Porażka w wyjazdowym meczu z Wisłą Kraków na inaugurację wiosennej rywalizacji w I lidze po części mogła być wkalkulowana. To była najtrudniejsza przeszkoda w całym rozkładzie. Teraz jednak żarty się kończą. Prowadzony przez Łukasza Piszczka GKS Tychy musi zacząć wygrywać i ma 14 meczów, żeby wydobyć się ze strefy spadkowej.
Sytuacja już teraz jest naprawdę poważna. GKS traci cztery punkty do będącego nad kreską Znicza Pruszków. Strata do czternastej Puszczy Niepołomice wynosi aż dziewięć „oczek”. To już jest przepaść, co tylko pokazuje, jak mocno zakopała się tyska drużyna.
Uwzględniając mecz z Wisłą, nie wygrała ona od piętnastu spotkań – doliczając odpadnięcie z Zawiszą Bydgoszcz z Pucharu Polski. Ostatnie zwycięstwo odniosła jeszcze w sierpniu, gdy słonko pięknie przygrzewało. Jeszcze chwila i od tamtej chwili minie pół roku.
Łukasz Piszczek widzi pozytywy po porażce z Wisłą Kraków
Nic dziwnego, że zimą doszło w klubie do rewolucji kadrowej. Letnie zaciskanie pasa okazało się poważnym błędem, bo odejścia 5-6 ważnych zawodników nie dało się zrekompensować samą młodzieżą plus Damianem Kądziorem. Zaległości, zapewne nieraz obciążone podwójnymi kosztami, nadrobiono teraz. Przyszło dziewięciu zawodników o znacznie większym doświadczeniu, a siedem nazwisk pożegnano.
– To praktycznie nowy zespół. Mieliśmy miesiąc na przygotowania i zrobiliśmy wszystko, żeby ta drużyna zgrała się jak najlepiej. Na pewno chciałoby się mieć trochę więcej czasu, ale skoro go nie ma, nie zamierzam narzekać. Musimy wypełniać swoje zadania na boisku i myślę, że w Krakowie długimi fragmentami wyglądało to całkiem nieźle. Niestety nie wyszła nam w tym meczu faza przejściowa. Od tego też jesteśmy, żeby takie wnioski wyciągać i później to poprawiać z tygodnia na tydzień – powiedział Łukasz Piszczek na konferencji prasowej przed poniedziałkowym starciem z Odrą Opole.
Dopytałem go o rzeczy, które dobrze funkcjonowały na stadionie Białej Gwiazdy. – Wysoki pressing, strzeliliśmy po nim gola. Dość mocno skoncentrowaliśmy się na tym aspekcie, bo wiedzieliśmy, że Wisła chce grać od tyłu. Marcin Listkowski był w tym względzie wręcz maltretowany (śmiech). Przywiązywaliśmy dużą wagę do tego, żeby nawet w ciemno starał się iść wysoko i agresywnie w takiej sytuacji. Dobrze wyglądało też skracanie pola gry, bardzo wysoko, do linii środkowej. Wisła często oddawała nam piłkę. Do poprawy na pewno mamy jeszcze grę z piłką. W tym aspekcie nie byliśmy na swoim poziomie, ale uważam, że mamy jakość, by wykonać tu znaczący postęp – analizował były reprezentant Polski.

On i jego ludzie są świadomi położenia GKS-u. – Musimy patrzeć przede wszystkim na siebie i wygrywać mecze. Każdy, kto dołączał do nas, zdaje sobie z tego sprawę, tyle że my nie siedzimy codziennie nad tabelą i nie mówimy, jak jest źle. Staram się raczej szukać rozwiązań i analizować, co możemy zrobić, żeby z tej sytuacji wyjść. (…) Musimy koncentrować się na robocie na boisku. W oparciu o to mogę rozliczać piłkarzy. Chcemy wygrywać, ale też grać w określony sposób. W Krakowie w wielu momentach się to udawało, lecz w momentach newralgicznych jeszcze brakowało wykonania na odpowiednim poziomie – tłumaczył Piszczek.
I dodał: – Mamy do rozegrania 14 meczów. Musimy w nich zdobyć przynajmniej 24 punkty, co powinno dać utrzymanie.
Osoba Piszczka przyciąga piłkarzy
Co do większego doświadczenia w szatni, chwali sobie tę współpracę i czuje wsparcie ze strony nowych piłkarzy. – To było widać od pierwszego dnia, gdy ci zawodnicy się pojawili. Oczywiście byli tu już piłkarze, którzy potrafili to robić, ale wskoczyło to na jeszcze wyższy poziom – nie ukrywa Piszczek.
Z kolei będący też na sali Marcin Listkowski przyznawał, że osoba nowego szkoleniowca GKS-u ułatwiła mu decyzję o przyjściu do Tychów. – Już po pierwszych rozmowach z trenerem na pewno nazwisko trenera i jego przeszłość jako zawodnika zrobiło swoje. Chyba dla każdego z nas fajnie współpracować z kimś, kto był w naszych butach i wie, czym się to je. Ta rozmowa wiele mi dała, żeby uwierzyć w ten ruch – mówił były pomocnik m.in. Jagiellonii Białystok i Pogoni Szczecin.

A co go zaskoczyło w warsztacie Łukasza Piszczka? – Przede wszystkim intensywność treningów i podejście do pracy każdego dnia. Z własnego doświadczenia mogę też powiedzieć, że nie zawsze trafia się tak zgrana grupa. Etyka pracy w zespole stoi na bardzo wysokim poziomie. Intensywność narzucona przez trenera i jego pomysł na grę dobrze z tym współgra. Czuję, że razem możemy tu zbudować coś fajnego – odpowiedział.
Z Odrą Opole o ambitne założenia Piszczka co do wysokiego pressingu może być trudno. Drużyna Jarosława Skrobacza nie czuje się najlepiej z piłką przy nodze, jest druga od końca w I lidze jeśli chodzi o procent jej posiadania. GKS zapewne więc będzie musiał grać atakiem pozycyjnym. A czy się nim męczyć? Jesienią był to duży problem za kadencji Artura Skowronka.
– Nie chcę zdradzać naszego planu na mecz. O nim możemy porozmawiać po ostatnim gwizdku – uciął Piszczek. Ciekawe, czy będzie to pozytywna rozmowa.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Śląsk pozyskał napastnika. Ostatnio występował w Rumunii
- Grał w Lidze Mistrzów, ale Wieczystej nie podbił
- Oficjalnie: Z Pogoni Szczecin do ŁKS-u
Fot. własne/Newspix/FotoPyk