Kulisy krótkiego spotkania PZPN z kibicami. Koniec współpracy

Wojciech Górski

05 lutego 2026, 17:13 • 4 min czytania 45

Kulisy krótkiego spotkania PZPN z kibicami. Koniec współpracy

To nie była długa rozmowa. Właściwie – ledwie się zaczęła, a już się zakończyła. Kibice spytali co dalej i usłyszeli, że złamali umowę dotyczącą bezpieczeństwa na stadionie. Przyszli po kilka tysięcy wejściówek, a gdy okazało się, że ich nie dostaną, po prostu wyszli. Sprawa będzie pewnie miała ciąg dalszy, ale trudno spodziewać się happy endu.

Reklama

Na początku lutego PZPN poinformował, że kończy współpracę ze stowarzyszeniem kibiców „To My Polacy”. Na stronie federacji pojawił się stosowny komunikat:

„Decyzja ta jest konsekwencją skandalicznych i niebezpiecznych wydarzeń, które miały miejsce podczas meczu kwalifikacji do MŚ 2026 Polska – Holandia, rozegranego 14 listopada 2025 roku na PGE Narodowym. Spotkanie zostało przerwane na kilka minut z powodu rażącego złamania regulaminu i skrajnie niebezpiecznego zachowania części osób, w tym użycia materiałów pirotechnicznych i wrzucenia ich na murawę – w kierunku dzieci podających piłki, fotoreporterów oraz samych piłkarzy. Takie działania bezpośrednio zagrażały zdrowiu i życiu uczestników wydarzenia” – przekazano.

Reklama

Krótka rozmowa w PZPN

Samo spotkanie, na którym przekazana została kluczowa decyzja, nie trwało długo. Przedstawiciele stowarzyszenia „To My Polacy!” twierdzą, że już od jesieni zabiegali o spotkanie z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, by ustalić zasady współpracy przed marcowymi barażami. Kiedy w końcu do niego doszło, po drugiej stronie stołu zasiedli m.in. wiceprezes PZPN Adam Kaźmierczak oraz osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, dystrybucję biletów i związkową komunikację.

Spotkanie miało zacząć się od pytania ze strony kibiców: czy związek chce fantastycznego dopingu na barażach, czy zamierza w nieskończoność rozpamiętywać przeszłość. Sęk w tym, że decyzja po stronie federacji była już podjęta. Kaźmierczak zakomunikował jasno: skoro złamano umowę dotyczącą bezpieczeństwa na stadionie, dotychczasowa forma współpracy dobiega końca.

Natomiast, co warto zaznaczyć: nie oznacza to formalnego zakazu dopingu ani wykluczenia kibiców ze stadionu. Chodzi o coś innego – o zlikwidowanie uprzywilejowanej pozycji, czyli gwarancji puli biletów dla grupy odpowiedzialnej za prowadzenie dopingu. PZPN dał do zrozumienia: możecie robić to, co dotąd, ale już bez pomocy ze strony związku.

Na tym właściwie rozmowa się skończyła. Przedstawiciele stowarzyszenia, którzy przyszli do federacji po kilka tysięcy biletów, uznali, że nie ma o czym dyskutować. I opuścili pomieszczenie.

Stowarzyszenie rozgoryczone, PZPN kończy temat

W nieoficjalnych rozmowach słychać dziś po stronie kibiców ogromne rozgoryczenie. Padają słowa o upokorzeniu, o „opluciu i zdeptaniu”. Pojawiają się zapowiedzi ostrej reakcji, nawet sugestie pójścia z PZPN „na noże”. Był też pomysł publicznej debaty – choćby na WeszłoTV – ale federacja nie była nią zainteresowana.

W samym PZPN narracja jest zupełnie inna: sprawa jest zamknięta, zero-jedynkowa. Od początku obowiązywała zasada, że zagrożenie bezpieczeństwa oznacza koniec współpracy. To nastąpiło, na murawie pojawiły się race, mecz z Holandią przerwano, więc współpraca się skończyła. Koniec tematu.

I to chyba najlepiej pokazuje sedno problemu: obie strony mówią o tych samych wydarzeniach, ale jakby… w dwóch różnych językach. Trudno więc spodziewać się, by ostatecznie doszły do porozumienia.

Czy to zaskoczenie? Raczej nie

Formalnie Polski Związek Piłki Nożnej zakończył więc współpracę ze stowarzyszeniem „To My Polacy!”. Dla atmosfery na meczach kadry – to raczej zła wiadomość. Ale czy niespodziewana? Trudno tak powiedzieć, patrząc na to, co wydarzyło się podczas listopadowego meczu z Holandią, kiedy to doszło do kulminacyjnego punktu wydarzeń.

Paradoks polega na tym, że z jednej strony pod względem atmosfery był to jeden z najlepszych meczów kadry w ostatnich latach. Był na nim zorganizowany doping dominujący nad stadionem, wspólne śpiewy, klubowe flagi, poczucie jedności. Stworzyło to coś wyjątkowego.

Ale były też race na murawie, przerwanie spotkania na kilka minut i groźba zamknięcia stadionu na mecze barażowe. Niestety, te obrazki sprawiły, że cały pozytywny obraz rozsypał się jak domek z kart.

Tłem wydarzeń był bardzo głośny konflikt o niewpuszczoną oprawę i sposób kontroli kibiców. Ale niezależnie od kontekstu efekt był jeden: zagrożenie bezpieczeństwa, kara finansowa od FIFA i realne ryzyko zamknięcia stadionu.

Tego PZPN już nie mógł zignorować.

Dlatego finał tej historii trudno uznać za sensacyjny. Bardziej za smutny, bo przez moment naprawdę wyglądało to tak, jakbyśmy znaleźli sposób na wielką atmosferę na meczach reprezentacji. Na doping, który jednoczy, niesie drużynę i robi wrażenie w Europie.

Problem w tym, że wciąż nie potrafimy zrobić tego bez autodestrukcji.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. 400mm.pl

45 komentarzy

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama