Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć

Kamil Warzocha

05 kwietnia 2025, 08:56 • 9 min czytania 35

Reklama
Al-Hamlawi. Piłkarz-parkourowiec z Palestyny, który otarł się o śmierć

Zanim Assad Al-Hamlawi został profesjonalnym piłkarzem, skakał po budynkach. Uwielbiał adrenalinę w połączeniu z akrobatyką, co jak nic innego potrafi łączyć uliczny parkour. Tego samego dnia potrafił trenować na boisku, kilka godzin grać na Playstation, aż wreszcie do znużenia ćwiczyć salta. Raz trafił przez to na wózek inwalidzki. Innym razem, już w sytuacji boiskowej, mógł skończyć znacznie gorzej. Ale oprócz zamiłowania do życia na krawędzi ma jeszcze inne: gokarty, padel czy kręgle, no i pasja nadrzędna, absolutnie najważniejsza w tej chwili dla Śląska Wrocław. Czyli strzelanie goli.

Napastnik ze szwedzkim i palestyńskim paszportem przychodzący do klubu Ekstraklasy z drugiej ligi szwedzkiej? Nie, to nie brzmiało jak materiał na pierwsze strony gazet w żadnym mieście goszczącym naszą najwyższą klasę rozgrywkową. Może poza Wrocławiem, gdzie desperacka potrzeba posiadania bramkostrzelnego piłkarza rodziła papierowych bohaterów. Nawet wbrew przeszłości Al-Hamlawiego, która wyglądała następująco:

  • 29 meczów na pierwszym szczeblu w Szwecji (3 gole)
  • 56 meczów na drugim (19 goli)
  • 18 meczów na trzecim (6 goli)
  • kilkumiesięczny epizod w trzeciej lidze tajskiej

Na widok 24-letniego napastnika z takim CV nie mamy wyrzutów sumienia, że nie padliśmy z zachwytu. Ale jednocześnie nie będziemy udawać, że jego wejście do Ekstraklasy nie robi wrażenia i nie daje Śląskowi nadziei na utrzymanie. Pierwsze cztery mecze, gdyby rozłożyć je minutowo, w większości nie wyglądały obiecująco. Ale już przełamanie z Legią, gol z Pogonią, trafienie ze Stalą i dublet z Lechem podpowiadają, że Rafał Grodzicki mógł zrobić jednak ciekawy, nieoczywisty interes.

Reklama

Al-Hamlawi. Pokręcona historia Palestyńczyka, który może uratować Śląsk

Oczywiście Śląsk dalej jest ostatni w tabeli, ale względem rundy jesiennej zrobił ważny skok jakościowy. Ze ślepej dubeltówki do nieźle ogarniętej strzelby. Z Poloneza do Volkswagena Polo. Z drewnianego Musiolika, zapuszczonego Świerczoka i groteskowego Eyamby do Al-Hamlawiego, który pokazał, że tytuł króla strzelców w drugiej lidze szwedzkiej warto potraktować odrobinę poważniej.

– Naszą uwagę zwróciła jego wszechstronność. Strzał głową, strzał z dystansu, antycypacja w takiej sytuacji, jak przy drugiej bramce z Lechem czy akcje indywidualne. To też zawodnik, który lubi cofać się po piłkę. Ciekawych aspektów było dużo i to też pokazuje, że drugiej ligi szwedzkiej nie można lekceważyć. Zresztą z samej Ekstraklasy nie zaglądał tam tylko Śląsk – powiedział nam Rafał Grodzicki, dyrektor sportowy WKS-u.

I dodał, nakreślając kulisy szukania na rynku transferowym niedawnego debiutanta w reprezentacji Palestyny: – Gdybym miał wynaleźć Assada w normalnych warunkach, musiałbym pracować w Śląsku co najmniej pół roku dłużej, żeby oglądać go włącznie z obserwacją na żywo. Gdyby było idealnie, nie wyobrażałbym sobie go nie zobaczyć, ale na szczęście jeden z naszych ludzi widział go w akcji. W tym wypadku trochę przydało się doświadczenie z Warty Poznań i to, że nie odpuszczam żadnego rynku. Uważam, że warto szukać w niższych ligach, zwłaszcza jak jest się klubem, który mocno patrzy na budżet.

