Żeby podsumować wrześniowe zgrupowanie reprezentacji Polski, naprawdę nie trzeba silić się na wielkie analizy. Nie trzeba też płakać, żalić się i mieć pretensje, że miejsce w szeregu pokazała nam akurat Chorwacja. Przy okazji tej porażki, ale też zwycięstwa ze Szkocją, nie dowiedzieliśmy się właściwie niczego nowego. W tyłach jesteśmy dziadami, a na przedzie czasami coś nam wyjdzie. Jest poniedziałek, budzimy się. Średniak wciąż jest średniakiem.
Fajnie, że Adam Buksa odważnie mówi o możliwościach kadry na wielkich turniejach. Miło, że mocno wierzy w drużynę, jakby widział w niej reprezentację skrojoną do odnoszenia sukcesów. Ale nie można zapomnieć, że na sam koniec to sztuczna pompka, która za każdym razem zderza się z rzeczywistością. Kręgosłup kadry jest niestabilny, mamy króciutką ławkę rezerwowych, część ważnych piłkarzy ma problemy w swoich klubach, a na dodatek jednym z niewielu, na którego można liczyć, jest rezerwowy AS Romy. Czego by Michał Probierz nie wyczarował, to nie brzmi jak dobra pozycja wyjściowa w rywalizacji choćby z Chorwacją.
Mówi się: trudno. Zostaliśmy zweryfikowani, a momentami byliśmy wręcz zgniatani. Inny świat, inna kultura piłkarska. Może nawet dobrze się stało, że od razu po niezłym meczu ze Szkocją nadmierni optymiści zostali sprowadzeni na ziemię. Sam selekcjoner może mówić, że są pozytywy, że jest odważna gra w piłkę, ale z takim materiałem osobowym coś zawsze będzie ciągnęło w dół jego ambitniejsze zamiary.
I nie, nie chodzi tutaj o obronę Michała Probierza. Należy mu się krytyka, ale na pewno nie taka, jaką niekiedy dostawali poprzednicy przy okazji podobnych porażek. Nie ma co się zapętlać i wieszać psów za to, że kadra przegrywa z lepszymi od siebie. Znamy to od lat, to nasza rzeczywistość, którą od święta jakimś cudem przełamujemy. Często wbrew logice, co mogłoby nastąpić nawet wczoraj, ale…
Nie oszukujmy się. Dopóki w naszej defensywie nie dojdzie do zmiany pokoleniowej albo ktoś w najbliższych latach nie wskoczy na bardzo wysoki poziom, nadal będziemy średniakiem z ograniczonym sufitem. Nawet gdyby reprezentację Polski objął Pep Guardiola, nie zdziałałby wiele, dlatego niech Michał Probierz sobie spokojnie pracuje. Oczywiście z zamysłem, żeby takich wyjątków, jak w ostatnich latach z Francją, Hiszpanią czy Anglią, kiedy ucieramy im nosa, było odrobinę więcej. To dobra miara przemiany, jaką może przeżyć reprezentacja Polski.
Inna sprawa to oczekiwania. Mamy je mniejsze, ale to naturalne po różnych nieprzyjemnościach z ostatnich eliminacji. Nie ma podstaw, żeby wymagać jednocześnie miłego dla oka stylu i wyników w każdym spotkaniu. Powinniśmy jedynie spodziewać się, że ogrywanie rywali z naszej półki będzie codziennością. Teraz to zrobiliśmy, w dodatku na trudnym terenie, więc pod względem realnych celów wychodzimy na plus. Ale, nie daj Boże, niech nas nie ponosi fantazja, że w magiczny sposób zakryjemy różnicę klas z Portugalią czy Chorwacją. Prawdopodobnie jeszcze nie z tym pokoleniem.
Generalnie chodzi o to, żeby nie panikować. Nie uderzać nadmiernie w Probierza, bo akurat nie wyszło nam spotkanie z niedawnymi medalistami na mundialach. Wrzucić na luz, spojrzeć na sytuację trzeźwym okiem, zaakceptować rzeczywistość. Pokazaliśmy, że mamy pazur, że jest komu pograć w piłkę i wziąć na siebie odpowiedzialność, ale przecież mamy o wiele więcej problemów. Nie tylko tych ze stoperami i środkowymi pomocnikami, którzy są kluczowi w stabilizacji całego zespołu. Ale z też głębiej zakorzenioną, przestarzałą myślą szkoleniową, która oczywiście umiera, lecz nie w takim tempie, jakiego chcielibyśmy wszyscy.
Niestety nie mamy dwóch Urbańskich, dwóch Zielińskich i dwóch Zalewskich. Jesteśmy skazani na to, co jest. Patrząc na poważniejszych rywali w meczach o stawkę, do tej pory za kadencji Probierza pokonaliśmy tylko Walię i Szkocję. Wyspiarzy, którym czasami brakuje czystej jakości piłkarskiej. I niech to wiele mówi o nas, w dużej mierze również co najwyżej przeciętnych europejskich wyrobnikach, którzy gubią się w świecie szybszego, bardziej proaktywnego grania.
WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:
- Samotność kapitana. Powiedz „Lewy”, gdzieś ty był? [Komentarz]
- Stłamszony Bogusz, elektryczny Walukiewicz, Zalewski znów najlepszy [NOTY]
- Niebiescy, obsydianowi lub czarni, czyli reprezentacja nie zawsze biała i czerwona
- Przemiana czy przebłysk. Szymański znajdzie znak równości między klubem a kadrą?
- Cierpliwy jak Skorupski
Fot. Newpix