Bartosiński: Od walki z Chalidowem wolałbym starcie z Soldiciem [WYWIAD]

Szymon Szczepanik

11 listopada 2024, 13:33 • 15 min czytania

Reklama
Bartosiński: Od walki z Chalidowem wolałbym starcie z Soldiciem [WYWIAD]

Jest niepokonanym mistrzem KSW, z bilansem zawodowych walk wynoszącym 15-0. Podczas jubileuszowej gali KSW 100 zmierzy się z Mamedem Chalidowem. I to on będzie faworytem w tym starciu. – Może zabrzmię jak ignorant, ale nie robi na mnie wrażenia, kto stoi po drugiej stronie klatki. Każdego chcę zbić – mówi nam Adrian Bartosiński. Z mistrzem kategorii półśredniej porozmawialiśmy o jego przygotowaniach, które obejmowały obóz w American Top Team oraz tym, czy zawodnicy polskiej federacji odstają od kolegów po fachu z UFC. Bartos opowiedział nam też o swojej wymarzonej walce, konflikcie z Andrzejem Grzebykiem, zajawce jaką jest robienie vlogów na YouTube czy… stosunku do freak fightów.

Reklama

SZYMON SZCZEPANIK: Adrian, czy wy macie jakiś tajny plan skolonizowania American Top Team? Trenują tam już dwaj Mateuszowie: Gamrot i Rębecki. Od kilku lat na Florydę jeździ Karolina Kowalkiewicz. Teraz udałeś się tam ty, wraz z Robertem Ruchałą i Jakubem Wikłaczem.

ADRIAN BARTOSIŃSKI: Zapomniałeś jeszcze o Krzyśku Jotce, który też tam trenuje. Rzeczywiście w ATT była już spora grupa Polaków, co pomogło mi podjąć decyzję, by właśnie tam się udać. Wybraliśmy się tam grupą i po tym obozie mogę powiedzieć, że na pewno będziemy tam jeździć częściej.

Macie konkurencyjną nację do przejęcia ATT, bo jest tam też wielu Brazylijczyków. Nie tylko wśród zawodników, ale też trenerów.

Tak, jest ich tam naprawdę dużo, to chyba nawet najliczniejsza grupa narodowościowa – oczywiście poza Amerykanami. Ale jeśli chodzi o trenerów, to w ATT kadra składa się w połowie z ludzi z Brazylii, a w połowie z USA. Trener Marcos Parrumpa stamtąd pochodzi. Większość trenerów od stójki także wywodzi się z Kraju Kawy.

Reklama

Co takiego jest w ATT, że ciągnie was akurat do tego miejsca?

Przede wszystkim bardzo duża liczba mocnych zawodników. Ich poziom jest bardzo wysoki, a ponadto posiadają przeróżne style walki. Kiedy poszedłem na pierwszy trening w ATT, to na sali było dziewięćdziesiąt osób – i to samych kozaków. W Polsce tyle osób nie uzbiera się na grupie komercyjnej. Tam tylu zawodników ćwiczy na zajęciach dla profesjonalistów.

Z kim miałeś okazję się zmierzyć na sali treningowej?

Sparowałem z Johnnym Eblenem, mistrzem Bellatora w kategorii do 84 kilogramów, oraz z mistrzem PFL wagi do 77 kilogramów, Magomedem Madomedkerimowem. To światowa czołówka swoich kategorii. Ale jest tam wielu zawodników, z którymi robisz sparing, nie wiesz kim ten gość jest, a później sprawdzasz na Instagramie i okazuje się, że walczy w UFC, Bellatorze albo PFL. Zdecydowana większość zawodników występuje tam w jednej z tych trzech organizacji. To normalne. Tak jak u nas to, że każdy bije się w KSW, Babilonie czy FEN.

Reklama

Fot. Instagram/bartos_mma

Kiedy byłem na Florydzie, to równocześnie trenował z nami Bo Nickal – talent, który jak na razie posiada rekord 6-0. Z nim nie sparowałem, bo akurat teraz też będzie miał walkę. Kiedy już przyjechałem, to on trenował z boku, zazwyczaj tylko z jednym sparingpartnerem. Miał też dużo nagrywek. Zauważyłem, że kiedy w UFC zawodnicy mają te trzy tygodnie do walki, to już nie przecinają się z nikim nowym na macie.

Kiedy tam trenowałeś, to miałeś uczucie, że to są najlepsi goście na świecie, a ty od nich nie odstajesz? A może odwrotnie, że sporo ci do nich brakuje?

Reklama

Szczerze? Mają wysoki poziom, ale to nie jest aż taki przeskok, żebyśmy się w KSW mieli czegoś wstydzić. Oni są jednak bardzo mocni mentalnie i wydaje mi się, że to robi u nich dużą robotę. Dlatego wyglądają na walkach tak dobrze, bo mają do nich zupełnie inne podejście, niż my tutaj. Ale jeśli chodzi o sam poziom sportowy, my od nich nie odstajemy. Z kimkolwiek robiłem rundy, to nie było takiej, by któryś z nich mnie bardzo zdominował. A jak wspomniałem, na Florydzie sparowałem z najlepszymi na świecie.

Jak długo byłeś w ATT?

Nie tak długo, jak bym chciał, bo trzy tygodnie. Pojechałem tam pierwszy raz, typowo na sparingi, by zobaczyć jak to wszystko tam wygląda. Jednak jak wspomniałem – na pewno będę chciał tam wrócić.

Na co dzień trenujesz w łódzkim Octopusie z trenerem Dawidem Pepłowskim. Kiedy zaczęła się wasza współpraca?

Reklama

Grupa MMA Pro istnieje cztery i pół roku, ale z Dawidem znamy się ponad osiem lat. Na początku był moim trenerem od zapasów. Dzięki niemu mogłem trenować ten element w Zgierzu razem z profesjonalnymi zapaśnikami. Zawodnikowi MMA wcale nie jest łatwo dostać się do takiej grupy. To trochę tak, jakby ktoś trenujący mieszane sztuki walki w grupie średnio zaawansowanej chciał przejść do treningów profesjonalnych z prawdziwymi kozakami. Ja jednak miałem możliwość trenowania zapasów w Zgierzu. Kiedy zaś Dawid otworzył grupę MMA w 2020 roku, to oficjalnie stałem się jego zawodnikiem.

Podobno jeszcze przed MMA grałeś w piłkę.

Tak, przygodę ze sportem zaczynałem od piłki nożnej. Później zacząłem do niej trenować MMA, ale wciąż bardziej byłem przy futbolu, MMA traktowałem hobbystycznie. Z czasem mi się to zamieniło. Do tej pory bardzo lubię grać w piłkę, ale wtedy zaczęło mi brakować zawziętości do treningów. Choć grałem nieźle i miałem możliwości sprawdzenia się w lepszych zespołach.

Kiedy definitywnie stwierdziłeś, że futbol jednak nie jest dla ciebie?

Reklama

Skończyłem grać, kiedy miałem 16-17 lat. Zaczynałem w A-klasie, później grałem w okręgówce. Naprawdę dobrze czułem się na boisku – byłem napastnikiem i strzelałem dużo bramek. W pierwszych meczach potrafiłem pakować do siatki po 3-4 gole. Śmiałem się, że koledzy z drużyny mnie hajpowali. Później jakoś straciłem motywację, miałem kilka gorszych meczów, a przy tym zacząłem trenować MMA. Więc moja przygoda z piłką zakończyła się bardzo wcześnie.

Skoro pochodzisz z okolic Łodzi i grałeś w piłkę, to masz swoje upodobania kibicowskie?

Nie jestem kibicem. Oficjalnie tak jest, że w Octopusie trenują kibice związani z Widzewem, z kolei w klubie Zenith ćwiczą ludzie będący za ŁKS-em. Dlatego na co dzień mam więcej do czynienia z widzewiakami.

Który piłkarz twoim zdaniem nadawałby się do MMA?

Reklama

Zlatan Ibrahimović albo Erling Haaland. Szwed trenował taekwondo, więc jego bym najbardziej widział w klatce, ale Haaland też ma super warunki do sportów walki.

A odwrotnie, który zawodnik MMA poradziłby sobie na boisku? Poza Bartosińskim.

