Jeremy Sochan uwolnił się od San Antonio Spurs. Nareszcie! [KOMENTARZ]

Tomasz Kordylewski

12 lutego 2026, 17:09 • 8 min czytania 6

Jeremy Sochan uwolnił się od San Antonio Spurs. Nareszcie! [KOMENTARZ]

Jeremy Sochan nie jest już graczem San Antonio Spurs! W środę 11 lutego teksańska drużyna go zwolniła. De facto to jednak reprezentant Polski zabiegał o rozwiązanie kontraktu. W San Antonio stracił miejsce w rotacji i został zakopany na końcu ławki rezerwowych. Nie miał już zaufania sztabu trenerskiego. Nie grał nawet w meczach, w których wynik był rozstrzygnięty na długo przed ostatnim gwizdkiem. Dlatego to nie do końca „zwolnienie”, a „uwolnienie” dla Sochana, który teraz sam może poszukać sobie w NBA świeżego startu.

Reklama

To obóz Sochana chciał rozwiązać umowę

Wiadomość o decyzji San Antonio Spurs gruchnęła w środę wieczorem. – Jeremy Sochan i San Antonio Spurs porozumieli się w sprawie jego odejścia z klubu. Sochan będzie teraz wybierać spośród wielu zainteresowanych drużyn – przekazał w mediach społecznościowych Shams Charania z ESPN.

Jeremy Sochan odchodzi z San Antonio. Będzie miał nowy klub!

Reklama

To dość zaskakujący zwrot akcji, bo jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Sochan chce dokończyć ten sezon w San Antonio i tematu wykupienia kontraktu nie będzie. Jednak w międzyczasie Spurs rozgrywali kolejne mecze, a polski skrzydłowy – choć zdrowy – nie pojawiał się na parkiecie. Dla Spurs stał się już tylko polisą ubezpieczeniową. Kimś, kto mógłby zostać „odkurzony” z ławki rezerwowych w razie problemów zdrowotnych innych klubów.

Sęk w tym, że Sochan nie mógł czekać. Jego obóz naciskał więc na teksański klub, by umowę jednak rozwiązać. Tylko w ten sposób 22-latek uwolniłby się od miejsca, gdzie i tak nie gra. W trwających rozgrywkach Sochan wystąpił tylko w 28 z 53 meczach Spurs (w tym dwukrotnie na łącznie osiem minut w ciągu ostatnich czterech tygodni), choć w trzech pierwszych sezonach był podstawowym zawodnikiem teksańskiej drużyny. Grał średnio tylko 12,8 minut, w których notował 4,1 punktu i 2,6 zbiórki na mecz. Pod każdym względem osiągał najgorsze wyniki w karierze.

Spurs tymczasem znakomicie sobie w tym sezonie radzą. Dopiero co ograli Golden State Warriors i z bilansem 38-16 zajmują w tej chwili drugie miejsce w Konferencji Zachodniej. Tak dobrego bilansu na tym etapie rozgrywek nie mieli od sezonu 2016/17. Są już w zasadzie pewni pierwszego od 2019 awansu do fazy play-off. Trener Mitch Johnson uznał, że Sochan – niegdyś uważany za jeden z fundamentów Spurs – nie jest już drużynie potrzebny.

Odkąd polski skrzydłowy trafił do San Antonio w 2022 roku z wysokim, dziewiątym numerem draftu, sporo w klubie się zmieniło. W młodym zawodniku widziano przede wszystkim duży talent w defensywie, choć Sochan w ciągu trzech pierwszych sezonów miewał też znakomite występy w ataku. Nie rozwinął jednak wystarczająco dobrze swojego rzutu, co ostatecznie sprawiło, że wypadł z rotacji Spurs, gdzie ten rzut obok takich graczy jak Stephon Castle, De’Aaron Fox czy Victor Wembnayama trzeba po prostu mieć.

Jeremy Sochan nie miał już miejsca w San Antonio

Sochan przez lata łatał zresztą dla Spurs wiele dziur. Przez chwilę był nawet rozgrywającym, choć nigdy wcześniej w karierze na tej pozycji nie grał. Ten eksperyment skończył się fiaskiem i podminowaną pewnością siebie młodego gracza. Polak bywał też wystawiany jako środkowy, ale latem ubiegłego roku teksańska ekipa wzmocniła formację podkoszową. Dla Sochana zabrakło po prostu miejsca. Tym bardziej, że świetnie zaczął rozwijać się Carter Bryant, którego Spurs wybrali w pierwszej rundzie ubiegłorocznego draftu.

To tylko pokazuje, jak szybko może zmienić się twoje życie w NBA, gdzie rywalizacja jest na naprawdę ogromnym poziomie. Nikt nie będzie na ciebie czekał, bo za tobą są już kolejni chętni na twoje miejsce. Sochan właśnie się o tym przekonał. Nie zmienił klubu przed zamknięciem okienka transferowego, choć Spurs mieli rozmawiać z kilkoma drużynami. Powodem był jego kontrakt na ten sezon o wartości 7,1 miliona dolarów. Drużyny nie chciały przejmować takiej umowy, szczególnie że Spurs mieli też wymagać od zainteresowanych dorzucenia do wymiany wyborów w drafcie.

Teraz jednak Sochan jest wolnym graczem. Dla niego to w teorii nawet lepsza sytuacja, bo może sam sobie wybrać klub spośród zainteresowanych drużyn. A będzie to bardzo ważny wybór, bo jasne jest, że po zawirowaniach w San Antonio musi teraz trafić w takie miejsce z szansą na odbicie się. Świeży start to w tej chwili coś, czego bardzo potrzebuje – nawet jeśli lubił być w San Antonio i mimo wszystko do końca został ulubieńcem kibiców. Gdy w swoim ostatnim, jak się okazało, meczu dla Spurs wszedł do gry na końcówkę, fani powitali go gromką owacją:

Kibice teksańskiej drużyny są zresztą całkiem podzieleni. W komentarzach można zauważyć zarówno głosy krytyki wobec władz Spurs za ten ruch, jak i głosy chwalące takie rozwiązanie. – Bardziej skupiał się na zmianie koloru włosów niż pracy – można przeczytać wśród wielu opinii. Ostrogi poprzez rozwiązanie kontraktu z Sochanem otworzyły sobie zresztą wolne miejsce w składzie i teraz mogą poszukać wzmocnienia na rynku wolnych graczy. Warto też w tym miejscu dodać, że kibice przeciwnych drużyn w większości są albo zdziwieni takim obrotem spraw, albo myślą o Sochanie jak o potencjalnym przechwycie i chcą go widzieć w swoim ulubionym klubie.

Jaki kontrakt może podpisać Jeremy Sochan?

Na razie trzeba jeszcze poczekać. Jeremy przez 48 godzin od momentu zwolnienia znajduje się na tzw. liście zwolnionych. Zainteresowany klub może go przejąć, ale wtedy przejmie też w swoje księgi jego kontrakt na ten sezon. W związku z tym drużyny poczekają, aż Sochan w piątek 13 lutego z listy zniknie i stanie się prawdziwie wolnym zawodnikiem. Wtedy zainteresowani mogą zaproponować mu kontrakt.

Opcji jest kilka:

