Przed tą konkurencją mieliśmy świadomość, że szans na medal nie ma. Że już o awans do finału będzie bardzo ciężko. Władimir Siemirunnij wywalczył w świetnym tylu srebro dla Polski na 10 000 m, ale bieg ze startu wspólnego to jednak nie jest jego specjalność. W nim musisz być dynamiczny, samemu atakować i reagować na ataki rywali. Dziś było to widać. Rosjanin reprezentujący Polskę próbował, robił co mógł, ale to było za mało, żeby wystąpić w wyścigu o medale.
Siemirunnij wystąpił w pierwszym półfinale. Zasady były proste – do finału wejdzie najlepszych ośmiu panczenistów. Liczyło się miejsce na koniec wyścigu, ale też zbierało się dodatkowe punkty na lotnych premiach. Reprezentant Polski na jednej z nich był trzeci, bo odważnie zaatakował, ale później – takie mieliśmy wrażenie – trochę brakowało mu już sił.
Władimir Siemirunnij zajął 11. miejsce i nie wystąpił w finałowym biegu ze startu wspólnego
Gdy Siemirunnij dojechał do mety, potrzeba było trochę czasu, żeby wszystko przeliczyć. I – zgodnie z przewidywaniami – okazało się, że to trochę za mało. Nasz reprezentant ostatecznie zajął 11. miejsce w stawce. Zabrakło wyższego miejsca na mecie albo jeszcze jednych punktów wywalczonych na trasie.
Te igrzyska są jednak i tak jego wielkim sukcesem. Siemirunnij w świetnym stylu został wicemistrzem olimpijskim na 10 000 m. Miałby też szanse na podium na 5000 m, ale pechowo nie wywalczył kwalifikacji olimpijskiej na tym dystansie. Wystartował na 1500 m i w tym przypadku jego 10. miejsce trzeba uznać za przyzwoite. Wreszcie – sprawdził się dzisiaj w biegu ze startu wspólnego, w którym po prostu ciężko było osiągnąć coś więcej.
Zobaczymy go jeszcze podczas ceremonii zamknięcia igrzysk, bo to on, obok Gabrieli Topolskiej, został wybrany chorążym reprezentacji Polski podczas tej uroczystości, o czym pisaliśmy tutaj.
Fot. Newspix.pl