Kurczę, to mnie zaskoczyłeś. Muszę pomyśleć, kto gra dobrze w piłkę… nie wymienię ci konkretnego nazwiska, ale jak tak się zastanawiam, to wielu z nas dałoby sobie radę na boisku. Nie wiem czemu tak jest, ale z połowa zawodników MMA z polskiego podwórka zaczynała od piłki nożnej i paru zapowiadało się na niezłych piłkarzy. Kiedy całą grupą trenowaliśmy zapasy w Zgierzu, to przed każdym treningiem w ramach rozgrzewki graliśmy w piłkę. Na przykład pięciu na pięciu Octopus kontra zapaśnicy ze Zgierza. A później ewentualnie rewanż po treningu.

Reklama

Adrian Bartosiński. Fot. Newspix

Przypomniało mi się nazwisko, które mogę wymienić. Czasami na obozy przyjeżdżał do nas Christian Eckerlin. Kiedyś był zawodowym piłkarzem, ale teraz bije się w czeskim Oktagonie. Ostatnio walczył w ich main evencie, który na żywo oglądało sześćdziesiąt tysięcy ludzi [Eckerlin wygrał walkę z Christianem Jungwirthem o symboliczny tytuł „Króla Niemiec” – dop. red.].

Twój rekord w klatce wynosi 15-0. W KSW pokonałeś duże nazwiska: Andrzeja Grzebyka, Salahdine’a Parnasse’a czy ostatnio Igora Michaliszyna. Którą z nich wymieniłbyś jako największy triumf?

Na papierze to na pewno był Salahdine. To podwójny mistrz KSW, a walka z nim była naprawdę głośna.

Reklama

Zastanawiałem się, czy nie wymienisz Grzebyka, który także był podwójnym mistrzem, tyle że FEN, ale walczy w twojej kategorii.

Wygrana z nim była bardziej ku mojej uciesze, ale nie uważam go za topowego zawodnika.

Ale całkiem niedawno, bo na KSW 94, miałeś z nim stoczyć rewanż.

Miałem, bo niestety tak wypadało z rankingu, jednak na przeszkodzie stanęła kontuzja. Teraz Andrzej również będzie walczył na KSW 100 z Wiktorem Zalewskim, więc wszystko na to wskazuje, że moją następną walkę stoczę ze zwycięzcą tego pojedynku. Zapowiada się ciekawe starcie i zobaczymy, co będzie po nim.

Reklama

Czuć w twoich odpowiedziach, że nie garniesz się do tego rewanżu.

Ogólnie nie chce mi się robić żadnego rewanżu, bo wolę bić się z rywalami, z którymi jeszcze się nie mierzyłem. Zawsze lepiej mieć w rekordzie kogoś nowego, niż drugi raz to samo nazwisko. Ale jeżeli tak wszystko się ułoży, to dla mnie bez różnicy. Andrzeja zawsze chętnie zbiję.

Wytłumacz proszę, o co wam w ogóle poszło. Bo to o tyle ciekawe, że obaj należycie do Artnoxu, czyli tej samej grupy menadżerskiej.

Nasza przynależność do Artnoxu nic nie zmienia. Nie łączy nas żadna relacja, nie jesteśmy rodziną, a ten sport to biznes. Natomiast obaj się nie lubimy – a na pewno ja go nie lubię. Generalnie wyszło tak, że Grzebyk w trailerze przed naszą pierwszą walką zaczął gadać, że wyszczekałem sobie ten pojedynek. Bo on nie chciał się ze mną bić, choć oficjalnie tego nie mówił. I tak się to zaczęło.

Reklama

Zapowiedź walki Grzebyk – Bartosiński na KSW 67

Nie wiem, czy twój najbliższy rywal będzie najtrudniejszy, ale bez wątpienia jest najbardziej znanym nazwiskiem polskiego MMA. Czujesz dodatkową presję w związku z walką z Mamedem Chalidowem?

Nie, traktuję to jak każdą inną walkę. Moja psychika działa bardzo prosto: cieszę się na każdą możliwość rywalizacji. Może zabrzmię jak ignorant, ale nie robi na mnie wrażenia, kto stoi po drugiej stronie klatki. Każdego chcę zbić.

Reklama

Jesteś faworytem tej walki, ale zapewne już analizowałeś to, co Mamed może pokazać w oktagonie. Na które elementy będziesz musiał w szczególności uważać?

Ciężko u Mameda jest wskazać jeden czy dwa konkretne elementy, na które trzeba uważać. Przy nim trzeba być cały czas czujnym, bo w trakcie walki potrafi robić bardzo dziwne rzeczy. Ale rozkładając pojedynek na poszczególne aspekty, czuję się pewnie w każdym elemencie. Natomiast akcji, które robi Mamed, nie da się zaplanować. Taką finezję się ma, albo się jej nie ma. On akurat ją posiada, jest w stanie zrobić coś, czego nie trenował ani nie robił we wcześniejszych walkach. To sprawia, że do starcia z Chalidowem można wyjść z pewnymi założeniami, ale ciężko przewidzieć konkretnie, że na przykład będzie kopał tylko lewą nogą. Mamed używa bardzo wielu nieszablonowych technik. Ale my jesteśmy przygotowani na to, by je zniwelować.

Z piętnastu zawodowych zwycięstw, aż jedenaście odniosłeś przez nokaut. Chyba czujesz, że w stójce możesz go znokautować.

Obecnie poświęcam dużo czasu na zapasy. Uważam nawet, że parter jest moją najmocniejszą bronią. Ale jednocześnie w przygotowaniach poświęciliśmy wiele uwagi na to, aby poprawić elementy stójkowe. Trochę usprawniłem swój styl, bym ze stójki mógł sprawniej przechodzić do obaleń. Myślę, że ludzie oglądający moją walkę z Chalidowem będą zdziwieni.

Reklama

Czyli idziesz w parter albo od razu kończysz w stójce i nie bawisz się w męczenie rywala w klinczu?

Nie mówię, że tego klinczu nie będzie, jednak z Mamedem ciężko go wykonać. To ruchliwy zawodnik, który pewnie nie będzie chciał do niego dążyć. Będzie z nim dużo akcji, przynajmniej na początku, bo on lubi mocno zaczynać walki. Jednak nie sądzę, żeby w ogóle była z nim możliwość zrobienia nudnej walki.

Jak miną ci ostatnie dni przed tym pojedynkiem?

Reklama

Bardzo spokojnie. W środę mamy zaplanowaną konferencję, więc coś będzie się działo. Obecnie już zszedłem z dwóch treningów dziennie do jednego. Przez to zaczyna mi się trochę nudzić. Zawsze, kiedy zaczyna się okres przed samą walką i trzeba już luzować, zaczynam czuć się niedotrenowany, jakbym się opierdalał do pojedynku. (śmiech) Ale wiem, że po prostu moja głowa tak działa. Moje przygotowania są długie i zwykle trenuję bardzo ciężko, więc jeden trening dziennie to dla mnie spora zmiana.

Jak stoisz z wagą?

Mam jeszcze kilka kilogramów do zbicia. Ale zawsze schodziłem do kategorii 77 kg, więc zazwyczaj miałem do stracenia mnóstwo masy. Walka z Chalidowem odbędzie się w dywizji 84 kg. Powiem tak: ogólnie mam sporo kilogramów, ale jak na przygotowania pod tę konkretną kategorię, to normalny wynik.

Do tej pory pewnie wygrywałeś każde starcie w KSW. Posiadasz mistrzowski pas w kategorii 77. Masz może poczucie, że ta federacja robi się dla ciebie już za ciasna?

Reklama

Powiem ci po walce z Mamedem! (śmiech) Mam wrażenie, że w kategorii półśredniej zrobiłem już wszystko, co można było zrobić. Nawet jeśli są tam nazwiska, z którymi nie zawalczyłem, to wygrywałem z ludźmi, którzy te nazwiska pokonywali. Wyczyściłem tę kategorię. Ale zobaczymy, co będzie dalej. Mam nadzieję, że do federacji wróci chociażby Roberto Soldić i razem z KSW stworzymy jeszcze kilka fajnych widowisk.

O Chorwata miałem cię dopytać. To jest nazwisko, po które ty mógłbyś wyjść z KSW, gdybyś dostał zaproszenie od ONE?

Ja na pewno bym poszedł, ale nie sądzę, żeby KSW zgodziło się na taki ruch. Jednak jeżeli myślimy o tym w formie czysto życzeniowej, to poszedłbym na taką walkę. Ale w samym KSW na ten moment starcie z Soldiciem jest tym, które najbardziej bym chciał. Jeżeli miałbym wybierać pomiędzy Mamedem a Roberto, to wybrałbym pojedynek z Soldiciem.

Nie wierzę, że nie podpytujesz włodarzy KSW, czy mają w planach ponowne zakontraktowanie Chorwata.

Reklama

Mam nadzieję, że to będzie do zrealizowania. Chyba doszło do rozmów dotyczących jego powrotu, ale przyznam, że nie wiem jak one się skończyły. Podobno Soldić ma do zrobienia jeszcze jedną walkę w ONE. Ale słyszałem plotkę, że jednak tego starcia nie będzie, więc mówiąc szczerze, sam nie wiem, co się dzieje w tamtej organizacji.

Myślisz też o występach w innych federacjach, jeżeli twój kontrakt z KSW dobiegnie końca?

Z pewnością ciekawy byłby Bellator czy PFL, a najciekawszą opcją byłoby UFC. Ale jeśli chodzi o KSW, to w Europie naprawdę mocna federacja – moim zdaniem wręcz najmocniejsza. W ostatnich latach polskiej federacji wyrosła konkurencja w postaci czeskiego Oktagonu. Bardzo podoba mi się ich marketing, na tym polu rozrośli się w imponujący sposób. Ale w Oktagonie biją się ludzie, którzy w KSW odbijali się od tyłów poszczególnych dywizji. Nasz poziom sportowy jest dużo mocniejszy.

Pogadajmy o twoim pobocznym zajęciu, czyli… robieniu vlogów na YouTube. To jakaś odskocznia od sali treningowej, forma promocji czy może powoli robisz sobie grunt na życie po karierze sportowca?

Reklama

Robię to zupełnie for fun, budując przy okazji swój marketing i rozpoznawalność. Zacząłem się tym bawić ponad rok temu. Pewnego dnia ekipa z KSW przyjechała kręcić do mnie vloga. Ktoś od nich powiedział mi, że nagrywałbym dobre materiały na YouTube, bo potrafię dać content. Na początku zacząłem robić vlogi dla beki, ale wyszło tak, że sobie je kręcę do tej pory. Staram się nakręcić dwa-trzy vlogi w miesiącu. Działa to tak, że dzwonię do kamerzysty i mówię mu „Dawaj, jutro lub pojutrze możemy coś nakręcić”. Nie planujemy tego, co ma znaleźć się w tych materiałach. Ostatnio nagraliśmy mój normalny dzień, w którym miałem do zrobienia dwa treningi, a w międzyczasie ogarniałem sobie sponsorów. Przy okazji pojeździliśmy sobie dla beki różnymi autami. Więc to taki content bez żadnej reżyserki, który ludzie lubią oglądać.

Zwykły dzień Adriana Bartosińskiego – kręci sobie bączki Corvettą po parkingu.

Dzień jak co dzień! (śmiech)

Reklama

Nagrałeś też trochę materiału ze swojego niedawnego pobytu na Florydzie.

Tak. W tamtym rejonie w ogóle dobrze postrzegają Polaków. Nie wiem czy dlatego, że Mateusz i Karolina przetarli nam szlak, ale dobrze nas tam traktują i lubią. Może poza jednym brazylijskim trenerem od boksu, na którego zajęcia się spóźniliśmy, a po przyjściu ja jeszcze nie mogłem zawiązać sobie rękawic. Musiał się trochę przyzwyczaić do naszego nierozgarnięcia. Ale pod koniec chyba i on nas polubił.

Przy czym zrobiłeś błąd początkującego youtubera, czyli nagrywałeś materiały w pionie.

Montażysta był z tego powodu wkurzony. Ja sam nie wiedziałem, że te ujęcia są w pionie, bo do vlogów pożyczyłem kamerkę. Gdybym nagrywał telefonem, to bym wiedział. Tutaj myślałem, że od razu nagranie jest w poziomie, więc nie zwracałem na to uwagi. Później się okazało, że ją też trzeba było przekręcić.

Reklama

Masz doświadczenie w klatce, potrafisz zrobić content przed kamerą, zaczynasz się rozkręcać na YouTube. Nie kuszą cię freak fighty? Zresztą z gali Fame 22 też masz materiał.

Miałem taką propozycję. Myślę, że jakbym otrzymał jakąś sportową walkę, to czemu nie? Ale będzie ciężko, żeby federacja KSW wypuściła mnie do takiego pojedynku, bo jestem ich mistrzem. Zwykłego zawodnika może i zgodziliby się wypuścić, ale w przypadku mistrza pewnie woleliby nie ryzykować. (śmiech) Jednak gdyby pojawiła się propozycja super fightu, który byłby mocny sportowo, na przykład z Normanem Parke, albo jakaś rywalizacja w boksie na małe rękawice, to czemu nie?

Ze swojej strony nie deklarowałem, że nigdy nie zawalczę we freakach, więc to nie jest tak, że zrobiłbym coś wbrew sobie. Nie jestem krytykiem freak fightów. Owszem, mam bekę z niektórych typów, ale nie przeszkadza mi to, że takie wydarzenia się odbywają. Koniec końców to też przyciąga jakąś widownię do profesjonalnego MMA, które jest bardziej widowiskowe niż to ich obijanie się, bo nie wiem jak inaczej to nazwać. A ja z takiej walki odłożyłbym sobie na następny wyjazd do Stanów. (śmiech)

A gdybyś otrzymał ofertę jakiejś totalnie odjazdowej walki? Na przykład w formule ty kontra trzech rywali, którzy zmieniają się co rundę: Natan Marcoń, Marcin Najman, a trzeciego możesz sobie wybrać.

Z nimi nie chciałbym zawalczyć. Jakbym miał tam iść, to na sportową walkę, a nie obijanie przygłupów. A w Fame jest kilku nie najgorszych zawodników.

Kiedy oglądałem twój vlog z Fame 22, to w nim powiedziałeś zdanie „Wierzyłem w prawdziwy sport, ale ta gala pokazuje, że prawdziwy sport nie wygrywa”. Co miałeś na myśli?

O to, że akurat walczyła Marta Linkiewicz z Karoliną Owczarz. Linkiewicz zwyciężyła tę walkę, dlatego się śmiałem, że prawdziwy sport nie wygrał. Ale ja czułem, że ten pojedynek będzie tak wyglądał, miałem swoje zdanie na jego temat.

Twoim zdaniem to był uczciwy werdykt?

Tak, stawiałem 2:1 w rundach dla Linkiewicz. Zresztą troszkę zarobiłem na ich pojedynku. (śmiech) Wiedziałem, że jeżeli to będzie pojedynek toczony w samej stójce, to Marta go wygra. Choć z ciekawostek mogę powiedzieć, że kiedy walka się kończyła, to z ciekawości zobaczyłem na żywo, jaki był kurs na Linkiewicz. I on wynosił 6.00! Czyli na trzydzieści sekund do końca bukmacher twierdził, że wygrywa Owczarz. Ja postawiłem zakład przed pojedynkiem i byłem pewien zwyciężczyni. Zastanawiałem się, o co chodzi w tym kursie. Sześć złotych do wygrania za każdą złotówkę na Linkiewicz sugerowałoby jakąś totalną dominację Karoliny. A siedząc w pierwszym rzędzie widziałem, że nic takiego nie miało miejsca!

Stwierdziłeś, że nie jesteś przeciwnikiem freaków. Na ich temat powiedziano już mnóstwo krytycznych uwag, więc zapytam inaczej: czy KSW może coś wynieść z freak fightów?

Myślę, że mogą wynieść coś z promocji. Ciężko mi powiedzieć, co dokładnie, ale jednak w Fame cała otoczka jakoś działa. Te konferencje… oczywiście, wszyscy wiemy dlaczego one są tak bardzo oglądane. Więc tu też pojawia się pytanie, czy to promocja freaków robi dobrą robotę, czy to rodzaj contentu, który sam kręci wyświetlenia. To zachowanie przyciąga ludzi, tak że nie wiem, czy oni nawet muszą przykładać dużą wagę do marketingu, bo wszystko samo się tam nakręca.

ROZMAWIAŁ SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix

Czytaj więcej o MMA:

Szymon Szczepanik

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

MMA

Reklama
MMA

Pracował w kopalni uranu, zabił go niedźwiedź. Zawodnik MMA nie żyje

Maciej Piętak
19
Pracował w kopalni uranu, zabił go niedźwiedź. Zawodnik MMA nie żyje