  • Kontrakt standardowy (do końca sezonu lub dłużej). Dotyczy tych drużyn, które mają miejsce w budżecie oraz w składzie, a więc posiadają mniej niż 15 zawodników w zespole. W ramach takiego kontraktu Sochan dołączy do nowej drużyny co najmniej do końca rozgrywek.
  • Kontrakt dziesięciodniowy. To umowa na dosłownie 10 dni (lub maksymalnie trzy mecze), w których trakcie klub może sprawdzić danego zawodnika. Z takich kontraktów często korzystają też zespoły, które w danym momencie przechodzą np. kryzys kadrowy w związku z problemami zdrowotnymi kilku swoich graczy. Zawodnik może podpisać maksymalnie dwa kontrakty dziesięciodniowe z jednym zespołem. Potem ten musi zaproponować mu standardową umowę, jeśli chce go zatrzymać na dłużej.
  • Kontrakt two-way. Od paru lat kluby NBA oprócz 15 standardowych miejsc w składzie mają też trzy miejsca na umowy two-way. To rozwiązanie głównie dla młodych graczy, którzy dzielą wtedy czas gry między NBA a G League (liga satelicka), przy czym mają limit rozegranych meczów w NBA i nie mogą grać w fazie play-off. Nie wszyscy zawodnicy mogą taki kontrakt podpisać, ale Sochan jako zawodnik w swoim czwartym sezonie w lidze się kwalifikuje. Oznacza to, że może teraz trafić także do tych klubów, które nie mają miejsca w składzie na standardowy kontrakt (czyli osiągnęli maksimum 15 graczy).

Na ten moment większość drużyn w NBA ma w składzie co najmniej jedno wolne miejsce – albo na kontrakt standardowy (lub dziesięciodniowy), albo na umowę two-way. Oznacza to, że po Sochana może ustawić się całkiem spora kolejka klubów. Takie informacje przekazał zresztą już w środę Shams Charania. Polak będzie wybierał w co najmniej kilku ofertach.

Z przecieków medialnych wynika, że o pozyskaniu Sochana jeszcze przed zamknięciem okienka transferowego z władzami Spurs rozmawiali: New York Knicks, Phoenix Suns i Chicago Bulls. Z tej trójki Knicks oraz Suns mają w składzie jednego standardowe wolne miejsce. Czy to właśnie tam trafi Jeremy? Na razie nie słychać z kim rozmawia obóz polskiego zawodnika, ale to powinno wyjaśnić się jeszcze w tym tygodniu.

Tak naprawdę najważniejsza teraz data dla Sochana to 1 marca, bo jeżeli miałby pomóc swojej nowej drużynie w fazie play-off, to musiałby dołączyć do niej właśnie przed tym dniem. Wszystko wskazuje jednak na to, że nowy klub 22-latka poznamy dużo szybciej. Być może nawet jeszcze przed końcem tego tygodnia. Dla niego zresztą, im szybciej, tym lepiej.

Jeremy Sochan potrzebuje świeżego startu w NBA

Do końca fazy zasadniczej trwającego sezonu NBA pozostały nieco ponad dwa miesiące. Drużyny do rozegrania nadal mają jeszcze od 26 do nawet 30 meczów. Sochan uwolnił się więc od Spurs prawie na półmetku rozgrywek – idealnie w momencie, gdy liga udaje się na przerwę związaną z corocznym Meczem Gwiazd. Jeśli więc Sochan dołączy do nowej drużyny w najbliższych dniach, to będzie miał odrobinę łatwiejsze wejście do nowego środowiska. Po przerwie drużyny będą miały przecież kilka dni na treningi, których wcale tak często – przy mocno napiętym terminarzu – się w NBA nie organizuje.

Warto przy tym wszystkim pamiętać, że Sochan dopiero w maju świętować będzie swoje 23. urodziny. To jeszcze nie jest czas na skreślanie go jako zawodnika NBA, szczególnie po trudnym okresie w San Antonio. Jednocześnie w takiej lidze często wiele zależy od tego, czy dostaniesz szansę, a jeśli tak, to jak ją wykorzystasz. Jeśli w jednym miejscu ciebie skreślili, to w drugim nie będą długo czekać, aż błyśniesz. Sochan potrzebuje świeżego startu w nowym miejscu, ale potrzebuje też przypomnieć o sobie i o swoich umiejętnościach. O tym, że potrafi bronić najlepszych zawodników rywali, dobrze ścina i solidnie zbiera.

Tylko tak będzie w stanie wrócić z karierą na dobre tory i dać sobie samemu szansę na kolejne lata w NBA.

TOMASZ KORDYLEWSKI

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. screen YouTube

6 komentarzy
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Koszykówka

Reklama
Reklama