Reklama

Rafał Grodzicki i Ante Simundza

Grodzicki zwrócił uwagę, że warunki poszukiwań napastnika nie były proste, ale mimo to, akurat w przypadku Al-Hamlawiego, udało się pozyskać wystarczającą liczbę informacji: – Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, żeby konkretnie zweryfikować kilka kierunków, więc wybraliśmy trzy, na które poświęciliśmy trzy miesiące. W Śląsku od samego początku skupiliśmy się na Skandynawii, a zimą to dobry rynek, choćby ze względu na to, że kończy się sezon. Obserwowaliśmy też ligę norweską, choć nie mówię, że o każdym zawodniku wiedzieliśmy wszystko. Tych najbardziej się wyróżniających mieliśmy w notesach.

– Fakt, że Assad strzelał bramki, oczywiście sprawiał, że łatwo było na niego wpaść. Ale to nie tylko liczba – to też typ strzelanych goli. Najpierw widzi się liczbę, potem sprawdza się styl zawodnika, jak to robi, jak się porusza na boisku, jak wygląda pod względem danych, a potem przychodzi czas na wywiad środowiskowy. Najważniejszy był dla nas charakter Assada. Chcieliśmy wiedzieć, jak podchodzi do życia i jak wpasuje się do zespołu. Dowiedzieliśmy się o nim dużo i spodobało nam się to, co usłyszeliśmy.

Szwedzki system omal go nie wypluł, a Tajlandia odmieniła

Kiedy Al-Hamlawi wchodził w dorosłość, notował – wydawało się – przełomowy sezon. W trzecioligowym Ängelholms FF strzelał gola za golem, co zwróciło uwagę klubu z Helsinborga, jego rodzinnego miasta. W 2020 roku doszło do transferu, ale dość szybko okazało się, że młody Palestyńczyk nie nadaje się na poziom elity. Do Allsvenskan podchodził trzy razy: dwa razy w Helsingborgs IF, raz w Varbergs BoIS, ale za każdym razem działo się to samo.

Reklama

Lata mijały, a młodemu napastnikowi brakowało legitymacji jakości na najwyższym szczeblu. Dlatego Szwedzi wreszcie przestali zwracać uwagę na Al-Hamlawiego. W środowisku piłkarskim otrzymał łatkę przypadkowego, nie rokującego piłkarza, którego stać co najwyżej na granie w drugiej lidze szwedzkiej. Tam zresztą trafił w marcu 2024 roku, do IK Oddevold, ale po naprawdę dziwnej i krótkiej przygodzie w… trzeciej lidze tajskiej.

Żeby było ciekawiej, w trzecioligowym Prime Bangkok Al-Hamlawi spotkał się ze Szwedem mającym polski paszport. To Alexander Tkacz, do którego dotarliśmy, żeby podpytać o osobliwy przystanek w karierze jego byłego kolegi z zespołu: – Miałem okazję grać z Assadem jeszcze wcześniej w drugiej lidze szwedzkiej, ale jako zawodnik przeciwnej drużyny miałem wtedy szczęście. Gdybym grał z nim dzisiaj, nie miałbym szans. Assad jest prawdziwym przykładem tego, jak w szybki sposób wszystko może się wydarzyć w piłce nożnej, jeśli ciężko się pracuje. Pamiętam, że jak graliśmy razem w Tajlandii, lubił podejmować się wyzwań. Gdy widział, że ktoś trenuje rzuty wolne, rzuty karne, triki, dryblingi, cokolwiek – zawsze się dołączał i chciał to zrobić lepiej. Ma mentalność zwycięzcy. Do tego poza boiskiem jest zabawnym gościem.

Tkacz dodał też: – Cieszę się na widok salt, które robi w Polsce po strzelanych golach. Nauka z basenów w Tajlandii nie poszła w las!

Kulisy klubu z Bangkoku przedstawił piłkarz-podróżnik „Black Lad Travel”. Co ciekawe, ostatnio zrobił vloga z meczu… Legia-Jagiellonia

Reklama

Gdy inni odpoczywali przed startem sezonu w Szwecji, Al-Hamlawi łączył grę w piłkę z korzystaniem z uroków Tajlandii. Nietypowy to był transfer, choć Palestyńczyk tłumaczył, że w Bangkoku zastępował wtedy kontuzjowanego napastnika. Jakkolwiek to brzmi, tajski klimat najwyraźniej wyszedł mu na dobre, skoro po powrocie do domu ruszył z kopyta. Nie strzelił gola czy dwóch. On w barwach drugoligowego IK Oddevold został królem strzelców, kończąc sezon z czternastoma trafieniami.

Dyrektor IK Oddevold: Szwedzi go ominęli. Dyrektor Śląska: Nie zarabia dużo

Nie było tak, że po napastnika IK Oddevold walili drzwiami i oknami. To nie tak, że dyrektor sportowy klubu, Mats Winblad, nie mógł spać przez rozpalony od połączeń telefon. Al-Hamlawi przypomniał się jednak na rynku Allsvenskan, choć to nie było równoznaczne z faktem, że chciał tam wracać. Wiemy, że wyrażali nim zainteresowanie choćby w GAIS, w ekipie „Makreli” z Göteborga, która 2024 rok skończyła na szóstym miejscu w tabeli. Ale gdy odezwał się Śląsk Wrocław, władze Oddevold zdały sobie sprawę, że nieco ponad 200 tys. euro najprędzej będą w stanie zapłacić Polacy.

Wspomniany Mats Winblad powiedział nam, że zdziwił go brak większego zainteresowania Al-Hamlawim w Szwecji. Gdy spytaliśmy, co wyróżniało Assada, dyrektor sportowy IK Oddevold przedstawił właściwie same superlatywy: – To niesamowity facet. Przez kilka lat był w wielu klubach i uważam, że akurat my – jako klub i zawodnik – od początku idealnie do siebie pasowaliśmy. Assad lubił klub, drużynę i kibiców. Widać było, że kocha piłkę nożną, a co ważne: jest wszechstronny i dobrze potrafi tym zarządzać. Ciężko pracuje, jest dobry w powietrzu i naprawdę dobry w strzelaniu goli. Nie jestem zaskoczony jego dobrymi występami w Polsce. Sporo klubów było nim zainteresowanych, choć akurat w Szwecji nie tak wiele, co bardzo mnie zaskoczyło. Nie dostrzegli w nim „tego czegoś”, to ich ominęło.

Reklama

Assad Al-Hamlawi w barwach Śląska

Jak wyglądały negocjacje z IK Oddevold, przedstawił nam już Rafał Grodzicki: – Gdyby nie było problemów, Assad trafiłby do Śląska znacznie wcześniej. Długo to trwało, zanim doszliśmy do kwoty, której raczej nie dało się już obniżyć. Wiem, że Śląsk rzadko wydaje pieniądze na transfery, ale z prezesem doszliśmy do wniosku, że trzeba ją sobie wygenerować. Co prawda poświęcając kilku zawodników, ale musieliśmy to zrobić. Również z myślą o tym, żeby kadra na wiosnę nie miała 30 osób i nie było tak, że za dużo piłkarzy jest niezadowolonych.

Dyrektor sportowy wrocławian zdradził też, że negocjacje z samym zawodnikiem były znacznie prostsze: – Przekonaliśmy go projektem klubu, celami drużyny, planem rozwoju. Ale też ważną rolę odegrał trener z dużym nazwiskiem, który trochę podziałał na wyobraźnię. Jeśli chodzi o finanse, Assada wstawiliśmy do koszyka piłkarzy ważnych. Postanowiliśmy to sensownie rozdzielić: na kilku liderów, na ważnych piłkarzy i zmienników. Nie jest tak, że on od razu wskoczył najwyżej i zarabia duże pieniądze. Uważam, że podeszliśmy do tego pragmatycznie, zwłaszcza że gdy ściągaliśmy Assada, mieliśmy w głowie czarny scenariusz ze spadkiem z Ekstraklasy. On wie, że to – odpukać – może się wydarzyć i zdaje sobie sprawę, że warunki kontraktu mogą się zmienić.

Reklama

Kulisy Śląska. “Al-Hamlawi zarabia mniej niż Musioliki i inne wynalazki”

Al-Hamlawi w rytmie Tamagotchi. Pić, jeść, spać… i grać

Palestyńczyk, jak sam kiedyś przyznał na łamach szwedzkich mediów, jest bardzo prostym człowiekiem. Nie wymaga od świata nie wiadomo czego i cieszy go zwyczajna życiowa rutyna. Gdy grał w Oddevold, mówił tak: – Mam swoje duże łóżko, mam gry wideo. To jest mój dom i to mi wystarczy. Co uwielbiam najbardziej? Łóżko, sen, sen i jeszcze raz sen. No i gry.

Tej skromności nauczył go ojciec, który pochodzi z Palestyny. Mama jest Szwedką, więc Al-Hamlawi zna świetnie obie kultury, natomiast bliżej mu do sposobu życia i religii z Bliskiego Wschodu. Jak usłyszeliśmy ze Śląska, nikt nie był zdziwiony, gdy wybrał grę dla reprezentacji Palestyny. Należycie obchodzi ramadan, modli się, z szacunkiem i pozytywną energią podchodzi do ludzi wokół.

Do tego nie ma żadnych problemów z komunikacją, bo perfekcyjnie mówi w języku angielskim, którego w sporej mierze nauczył się poprzez granie w gry. – Chyba trochę za dużo gram w Call of Duty – przyznał rok temu z uśmiechem.

Reklama

Napastnik może uratować swój zespół przed spadkiem

Dziś łamie defensywę rywali, kiedyś łamał własne kości

Ale nie zawsze mogło być mu do śmiechu. Zwłaszcza w 2019 roku podczas jednego z meczów, kiedy stracił przytomność i był bliski śmierci. W efekcie boiskowego starcia z bramkarzem drużyny przeciwnej miał złamane żebro, przebite płuco, złamany mostek i krwotok serca. – Dostałem prawym kolanem w żebra. Mogłem umrzećpowiedział Al-Hamlawi rok temu w jednym z wywiadów, wprowadzając czytelników w świat swojego bólu z przeszłości.

Bo to nie wszystko. Kiedyś Palestyńczyk próbował zrobić podwójne salto w tył na trampolinie. Był tak zawzięty, że… skończył w szpitalu z połamanymi nogami. Zamiast wylądować na piance, wyrżnął o metalowe pręty. Był zagipsowany i musiał jeździć na wózku inwalidzkim, a kiedy wrócił do zdrowia, znów robił salta. Nie potrafił sobie odmówić. Dusza parkourowca. Adrenalina.

Reklama

Zdaje się jednak, że skoro trafił do poważniejszej, w pełni profesjonalnej ligi, jedyna niebezpieczna ekwilibrystyka, na jaką sobie pozwoli, będzie zaczynać się i kończyć na cieszynce po strzelanych golach. Ma ich już pięć, a będzie pewnie więcej, ale pozwólcie, że akurat Al-Hamlawiemu połamania nóg życzyć nie będziemy.

WIĘCEJ O ŚLĄSKU WROCŁAW NA WESZŁO:

KAMIL WARZOCHA

Fot. Newspix

35 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa