Zgodnie z przewidywaniami. Islandczycy lepsi od Polaków

Sebastian Warzecha

18 stycznia 2026, 20:07 • 3 min czytania 1

Zgodnie z przewidywaniami. Islandczycy lepsi od Polaków

Sławomir Szmal miał rację. Były bramkarz, obecnie prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce, przed startem mistrzostw Europy mówił, że Biało-Czerwoni powinni walczyć o 3. miejsce w grupie, a co za tym idzie – pozycje 13-16. w całym turnieju. Po meczu z Islandią, który przegraliśmy 23:31, wiemy już niemal na pewno, że tak właśnie będzie.

Reklama

Piłka ręczna. Polacy gorsi od Islandii

Po spotkaniu z Węgrami (21:29) nie mieliśmy wielkich oczekiwań wobec postawy naszych reprezentantów w starciu z Islandią. W rywalizacji z Madziarami Biało-Czerwoni długimi fragmentami wyglądali na zagubionych, nie radzili sobie w ataku, często popełniając błędy i nie wykorzystując dobrych okazji. Efekt był taki, że i choć ich rywale mieli swoje problemy, to ostatecznie wygrali wysoko.

A Polakom została jedna nadzieja na awans do kolejnej fazy turnieju – wygrana z Islandią. Czyli ekipą mocniejszą od Węgrów.

Reklama

Innymi słowy: wielkich nadziei sobie nie robiliśmy. Przed meczem ze świetnymi technicznie rywalami, którzy znakomicie rozumieją się na parkiecie i których duża część gra w najmocniejszych klubach Bundesligi, po prostu nie mieliśmy do tego podstaw. Boisko pokazało, że słusznie.

Choć pierwsza połowa sprawiła, że wierzyliśmy. Nie w wygraną – bez przesady – ale w walkę do samego końca. Polacy mieli początkowo większą łatwość w dochodzeniu do sytuacji bramkowych niż w starciu z Węgrami i wiele z nich wykorzystali. Z kolei w naszej bramce świetnie radził sobie Miłosz Wałach, który kilkukrotnie odparł zapędy Islandczyków. Problem w tym, że wciąż pojawiały się błędy, duża część dość prosta. Ratowało nas jedynie to, że i Islandczycy się mylili.

Ale oni w końcu tę liczbę błędów ograniczyli. Polacy – wręcz przeciwnie.

Więc im dalej w mecz, tym było gorzej. O ile w 21. minucie było jeszcze 8:8, to na przerwę schodziliśmy przegrywając trzema trafieniami… a to i tak niższy wymiar kary, niż ten, który mogli nam zaaplikować rywale. Po przerwie Islandczycy nie mieli już jednak żadnych oporów przed wykorzystywaniem błędów Polaków.

A tych pojawiła się cała masa. Nieskuteczność. Stracone piłki. Pasywność w ataku. Ofensywne faule. Wszystko złego, co sobie wymyślicie – Polacy to zagrali. O ile więc przez pierwsze 30 minut dali nam nadzieję, że z rywalami powalczą do końca, o tyle w kolejnych 10 właściwie tę wiarę odebrali. Islandczycy dwukrotnie zanotowali serię +4, tzn. rzucili cztery bramki z rzędu.

Ostatecznie Biało-Czerwoni przegrali ośmioma trafieniami… i to łagodny wymiar kary. Wirtualnie jeszcze nie jesteśmy pewni tego, że z grupy nie wyjdziemy – by tak się stało, Węgrzy muszą zdobyć co najmniej punkt z Włochami – ale w rzeczywistości to już sprawa oczywista. Sławomir Szmal, jako się rzekło, miał więc rację.

Choć wolelibyśmy, by nie miał, to zanotowaliśmy dwie porażki, nie mając żadnych szans z mocniejszymi przeciwnikami. Taka jest smutna rzeczywistość naszego szczypiorniaka.

Polska – Islandia 23:31 (10:13)

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

1 komentarz

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka ręczna

Piłka ręczna

Otwarta droga dla klubów z Azji i Afryki do Ligi Mistrzów

AbsurDB
2
Otwarta droga dla klubów z Azji i Afryki do Ligi Mistrzów
Reklama
Reklama