Były problemy, ale się udało. Iga Świątek w II rundzie Australian Open

Sebastian Warzecha

19 stycznia 2026, 11:26 • 6 min czytania 6

Były problemy, ale się udało. Iga Świątek w II rundzie Australian Open

Przyniósł nam ten mecz znacznie więcej emocji, niż mogliśmy się spodziewać, ale Iga Świątek przedłużyła trwającą od 2019 roku serię – Polka po prostu nie przegrywa ani meczów, ani setów w pierwszych rundach Szlemów. Dziś musiała się namęczyć, ale ostatecznie wygrała w dwóch partiach z Yue Yuan. Choć Chinka ze swojej postawy może być zadowolona, bo sprawiła wiceliderce rankingu spore problemy.

Reklama

Iga Świątek zrobiła swoje. Polka w II rundzie Australian Open

Yue Yuan może być dla wielu fanów tenisa w Polsce postacią anonimową i w sumie to zrozumiałe. Chinka jest teraz 130. na świecie, choć w przeszłości była i w TOP 50. Niemniej: rzadko jest okazja oglądać ją na dużej scenie, a jeśli już – to głównie w chińskich turniejach. Ona sama jednak niezmiennie zapewnia, że wciąż marzy o sporych sukcesach. A że ma dopiero 27 lat, to czemu nie miałaby ich osiągnąć? Zwłaszcza, jeśli grałaby na co dzień tak, jak dziś z Igą Świątek.

Reklama

Bo to był mecz, który długimi momentami był popisem Yue Yuan.

Jeśli chodzi o Igę Świątek, to w sumie nie wiedzieliśmy czego oczekiwać. W United Cup wygrała trzy mecze, które miała wygrać, ale potem ograła ją Coco Gauff, a Belinda Bencić wykorzystała słabość Polki po pierwszym, wygranym przez nią secie. Do tego przebijały się plotki o urazach Igi, choć zaprzeczano im z wewnątrz jej sztabu – na Twitterze robił to choćby Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego Świątek. Do tego w Melbourne grała w przeszłości różnie, tamtejsze korty nie w pełni jej „leżą”.

Tak naprawdę można by więc napisać, że gdy Świątek wchodziła na kort, wiedzieliśmy, że nic nie wiemy. A ten mecz rozwiał nam co najwyżej wątpliwości dotyczące zdrowia Polki – bo poruszała się po korcie sprawnie i bez większych problemów. Jeśli jednak chodzi o całość jej gry, to jakie problemy były, takie pozostały.

Ale może właśnie trudne spotkanie na start będzie tym, co jej się przyda?

Świątek zmuszona do wysiłku. Yuan zagrała świetnego seta

Przede wszystkim zacząć trzeba od serwisu. Ten z roku na rok zdaje się być u Igi gorszy, choć niezmiennie mówi się o tym, że nad nim pracuje. Brakuje nie tylko regularności, ale też podań, którymi Polka wygrywałaby wymiany. Coraz częściej rywalki – nawet tej klasy co Chinka – są w stanie atakować nie tylko jej drugie, ale i pierwsze podanie. Dobitnie pokazały to początkowe gemy dzisiejszego spotkania, gdy Chinka już przy pierwszej okazji przełamała Igę.

A potem miała też break pointa na 3:0. Nie wykorzystała go, ale świadczyło to o tym, że podanie Świątek po prostu nie działa za dobrze.

Gdy do tego dodało się nieregularny forehand, z którego często się myliła, oraz nieidealne poruszanie się na nogach, to trudno dziwić się jej problemom. Te zresztą ciągnęły się przez sporą część seta, choć trzeba przyznać, że Chinka też na to pracowała – Yuan grała po prostu bardzo solidnie. Mocno, dokładnie, dobrze też ukrywała swoje zamiary, zaskakując Igę kierunkami zagrań. Pomagało jej też to, co Idze nie dawało punktów, czyli serwis. Jednak i ona podanie straciła – w szóstym gemie meczu… tyle że od razu wypracowała sobie kolejnego breaka.

A potem wygrała swojego gema.

Co to oznaczało? Że prowadziła 5:3, więc musiała dostać szansę na zamknięcie seta przy swoim podaniu. Tak też się stało – Iga jednak nie pozwoliła sobie na stratę seta. Zaatakowała odważniej, znakomicie przycisnęła na returnie, w efekcie wywalczyła dwa break pointy i wykorzystała już pierwszego. A gdy obie wygrały po jednym z kolejnych dwóch gemów, stało się jasne, że zagramy tie-breaka.

W zeszłym sezonie te dodatkowe, trzynaste gemy Idze wychodziły słabo. W tym nie miała jeszcze okazji takiego rozegrać. Ten był więc pierwszym i ostatecznie – choć po kilku minibreakach po drodze – okazał się zwycięskim. Wydawało się, że od tego momentu Idze będzie łatwiej.

A niekoniecznie było.

Walka do końca. Iga z tarczą

Drugi set był… dziwny. To dobre słowo, serio. Iga szybko wyszła na prowadzenie z przewagą przełamania, nawet podwójnego. Nad Yuan z kolei w międzyczasie pracowała masażystka, bo Chinka zgłosiła ból pleców. I ta przerwa jakby nieco wybiła Polkę z uderzenia, z kolei Chince chyba pomogła. Do tego doszło to, że Yue zaczęła po prostu atakować, dorzucając więcej siły i szybkości do swoich zagrań. To naturalny ruch – gdy boli, trzeba próbować grać krócej.

Tyle że też gdy boli, na ogół częściej się nie trafia. A Yuan jednak trafiała.

Stąd odzyskała stratę jednego breaka. Stąd była w stanie zagrozić Idze i w innych gemach. Ale miała problemy też przy swoich podaniach. Przy stanie 4:2 wygrała wprost maratońskiego gema, trwającego dobrze ponad 10 minut. Potem próbowała zaatakować przy podaniu Świątek. Ta jednak – i to powód, dla którego uważam, że może nawet lepiej rozegrać na start Szlema taki mecz, niż wygrać gładko 6:0, 6:0 – zaczęła grać mądrzej. Uspokoiła się nieco, nie szukała na siłę uderzeń kończących, starała się Chinkę zmusić do biegania. Grała nieco wolniej, ale precyzyjniej.

Generalnie robiła więc to, czego brakowało jej w meczach z Gauff i Bencic. Wiadomo, to rywalki wyższej klasy. Ale wtedy Iga próbowała na siłę – i to słowo nieprzypadkowe – je „przebić”. A to po prostu się nie udawało. Dziś też było z tym różnie, bo regularność (zwłaszcza z forehandu) jaką prezentowała Iga, nie była najlepsza. Gdy jednak zaczęła grać spokojniej, to i trafiło się kilka naprawdę dobrych akcji, i Yuan zaczęła popełniać więcej błędów, bo musiała częściej przebijać piłkę na drugą stronę.

W efekcie Iga drugiego seta wygrała finalnie spokojniej. Bo w ostatnim gemie zapracowała sobie na kolejne przełamanie, kończąc spotkanie dwoma udanymi returnami.

Musiała się na tę wygraną napocić. Na korcie spędziła dobre dwie godziny. Ale ostatecznie było warto – wygrała mecz, przećwiczyła sporo schematów i potrafiła wyjść z trudnych sytuacji. Oby to, że miała problemy okazało się nie złym prognostykiem, a dobrym przetarciem, po którym będzie tylko lepiej.

A co najważniejsze: Iga dołączyła do czwórki Polaków, którzy już są w II rundzie. Jutro o to, by był ich komplet, powalczy Hubert Hurkacz.

Iga Świątek – Yue Yuan 7:6 (4), 6:3

Fot. Newspix

*Jeśli interesuje Cię opinia innych graczy, zobacz Superbet opinie i porównaj je z tym, co oferują inni legalni bukmacherzy w Polsce.

Czytaj więcej o Australian Open na Weszło:

6 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama