Pola Bełtowska ofiarą hejtu. Puknijcie się w puste łby [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

11 lutego 2026, 10:40 • 8 min czytania 117

Pola Bełtowska ofiarą hejtu. Puknijcie się w puste łby [KOMENTARZ]

Obrazek po konkursie indywidualnym kobiet w skokach narciarskich. Pola Bełtowska, która jeszcze nie wie – ale pewnie podejrzewa – że zajmie ostatnie, 50. miejsce, podchodzi do dziennikarzy. Ma łzy w oczach, z trudem mówi cokolwiek o swoich skokach. Wie, że to nie było to, co chciała pokazać. Wiedzą to też ludzie dookoła. Pocieszają, podchodzą łagodnie. To w końcu 19-latka, na swoich pierwszych igrzyskach. Potem ta sama dziewczyna wchodzi na social media, otwiera wiadomości (nie komentarze – wiadomości!) i dostaje ściekiem prosto w twarz. Pozostaje jedno pytanie: ludzie, czy wy jesteście normalni?!

Reklama

Pola Bełtowska ofiarą hejtu. Pytamy: za co?

Na pewno znacie ten słynny cytat z Jana Pawła II, że „ze wszystkich rzeczy nieważnych, piłka nożna jest najważniejsza”. Trudno nie znać, bo powtarza się go przy prawie każdej okazji. Śmiało można to jednak rozszerzyć na sport w ogóle – aktywność, poczucie zbiorowości, wspólnego przeżywania emocji, łączenie się w określonym celu.

Reklama

Brzmi pięknie, prawda? Wiele osób robi jednak wszystko, by pięknym nie było.

Bo obracają ten cytat – czy też naszą parafrazę – tak, by wyszło, że skoro sport jest najważniejszy, to trzeba o niego walczyć. I jeśli komuś się nie powiedzie w „służbie” czy to krajowi, czy – to plaga – ich prywatnym kuponom bukmacherskim, to trzeba wyładować poczucie rozczarowania. Zamiast jednak palnąć się w puste łby, takie osoby wchodzą na Instagrama czy Facebooka, po czym piszą wiadomości, za które wstydziłyby się ich matki i babcie. A może i ojcowie.

Pół biedy – choć nikt nie powiedział, że to dobrze, wręcz przeciwnie – jeśli dostaje je ktoś, kto w sporcie siedzi od lat i ma wypracowane mechanizmy radzenia sobie z takimi rzeczami, bo swoje już widział i przeżył. Ktoś, kogo to tak nie rusza, po prostu. Ale jeśli dostaje je 19-latka, które jedyną winą jest to, że nie ma formy na igrzyskach?

Momentami brak mi słów. O czym my tu w ogóle chcemy rozmawiać? Jak to się w ogóle stało, że trzeba o tym pisać? Dlaczego takie sytuacje mają miejsce?

Pytań jest mnóstwo, odpowiedzi zero.

Nienawiść. Tak Pola to nazwała

Trudno (a może nawet: nie da się) zrozumieć schemat działania kogoś, kto na widok sportowca, któremu się nie powiodło, myśli tylko o tym, by mu jeszcze dojebać. Wepchnąć w błoto, najlepiej szorując jego twarzą po dnie kałuży. Cieszyć się tym, że być może udało się doprowadzić do łez młody talent.

Brawo, gratuluję pomysłu. Mam nadzieję, że jeśli czyta to ktoś, kto napisał taką wiadomość i poczuł się niezwykle silny, dostanie kiedyś łopatą przez łeb.

Najlepiej tak, że aż się echo poniesie.

Na szczęście wydaje się, że Pola po pierwsze – jest dojrzała jak na swój wiek. A po drugie – ma mnóstwo wsparcia. W trenerach kadry kobiet – Marcinie Bachledzie i Stefanie Huli, w Ani Twardosz, czyli starszej koleżance z kadry, ale też wśród kolegów z męskiej reprezentacja. Ona sama mówiła na łamach skijumping.pl:

– Nie czytam komentarzy w sieci, ale dostaję takie wiadomości prywatne, że to jest… kosmos. To jest taki hejt, że nie spodziewałam się, że ludzie mogą pałać do mnie aż taką nienawiścią. Nie robię tego specjalnie, a jestem jechana z góry na dół. Nie odpisuję na te wiadomości. Hejt zawsze był i będzie, więc nie biorę tego do siebie. Jeśli komuś jest lepiej, niech pisze.

Generalnie: brawo, Pola. Tak trzymaj. I wszystkiego dobrego, niech ci się wiedzie. Z jednym się tylko nie zgodzę.

Nie: „jeśli komuś jest lepiej, niech pisze”. Bo tak nie może być i nie można się na to godzić. Raczej: jeśli ktoś ma ochotę tak pisać, to niech czym prędzej zgłosi się na terapię. Przegada swoje problemy z kontrolą gniewu. Znajdzie ich źródło i wypracuje mechanizmy radzenia sobie z tym.

Mechanizmy inne niż ten, w którym chwyta telefon i wypisuje, co popadnie.

Warto zauważyć zresztą, że sama Pola używa słowa „nienawiść”. Czyli opisuje to najmocniej, jak tylko się da. I to tę nienawiść właśnie odczuwa. A przecież osoby, które wypisują takie wiadomości, zapewne w ogóle jej nie znają. Ba, wiele z nich mogło do tej pory nie widzieć żadnego jej skoku. Ale wystarczył ten jeden – w konkursie indywidualnym, nie w mikstach! – żeby napisały mniej więcej to, co miały w głowach. Czyli jedno wielkie gów**.

I możliwe, że Pola – zgodnie z tym, co mówi – sobie poradzi (nawiasem: brawa dla PZN-u, choć rzadko ostatnio można to napisać, za szybko wydane oświadczenie w tej sprawie). Liczę na to. Niewykluczone, że zrobi to bardzo dobrze. Ale w końcu takie wiadomości trafią na podatny grunt. Na kogoś, kto weźmie je do siebie. A taka historia może skończyć się w tragiczny sposób.

Czy ktoś z autorów tego hejtu weźmie za niego wówczas odpowiedzialność? Oczywiście, że nie. Dla nich ta historia kończy się na kliknięciu „enter”.

Co się stanie później – zupełnie ich nie obchodzi.

Nie rozumiemy, czym są igrzyska. A może i sport w ogóle

Sytuacja Poli Bełtowskiej nie jest wyjątkowa. Ba, podejrzewam, że dla wielu sportowców to codzienność. Coraz więcej osób decyduje się raz na jakiś czas upublicznić wiadomości, jakie otrzymują na przykład po przegranych meczach. Kilkukrotnie robiła to choćby Magda Linette. I dobrze, że to robiła. Bo pokazała tym samym, z czym musi się mierzyć zawodowy sportowiec.

To nie tylko treningi. Nie tylko kontuzje. Podróże. Wydatki. Lata harówki na wyniki. Nie tylko pogodzenie się z porażkami. Radzenie sobie z presją wielkich meczów i ważnych punktów.

To też – a czasem może i przede wszystkim – odcięcie się od takich ludzi. Kusiłoby tu napisać w sumie, że „to nie ludzie – to wilki”. Ale nie chcę obrazić wilków. Ba, nawet rozwielitki byłoby mi szkoda w takich porównaniach.

Problem polega częściowo na tym, że nie rozumiemy – my, czyli ludzie, część z nas – czym jest sport. A tym bardziej czym są igrzyska. I nie rozumiemy na wielu poziomach. Ci hejtujący w ten sposób – na najwyższym. Ale nawet teraz, w czasie igrzysk, największej imprezy sportowej czterolecia, czytam regularnie powtarzające się komentarze o „turystach”, z pytaniami „po co wysyłać kogoś na igrzyska, skoro nie ma szans na medal?”.

I choć kusi odpisać: „żebyś się mógł zapytać”, to jednak wypada być poważnym.

Więc po co? Bo igrzyska to spełnienie marzeń. Sportowcy trenują i harują po to, by się tam znaleźć. Igrzyska to wabik, zachęta do osiągnięcia jak najwyższego poziomu, a nawet w ogóle uprawiania sportu. Postulaty, jakie widzę – by wysyłać tylko tych, którzy mają szanse medalowe, a resztę zostawić w domach – wzbudzają śmiech. W porządku, możemy tak. Ale wtedy oddajemy złoto Wojciecha Fortuny, historyczny pierwszy medal zimowych igrzysk dla Polski autorstwa Franciszka Gąsienicy-Gronia, a na letnich zrzucamy z dorobku choćby ten sensacyjny złoty krążek Dawida Tomali w chodzie z Tokio.

A pewnie i znacznie więcej.

Pola Bełtowska

Uśmiechnięta – czyli taka, jaka być powinna, debiutując na igrzyskach – Pola Bełtowska. Na pohybel hejterom. Fot. Newspix

Bo nie wiem na przykład – i nikt z nas nie wie – czy Kamil Stoch zdobyłby podwójne złoto w Soczi, gdyby najpierw nie poskakał w Turynie (16. i 26.) oraz Vancouver (27. i 14.), obywając się z igrzyskami. Czy Dawid Kubacki zgarnąłby – ratując nam medalowy dorobek – brąz cztery lata temu, gdyby nie to, że startował już w Soczi (32.) oraz Pjongczangu (35. i 10.)? Igrzyska to też inwestycja w przyszłość.

Nigdy nie wiecie, co będzie prezentować ktoś, kto w tym roku zajmie niższe miejsca, gdy przyjdzie mu ponownie stanąć do rywalizacji za cztery lata.

Jasne, pewnie nie zdobędziemy medali w, na przykład, saneczkarstwie. Ba, raczej będziemy się kręcić w ogonach stawki. Ale przynajmniej to nasze saneczkarstwo istnieje. Przynajmniej młodzi zawodnicy, widząc, że ktoś startuje na tych igrzyskach, mają bodziec do rozwoju. Napiszmy nawet prościej: przynajmniej coś się dzieje. Jeśli odpuścimy sobie takie konkurencje, to czemu i nie inne? Przecież w 2010 roku moglibyśmy sobie powiedzieć, że od 1960 nie mieliśmy na igrzyskach sukcesów w łyżwiarstwie… więc w sumie to po co posyłać kogokolwiek do Vancouver, skoro szansa na sukces wielka nie jest?

I uciekłby nam pięknie wspominany brąz naszych panczenistek.

Inna sprawa: czy musimy wszystko mierzyć w kategoriach sukcesów? Czemu nie możemy zaakceptować, że igrzyska to celebracja sportu? Potrafimy się zachwycić tym, że do mety pod koniec stawki dobiega biegacz narciarski z – dajmy na to – Haiti, ostatnio był to przecież głośny obrazek. I oklaskujemy go. Dlaczego więc nie możemy, mimo wszystko, bić braw Poli Bełtowskiej, która przecież się starała, nie odpuściła? Nie wyszło, jasne, ale to zupełnie inna sprawa.

Bo igrzyska i sport to przede wszystkim walka. Próba przekroczenia własnych granic. Ale ta próba znacznie częściej zakończy się niepowodzeniem niż powodzeniem, bo tak to po prostu działa. Pola ma jednak 19 lat, spory talent, punktuje co jakiś czas na poziomie Pucharu Świata, co w naszych skokach kobiet nie jest normą.

Naprawdę komuś zależy na tym, by ją do tego skakania zniechęcić?

Pola Bełtowska jest na igrzyskach, bo zasłużyła

No właśnie, skoki kobiet w Polsce. To jeszcze inny aspekt – gdyby w kadrze było 10 dziewczyn i pięć skakało aktualnie lepiej od Poli, można by mieć pretensję, że ta znalazła się we Włoszech. Ale w Pucharze Świata mamy dwie zawodniczki: Annę Twardosz i Polę Bełtowską właśnie. Na ostatnich zimowych mistrzostwach Polski w skokach – nieco ponad rok temu – skakały trzy Polki.

Trzy.

Twardosz i Bełtowska wyraźnie wyprzedziły wtedy Nicole Konderlę. Ta od tego czasu, owszem, nieco się odbudowała, może i poskakałaby we Włoszech choć trochę lepiej od Poli. Ale zgodnie z wytycznymi, to Bełtowska musiała pojechać na igrzyska, bo sobie na tę możliwość zapracowała. Więc pojechała. Dała z siebie wszystko. Oczywiście, że była ostatnia.

Ale wiecie co?

Lepiej być ostatnim w konkursie olimpijskim, niż pierwszym do wyzywania takiego zawodnika w prywatnych wiadomościach. Bo sport to ciężka praca. By dostać się na igrzyska trzeba się naharować. A praca, jak wiadomo, nie hańbi.

W przeciwieństwie do bycia hejterem.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

117 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Polska potęgą sportu? PrzywoZIMY medal z każdych igrzysk w XXI wieku!

AbsurDB
26
Polska potęgą sportu? PrzywoZIMY medal z każdych igrzysk w XXI wieku!
Reklama
Reklama