Arka Gdynia przez cztery lata próbowała wrócić do Ekstraklasy. Nieskutecznie. Udało się dopiero przy piątym podejściu. Wreszcie nie trzeba było drżeć o wynik do końca, kreślić dziesiątek scenariuszy. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie rozsądek i spokój ludzi, którzy zabrali się za ten projekt. Awans Arki do elity to sukces merytokracji, zaufania w to, że parę osób zna się na swojej robocie.
Przez cztery sezony, w których Arce awansować się nie udało, bardzo często było blisko, bliziutko, ale nie dało się odczuć, że sprawa jest pewna. Paradoksalnie nawet teraz, zimą, mimo że niektórzy kręcili nosem na sens zastępowania Tomasza Grzegorczyka — który radził sobie świetnie — Dawidem Szwargą, spokój dotyczący tego, że sezon skończy się po myśli Arkowców, był większy niż w minionych latach.
Wszystko dlatego, że nawet kontrowersyjną decyzję możesz obronić, gdy wykażesz, że ma ona sens i sprawisz, że ludzie w to uwierzą. Marcin Gruchała tym różni się od swoich poprzedników, że sposób, w jaki buduje klub, nie zostawia miejsca na niedomówienia, plotki, dopowiedzenia i drugie dna. Kolejne ruchy, decyzje, nie tylko mają ciąg logiczny, lecz przede wszystkim sprawiły, że w Arce i wokół niej pierwszy raz od dłuższego czasu zapanował komfort i spokój.
Siła spokoju w futbolu, w życiu wciąż jest niedoceniana. Okazało się, że w takich warunkach ciut łatwiej było nigdzie się nie potknąć, niczego nie zaprzepaścić, nie kusić losu.
Arka Gdynia znów w Ekstraklasie! W końcu się udało
Arka Gdynia w końcu wraca do Ekstraklasy. Jak do tego doszło, kto stoi za sukcesem?
Wyłom w narracji o spokoju, który buduje, może stanowić fakt, że Arka Gdynia awansowała w sezonie, w którym prowadziło ją trzech szkoleniowców. W żadnym przypadku nie mówimy o epizodzie, bo Wojciech Łobodziński zaliczył siedem spotkań, Tomasz Grzegorczyk rundę dokończył, tymczasem Dawid Szwarga wziął w obroty zespół w drugiej części sezonu. To przecież sporo zmian, zwłaszcza gdy dodamy, że w międzyczasie zatrudniono nowego dyrektora sportowego oraz prezesa.
Z każdym kolejnym ruchem projekt Arki według Marcina Gruchały stawał się jednak solidniejszy w podstawach. Wielu szefów klubu nie wymieniłoby Grzegorczyka w momencie, w którym zaliczył dziesięć zwycięstw, remis i porażkę w lidze. Niewykluczone, że mieliby rację, bo przecież nie można teraz wykluczyć, że awans z poprzednikiem był absolutnie niewykonalny. Sensowne projekty cechuje jednak analiza wyprzedzająca obecny okres, która pozwala ograniczyć ryzyko błędu.

Kibice Arki Gdynia świętują awans do Ekstraklasy
O podejściu Grzegorczyka do roli pierwszego trenera mówiono w Gdyni, że więcej w tym serca niż głowy, atmosfery niż taktyki. To nie oznacza, że pracował źle i za rokiem czyhała porażka. Uznano jednak, że długofalowo Arka potrzebuje ludzi, którzy wzniosą klub, sztab i zespół, całe struktury, na wyższy poziom. Osób, które swoimi standardami wciągną wszystko na wyższą półkę, bez której każdy wynik mógłby okazać się krótkotrwałym bodźcem bez fundamentu gwarantującego jego ciągłość.
Tomasz Grzegorczyk o Arce: Nie wiedzieliśmy, na czym stoimi [WYWIAD]
To, że sprawy się układają, nie oznacza, że nie można niczego zmieniać. To, że ktoś pracuje dobrze i osiąga oczekiwany wynik, nie oznacza, że nie można pracować lepiej. W taki sposób doszliśmy do momentu, w którym stwierdzono, że Arkę powinien jednak poprowadzić Dawid Szwarga. Człowiek, który przed chwilą trenował mistrzów Polski, wcześniej współtworząc najlepszy sztab szkoleniowy w kraju.
Dawid Szwarga w Arce Gdynia — to był mistrzowski ruch i słuszny wybór
Wyniki Grzegorczyka trochę zamazały faktyczną perspektywę tego ruchu i to, jakie to było wydarzenie. Facet przed chwilą rywalizował z Atalantą, Sportingiem oraz Sturmem w europejskich pucharach, do których wprowadził klub pierwszy raz w historii, w pierwszym sezonie w roli pierwszego trenera i nagle ląduje na zapleczu Ekstraklasy. Można mu wyrzucać, że Raków skończył ligę nisko, że nie zdołał kontynuować passy poprzednika, lecz wszyscy wiedzą, że ogromny wpływ na to miał właśnie awans do pucharów, do tego kontuzja kluczowego zawodnika i mniejsze, poboczne wątki.
Jakby nie patrzeć — nawet Marek Papszun nie mierzył się nigdy z wyzwaniem gry co trzy dni. Szwarga się zmierzył, nie wyszło tragicznie, gdyby zespół był troszeczkę skuteczniejszy, łatwiej byłoby jednogłośnie uznać jego debiutancki sezon za udany. Bo, o czym wielu zapomina, modele statystyczne WyScout czy EkstraStats szacowały, że jego Raków powinien w najgorszym przypadku skończyć na podium, w najlepszym: sięgnąć po mistrzostwo kraju.
Raków przegrał ligę zmarnowanymi szansami [ANALIZA]
Zatrudnienie kogoś takiego przez pierwszoligowca było strzałem ponad możliwości i oczekiwania Arki Gdynia. Gdyby odrzeć ten wybór z emocji, nazwisk i podać same fakty oraz liczby, tak właśnie trzeba było to oceniać. Sam Szwarga zresztą mocno zaskoczył, biorąc tę robotę. Nie było tajemnicą, że chcieli go wszędzie. Mógł przebierać w ofertach i propozycjach z Ekstraklasy, niżej też chętnych nie brakowało. Mając ten komfort, ale też świadomość tego, że następny ruch musi być bardzo przemyślany, postawił na Arkę.
Co mogła mu wtedy zaoferować? Wiarę w merytokrację. W kuluarach plotkowano już, że Wojciech Pertkiewicz będzie musiał wrócić do Gdyni, więc pewnie Arce nie odmówi. W ten sposób w klubie wylądowało już dwóch gości, którzy ewidentnie przerastali miejsce, w którym był klub. Wiedząc, że plany właściciela są poparte takimi działaniami, łatwiej przyjąć propozycję, ale wciąż — to nie był pewnik. Zwłaszcza że Tomasz Grzegorczyk robił furorę i nie przestał jej robić, gdy ogłoszono nadchodzącą zmianę.
Dźwignąć sukces Tomasza Grzegorczyka bez najlepszego strzelca – to nie musiało się udać
Wydawało się, że Dawid Szwarga jednak wpadnie na minę. Ponownie przejmie klub po człowieku, który wywindował oczekiwania do poziomu, któremu ciężko sprostać. Arce jesienią nie powinno iść aż tak dobrze, wykręcała wynik ponad stan, więc istniało ryzyko, że powrót do średniej nastąpi prędzej niż później. W dodatku, gdy nowy trener był już w Gdyni, okazało się, że straci najlepszego strzelca i prawdopodobnie także najlepszego piłkarza zespołu. Naprawdę dałoby się rozgrzeszyć Szwargę, gdyby wiosna wypadła gorzej niż jesień.
Rację mieli jednak ci, którzy założyli, że nowy sztab podniesie standardy, wprowadzi jakość i solidne podstawy do dobrych wyników. Pracę trenerów i wymianę sztabu zachwalają wszyscy. Gołym okiem widać to po bramkarzu, Damianie Węglarzu, który złapał jeszcze wyższą formę. W Gdyni mówią, że Maciej Borowski, który prowadzi golkiperów Arki, to spec, jakiego tam jeszcze nie widziano. Asystenci, którzy pracowali stricte przy Szwardze, też zbierali dobre noty. Wchodzący do zawodu Rafał Figiel, który jako piłkarz czerpał od grupy Deductor, zajął się stałymi fragmentami gry, oceniał też cele transferowe — skauting w klubie trzeba zbudować od podstaw.
Jak Arka Dawida Szwargi zrobiła awans?
Organizacja pracy klubu oraz sztabu to rzecz, której Dawid Szwarga mocno pilnuje. Wprowadził nowości, typu zgrupowania (nocleg w hotelu) przed meczami domowymi. Albo znane z Rakowa Częstochowa raporty, które zdaniem piłkarzy pomagają w analizie ich gry. Na telewizorze w szatni wyświetlane są wszystkie potrzebne i konkretne informacje dla zawodników. Chwali się Szwargę i za to, że zespół ma lepszy etos pracy, rozwija się taktycznie. On sam ceni zawodników inteligentnych, którzy rozumieją grę na wysokim poziomie. Tacy pod jego okiem się w Gdyni rozwijają.

Kluczowe było jednak to, o co najbardziej się obawiano. Dawidowi Szwardze przyklejono łatkę robota, bo o futbolu mówi w sposób bardzo analityczny, w zasadzie pozbawiony emocji. To, że sprawiał takie wrażenie na zewnątrz, nie oznacza jednak, że to człowiek, który nie potrafi budować relacji z zespołem. Mało kto bierze pod uwagę, że przez wiele lat był asystentem. Kto zwykle ma najlepszy kontakt z piłkarzem, jeśli nie asystenci?
Zawodnicy Rakowa szanowali Szwargę, relacje były najmniejszym problemem tamtego zespołu. Z kolei piłkarze Arki bardzo szybko Szwargę kupili, więc i na tym polu przynajmniej dorównał poprzednikowi. Sporo z nimi rozmawia, nakłonił jakościowe jednostki i indywidualistów z charakteru, do pracy dla drużyny. Bardzo dobrze wyglądał Szymon Sobczak, który w Wiśle Kraków sprawiał na tym polu problemy. Znalazł klucz do Alassany Sidibe. Sprawił, że Tornike Gaprindaszwili i Joao Oliveira do liczb dorzucili pracę dla drużyny.
Trzeba dalej budować. Szwarga: Arka nie jest gotowa na Ekstraklasę.
Szwardze pomogło to, że drużyna nie wpadła w żaden dołek, nie przegrała nawet meczu. To i zasługa, i środek do budowania drużyny. Wynik zawsze udowadnia, że to, co robisz, ma sens, więc gdy zmieniasz naprawdę wiele w codziennej pracy, potrzebujesz namacalnego efektu, rezultatów, żeby zawodnikom łatwiej było za tobą podążyć.
Wszystko to, co działo się w Arce w ostatnich miesiącach, składa się na sukces merytokracji, odę do budowania na konkrecie, nie tylko na fantazji i ulotnych złudzeniach, rewolucjach, porywczości. Gdy zaczęto budować z głową, problem wypuszczania czegoś z rąk zniknął. Herbatę doniesiono do pokoju bez choćby kropelki poza filiżanką. Jednocześnie jest to jednak i sygnał, że budowa dopiero się zaczęła. Dawid Szwarga podkreślił to bardzo szybko, na konferencji zaraz po awansie.
— Na tę chwilę nie jesteśmy gotowi na Ekstraklasę pod kątem personalnym, sztabowym, organizacyjnym. Pod każdym kątem musimy zrobić krok do przodu, to musi jasno wybrzmieć. W innym przypadku ta przygoda potrwa bardzo krótko. Nie mam na myśli rewolucji, lecz świadomość, że klub musi się cały czas, co roku, rozwijać, iść do przodu. Jeżeli wpadnie w stagnację, to będzie walczył o utrzymanie.
Dawid Szwarga buduje nową Arkę
Trener od samego początku walczył o jeszcze szerszy skład, jeszcze lepszą organizację, jeszcze więcej narzędzi do pracy. W klubie trochę go hamowano, bo pierwszoligowe realia robią swoje. Niemniej w Arce też zdają sobie sprawę, że niedociągnięcia są. Czy to z bazą treningową, kwestią odnowy biologicznej czy w sprawach organizacyjnych. Szwarga nie apeluje o nic nadzwyczajnego, nie mówi, że potrzebuje piętnastu nowych piłkarzy. Chce fizjoterapeutę, analityka i dodatkowego trenera plus asystenta kierownika drużyny. Naprawdę, widywaliśmy większe fanaberie szkoleniowców.
Jeśli Arka Gdynia chce kontynuować obrany kierunek, i tak musi wykonać takie inwestycje. I będzie to robić, bo świadomość w tym projekcie jest duża. Bardzo dobrze, bo o Arce przez wiele lat mówiono w środowisku, że ma wszystko, żeby zbudować po prostu solidny klub. Miło, że ktoś się za to w końcu odpowiednio zabrał, miło, że to się dzieje.
WIĘCEJ O ARCE GDYNIA NA WESZŁO:
- Największy sztab, topowy poziom. Kulisy pracy sztabu Dawida Szwargi w Rakowie
- Jakim trenerem jest Dawid Szwarga? [WYWIAD]
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix