Bruk-Bet Termalica wysłała w Kielcach jasny sygnał – jest głównym faworytem do spadku. Korona była kiepska, nie pokazała zbyt wiele dobrego, ale dla zespołu Marcina Brosza i tak okazała się zbyt trudnym przeciwnikiem. Mimo trzech punktów, Jacek Zieliński też ma o czym myśleć.
Korona podtrzymała swoją dobrą serię przeciwko ekipie z Niecieczy. Dopisała do kolekcji piąte zwycięstwo z rzędu z tym przeciwnikiem i zyskała już bezpieczną przewagę nad strefą spadkową, ale prawdę mówiąc, na tym pozytywy dla Kielczan praktycznie się kończą. Przy Ściegiennego oglądaliśmy starcie dwóch słabych drużyn, przy czym jedna była minimalnie bardziej skuteczna.
Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1. Słaba gra wystarczyła, by wygrać
Dość szybko zaczęliśmy się przekonywać, że nieprzypadkowo oba zespoły nie mają za sobą najlepszej serii. Korona przegrała trzy z czterech ostatnich meczów, a Bruk-Bet Termalica, jadąc do Kielc nie miała na koncie nawet jednego zwycięstwa w tym roku. To było tego popołudnia aż nadto widoczne.
Do samej końcówki pierwszej połowy oglądaliśmy ledwie jedną przyzwoitą okazję na gola. Kapitalne zagranie Tamara Svetlina, uderzenie Stępińskiego, ale skutecznie interweniował Chovan. To właśnie słoweński pomocnik był tym, który starał się rozruszać grę. Podawał, dryblował, tworzył przewagę, naprawdę mógł się podobać. Na drugim biegunie Simon Gustafsson. Szwed regularnie niweczył kolejne akcje swoimi nieudanymi zagraniami.
Ataki Bruk-Bet Termaliki kilkukrotnie zapowiadały się całkiem ciekawie, tylko problem w tym, że wszystko wyglądały dobrze, ale tylko do momentu wejścia w pole karne Xaviera Dziekońskiego. Tam zaczynały się schody, a duży wpływ miał na to brak jakościowego napastnika. Ivan Durdov zdecydowanie takim nie jest i niewiele wskazuje, by w następnych meczach mógł się takim stać. Andrzej Trubeha na jego tle wyglądał jak piłkarski wirtuoz.
W końcu doczekaliśmy się pierwszego gola, który dał nadzieję, że po przerwie zobaczymy lepsze widowisko. Marcel Pięczek po raz drugi w ostatnim czasie dobrze odnalazł się pod bramką przeciwnika. Piłkarze Marcina Brosza tylko udowodnili, że bronienie stałych fragmentów gry nie jest ich najmocniejszą stroną.
Korona prowadzi! Marcel Pięczek znalazł się dokładnie tam gdzie powinien w polu karnym 😎
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/WCOkIAyFon
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 7, 2026
Bruk-Bet nie wykorzystał nawet słabości przeciwnika
Rzeczywiście, po przerwie oglądaliśmy już ciekawszy spektakl. Gości nieco zmotywował dopiero drugi gol Kielczan, który padł w dość niecodzienny sposób, bowiem zaraz po rzucie sędziowskim. Pierwsza bramka Słoników jeszcze została anulowana przez minimalnego spalonego Fassbendera – warto zaznaczyć, świetne podanie do Niemca posłał Krzysztof Kubica – ale druga została zdobyta już w pełni prawidłowy sposób. Tak, do siatki trafił Ivan Durdov, ale umówmy się, w takiej sytuacji spudłować byłby w stanie tylko Mileta Rajović. W innej dogodnej okazji, ale już nie tak prostej do skończenia, Słoweniec fatalnie chybił.
Goście nie składają broni! Ivan Durdov z bramką kontaktową! ⚽
📺 Mecz trwa w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/IESP0NySB7
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 7, 2026
Bruk-Bet, jeśli w ogóle myśli o tym, by utrzymać się w gronie najlepszych, to musi zacząć wygrywać, a dzisiaj miał do tego idealną okazję. Zmiany Marcina Brosza rozruszały jego zespół, prowadził on grę w drugiej połowie, był tym groźniejszym, ale wciąż. Mając metaforyczny nóż na gardle, grając z kiepsko dysponowanym przeciwnikiem powinniśmy oczekiwać o wiele więcej, a mimo optycznej przewagi Dziekoński nie miał zbyt wiele do roboty. Skoro w Kielcach Słoniki nie były w stanie zapunktować, to nie wiemy, czy szybko nadarzy się do tego lepsza okazja.
Dla Korony trzy punkty to jeden z bardzo nielicznych pozytywów po tym meczu. Tak, zdobyła dwie bramki, ale poza tym? Nędza. Z ostatnim zespołem w tabeli powinna zaprezentować znacznie więcej. Teraz, gdy Jacek Zieliński już może być w miarę spokojny o ligowy byt, to oczekujemy, że jego zespół znów zacznie grać tak, jak do tego przyzwyczaił w poprzednich fazach sezonu.
Zmiany:
Legenda
Fot. Newspix