Zgodnie z planem, o godzinie 17:30 na Tarczyński Arenie rozpoczął się najdziwniejszy spektakl w historii polskiej piłki. Śląsk Wrocław odniósł gładkie zwycięstwo nad regulaminem rozgrywek i przyzwoitością. Wygraną w tym hicie zapewniła gospodarzom niezawodna taktyka – ugięcie się przed kibolami i wymiganie się od przyjęcia zorganizowanej grupy kibiców gości. Wrocławianie przypieczętowali triumf dzięki biernej postawie PZPN. Wygrali 3:0.
Wszystko to przy dźwiękach saksofonu. Orkiestra na Titanicu również grała dla pasażerów do samego końca. We Wrocławiu muzyka umilała oczekiwanie kibicom gospodarzy, przykrywając fakt, że na ich oczach autorytet PZPN właśnie idzie na dno.
Frekwencja nie powaliła, ale sporo wrocławskich kibiców przyszło po prostu z czystej ciekawości. Żeby zobaczyć futbolowe jaja, jakich nigdy na oczy nie widzieli. I prawdopodobnie nigdy już w swoim życiu nie zobaczą.
Piłkarze Śląska wyszli walczyć z powietrzem
Wybiła godzina 17:30. Z tunelu wyłonili się piłkarze Śląska Wrocław. Trzeba przyznać, że wykazali się ogromną odwagą. W końcu, jak jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej przekonywał ich własny prezes, to spotkanie o tak potężnym ciężarze gatunkowym i tak ogromnym ryzyku, że nie dało się wpuścić zorganizowanej grupy fanów Wisły Kraków.
Gospodarze zdominowali spotkanie, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że przeciwnik nie pojawił się na stadionie, żeby nie narażać swoich pracowników na niebezpieczeństwo. Poniższa grafika zresztą mówi wszystko. To skład widmo.
Ciekawy skład pic.twitter.com/wV4dHcbe2I
— Denaturatowy Midas (@denaturatowy) March 7, 2026
Śląsk zakończył mecz z imponującymi statystykami: 100% posiadania piłki, zero strzałów przeciwnika, zero rzutów rożnych rywala i oczywiście czyste konto. Trudno przecież stracić gola, gdy tak się broni – nie przy pomocy stoperów, a kuriozalnych decyzji zarządu i fikcyjnych analiz ryzyka.
Ostatecznie po 15 minutach sędzia Kwiatkowski zagwizdał po raz ostatni, kończąc to żenujące widowisko. Mecz przejdzie do historii jako porażka z patologią i będzie wspominany po latach jako czarny dzień polskiej piłki.
Śląsk „wygrał”, ale nagrodę MVP spotkania powinien odebrać duet Cezary Kulesza i Łukasz Wachowski. To dzięki ich wieloletniej bierności udało się zorganizować w Polsce hitowy mecz ligowy, na który nie przyjechała jedna z drużyn.
Jeżeli ktoś chce bardzo przekrojowo zapoznać się z całą tą sytuacją i jak to wszystko się działo dynamicznie po kolei, to zachęcamy, by kliknął poniżej. Wojny na oświadczenia, przerzucanie odpowiedzialności, konsekwencje i tak dalej, i tak dalej…
Jak PZPN i Śląsk Wrocław wspólnie skompromitowali polską piłkę nożną
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków – 3:0
- 1:0 – Cezary Kulesza (as. Łukasz Wachowski)
- 2:0 – Remigiusz Jezierski
- 3:0 – kibole Śląska
***
Jeśli ktoś chciał pozostać na stadionie dłużej, to po piętnastu minutach odbył się regularny trening Śląska Wrocław oraz mecz pokazowy dzieciaków.
CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU ŚLĄSK – WISŁA NA WESZŁO:
- Wojna na oświadczenia trwa. Śląsk i Wisła zostają przy swoim
- Wisła gra na odwrócenie walkowera. Czy ma szansę?
- Kulesza się obudził. Nagle nie będzie niczego tolerował
- Jak PZPN i Śląsk Wrocław wspólnie skompromitowali polską piłkę nożną
Fot. Newspix