Podoba wam się futbol bez VAR-u? To patrzcie na Puchar Anglii

Patryk Idasiak

15 lutego 2026, 18:35 • 4 min czytania 5

Podoba wam się futbol bez VAR-u? To patrzcie na Puchar Anglii

Pamiętacie jak w 2010 roku Frank Lampard strzelał gola na mundialu, ale został on w skandaliczny sposób nieuznany? Chyba każdy to pamięta. Potem pojawiła się technologia goal-line i w 99,9% usunęła takie sytuacje, bo zdarzały się też wyjątki, kiedy nie było odpowiedniego widoku kamer. Jeszcze dalej poszliśmy w systemie VAR, choć – patrząc często na jego pracę – wielu kibiców mówi: „Bez tego badziewia było lepiej”. No to odpowiadam – spójrzcie na Puchar Anglii. 

Reklama

Omar Marmoush strzelił pięknego gola. I co z tego?

Manchester City pokonał Salford City 2:0, które na co dzień występuje w League Two. Klub, który znany jest z tego, że został w 2014 roku przejęty przez legendy Manchesteru United, zaprezentował się całkiem solidnie. Potrafił nawet postraszyć Jamesa Trafforda i na pewno zrobił spory progres w porównaniu z tymi samymi rozgrywkami rok temu. Wówczas było w takim starciu aż 8:0 dla The Citizens.

Typowy mecz na odhaczenie przeciwnika, czwartoligowiec przyjeżdża na stadion giganta i jest z góry skazany na pożarcie. Gospodarz z kolei może sobie pozwolić na duże rotacje, bo nie potrzebuje aż tak silnej jedenastki, żeby uporać się z zespołem, który gra o trzy klasy niżej. Czy ktoś może być niezadowolony? Omar Marmoush.

Reklama

Cały czas musi coś udowadniać. Nawet, gdy Erling Haaland był bez formy, to i tak miał zbyt mocną pozycję, żeby usiąść na ławce rezerwowych. Pucharowe starcia są więc świetną szansą dla takich Marmoushów. Z Newcastle United ustrzelił dublet, a tutaj powinien mieć na koncie przepiękną bramkę. Mówilibyśmy wtedy o świetnym występie Egipcjanina, a tak? Pamiętają tylko ci, którzy oglądali. Gol się nie przebił, bo nie został uznany.

Piłkarz Manchesteru walnął takie cudeńko:

Sytuacja przypomniała nam stare mecze bez VAR-u, kiedy nie można było zweryfikować, czy rzeczywiście zawodnik znajdował się na czystej pozycji. Tutaj – mamy raczej pewność – że na takiej był. Niemniej nie można było tego zmienić, Marmoush został poszkodowany, bo takiego ciasteczka mu nie uznali.

Manchester City wygrał 2:0, więc sprawa rozeszła się po kościach, nikogo specjalnie nie interesowała. Kiedy jednak kibice tak bardzo narzekają na VAR i tak im się podobał futbol bez narzędzia likwidującego błędy, niech spojrzą sobie na czwartą rundę Pucharu Anglii właśnie, gdzie technologiczne obsłużenie wielu miejsc na raz o jednej porze jest po prostu niemożliwe.

No to macie swój futbol bez VAR-u. Tak on właśnie wyglądał.

Aston Villa – Newcastle, czyli chaos bez VAR-u

To jest jeszcze nic. Prawdziwe cyrki działy się w spotkaniu Aston Villa – Newcastle United, gdzie normalnie VAR miałby mnóstwo roboty, weryfikując oczywiste błędy albo przynajmniej dając pole do ich ocenienia:

  • Newcastle straciło bramkę, przy której Tammy Abraham był prawdopodobnie na pozycji spalonej
  • Lucas Digne brutalnie zaatakował Jacoba Murphy’ego, VAR zapewne wyrzuciłby go z boiska
  • ten sam Lucas Digne zablokował dośrodkowanie ręką, znajdując się w szesnastce – arbiter podyktował jednak rzut wolny

Ta trzecia sytuacja była chyba najgorsza, bo pokazała naprawdę jaskrawy ludzki błąd. Taki, który VAR naprawiłby w mgnieniu oka, w poszukiwaniu rzutu karnego. Trzy decyzje i trzy na niekorzyść Newcastle United. Na szczęście jakimś cudem nie skończyło się to odpadnięciem, bo dym byłby większy niż w Watykanie po wyborze papieża.

Trochę inną perspektywę na to rzucił Alan Shearer, najlepszy strzelec w historii Premier League, prywatnie bardzo sympatyzujący z Newcastle United:

Jeśli kiedykolwiek potrzebowaliście dowodów na szkody, jakie VAR wyrządził sędziom, myślę, że dzisiejszy mecz jest tego doskonałym przykładem. Ci goście wyglądali na sparaliżowanych strachem przed podjęciem decyzji, bo nie mieli parawanu bezpieczeństwa – powiedział Shearer w BBC po meczu.

Nawet jednak ci, którzy są wściekli na VAR o sposób jego działania, opóźnianie spotkań, niejasność, oglądanie powtórki po 20 razy, woleliby jednak, żeby ten VAR oczywiste błędy naprawiał. Powiedział to trener Newcastle. W jednej wypowiedzi podkreślił, że VAR… psuje piłkę, ale też ją… naprawia. Można nawet powiedzieć, że Eddie Howe nie zgodził się z Eddie’em Howe’em. Bo albo tak, albo tak.

Wciąż kocham te emocje, nawet dziś wieczorem. Kiedy gol zostaje uznany albo kiedy piłka wpada do siatki, a ty nie widzisz chorągiewki ani sędziego, to jest gol i jesteś pewien, że nikt ci go nie odbierze. To uczucie i emocje, tę radość, którą odczuwasz w takiej chwili, wciąż bardzo kocham, a VAR takowe odbiera. Z drugiej strony jednak, życzyłbym sobie, żeby VAR był dostępny przy pierwszym golu przeciwko nam i prawdopodobnie przez cały mecz.

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIM FUTBOLU NA WESZŁO:

Fot. Newspix

5 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama