca przez sędziów – zgodny z regulaminem, ale jednak. Wiadomo, zazdrościliśmy wczoraj nawet… Bułgarom. Bo Władimir Zografski dzięki temu po raz pierwszy w karierze stanął na podium, zajął 3. miejsce (a dziś nie zdobył punktów). A my – choć Kacper Tomasiak zdobył dwa indywidualne medale igrzysk – czekamy na podium w zawodach PŚ od zeszłego roku.

I nie zanosi się, by miało się to zmienić w najbliższym czasie… chyba że Kacper Tomasiak znów nas zaskoczy.

Reklama

Bo poza nim nie mamy nikogo, kto dawałby nadzieję na takie skakanie.

Było sześciu, zostało trzech

Do sobotniego konkursu dostali się wszyscy Polacy. I to tyle z pozytywów. Bo wiele dobrego o skokach piątki z nich powiedzieć się nie da. Paweł Wąsek zajął 47. miejsce w konkursie i wychodzi, że jedyne zawody jakie naprawdę mu w tym sezonie wyszły, to te duetów na igrzyskach. I cieszy nas to, jasne. Niemniej fajnie byłoby, gdyby skoczek z takim potencjałem ten potencjał potrafił pokazywać. Dawid Kubacki zanotował odległość, która w teorii mogła dać awans – 118 metrów – ale w znakomitych warunkach.

Efekt? 41. miejsce. Grawitacja znów wygrała.

Wygrała też z Kamilem Stochem, który po skoku na 116 metrów był 34. Szybko więc pokazał nam Kamil, że ma pojedyncze wystrzały, ale regularności w tych ostatnich tygodniach kariery nadal mu brak. Regularni nie są też Piotr Żyła i Maciej Kot, ale oni akurat – choć był moment, gdy wydawało się, że będzie inaczej – weszli do drugiej serii. Odpowiednio na 27. i 21. pozycji. A najwyżej z naszych był – nic nowego – Kacper Tomasiak, który zajmował 12. miejsce.

Reklama

Kacper wraca do dyszki

W drugiej serii swój skok zepsuł Maciej Kot i spadł na 28. miejsce. Dla równowagi – poprawił się Piotr Żyła i awansował na 22. pozycję. Sami widzicie – nie ma tak, że może u Polaków być w tym sezonie Pucharu Świata tylko pozytywnie, nawet w jednej serii. Jeśli jeden zyskuje, to drugi traci. I tak to jakoś leci, tak to wszystko wygląda.

Pozytywny jest jednak niemal niezmiennie – na szczęście – Kacper Tomasiak.

Widać, że Kacper jeszcze nie czuje najlepiej tej skoczni w locie – wydaje się, że w obu dzisiejszych skokach miał rezerwy – ale mimo tego jest w stanie skakać wystarczająco daleko, by walczyć o najlepszą „10”. I dziś powalczył, drugi skok – na 125,5 metra – pozwolił mu awansować akurat o dwie pozycje. I zrobić to, co zrobił wczoraj Kamil Stoch, czyli awansować do dyszki. I dokładnie tak jak wielki mistrz, jest to awans na sam jej skraj, czyli 10. miejsce.

Reklama

No i fajnie, bo można się było nieco obawiać, że Tomasiak jest już tym sezonem zmęczony. Jasne, miał pauzy, nie było go na mamutach, ale to młody chłopak, który tyle, w takiej stawce i wobec takiej presji jeszcze nie skakał.

Ale radzi z tym sobie. I dalej prezentuje się na oczekiwanym przez siebie i nas poziomie.

***

Reklama

Sobotni konkurs w Lahti wygrał Daniel Tschofenig przed Domenem Prevcem. Podium uzupełnił Ryoyu Kobayashi.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o skokach narciarskich na Weszło:

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Polecane